fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Zatkam nos i pójdę głosować

Piotr Kowalczuk
Rozmowa z Beppe Severgninim, pisarzem i publicystą włoskim, komentatorem dziennika „Corriere della Sera”
Rz: Od dłuższego czasu obśmiewa pan włoską klasę polityczną. Czy pójdzie pan głosować?
Beppe Severgnini: Pójdę. Zatkam sobie nos, bo nasza polityka cuchnie, zasłonię oczy, żeby nie ujrzeć pewnych twarzy, a też uszy, żeby nie słyszeć pustych obietnic, ale pójdę. I to samo radzę swoim czytelnikom. Gdybym nie poszedł, nie miałbym prawa naśmiewać się i narzekać.
Jest aż tak źle?
Jest fatalnie. Włoch zagląda do portfela i ma tam coraz mniej pieniędzy. Dlaczego? Wystarczy otworzyć gazetę. Od ośmiu lat stoimy w miejscu. Nasz kraj jest źle zarządzany. Wszystko jedno, kto nami rządzi, czy Berlusconi czy lewica, wychodzi na jedno.
Skąd to się bierze?
Może to leży po części w nas, Włochach. Uwielbiamy dyskusje. To wszystko pięknie i interesująco brzmi w kawiarni, ale niestety, przeniesione na grunt polityki kończy się smutno. Energia naszych polityków wyczerpuje się w codziennych swarach i kłótniach. Kłócą się rządzący z opozycją, kłócą się partyjki wewnątrz koalicji. Na konkretne działania, porządną pracę w parlamencie nie starcza już czasu. Dramat włoskiej polityki polega na tym, że jej działania koncentrują się głównie na procesie politycznym, politycznej taktyce.
Na budowanie przemyślanej strategii politycznej i gospodarczej nie starcza im czasu.
Skoro wszyscy to widzą, czemu głosują na tych ludzi?
Bo nie mają wyjścia. Tak jak kiedyś chadecja zdominowała z różnych powodów włoską politykę, tak na jej gruzach, z równoczesną śmiercią socjalistów, powstał nowy układ, który praktycznie nie zmienia się od 14 lat. I to układ zamknięty, zazdrośnie strzegący swoich przywilejów.
Czy w tej sytuacji Veltroni to nowa jakość we włoskiej polityce?
Tylko pod jednym względem. Jest pozbawiony agresji, mówi innym, łagodnym językiem. Włosi są przekonani, że to porządny człowiek, ale z drugiej strony sprawia wrażenie słabego. Poza tym nie przesadzajmy z tą nowością. Przez dwa lata był wicepremierem w pierwszym rządzie Prodiego, był jednym z autorów przekształcenia się części komunistów w socjaldemokrację. On też, jako burmistrz Rzymu, jest częścią skostniałego układu. Jest szefem nowej Partii Demokratycznej, ale otaczają go aparatczycy socjaldemokratów, których znamy od lat.
Berlusconi cieszy się za granicą fatalną prasą, Włosi też na niego narzekają. Dlaczego więc sondaże pokazują, że może zostać premierem już po raz trzeci?
Trzeba pamiętać, że Włosi są rozczarowani ostatnimi dwoma latami rządów lewicy. Chcą przede wszystkim stabilności. Berlusconi rządził, jak rządził, ale przetrwał całą kadencję i przynajmniej był konsekwentny i przewidywalny. Lewica takich gwarancji nie daje. Poza tym Berlusconi nadal jest dla wielu Włochów spełnieniem ich najskrytszych marzeń – z nędzy do pieniędzy.
Wygra Berlusconi?
Chyba tak. Ale dzięki ordynacji wyborczej w Senacie może przegrać. Nikt nie wie, co wtedy będzie. Koalicja? Nowe wybory?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA