Felietony

Katolicyzm bezobjawowy - felieton Tomasza Terlikowskiego

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa/Ryszard Waniek
Decyzje Bronisława Komorowskiego nie pozostawiają większych wątpliwości: prezydent, choć deklaruje katolicyzm i uczestniczy pobożnie – jak przynajmniej zapewnia jego doradca prof. Tomasz Nałęcz – w niedzielnych mszach świętych, w istocie wiarę ma w głębokim poważaniu.

Dowodów jest aż nadto. Ponad rok temu usłyszeliśmy, że szef państwa nie podpisałby ustawy całkowicie zakazującej zabijania nienarodzonych, potem – że jest za in vitro (co oznacza, że jest za tym, by na jedno urodzone dziecko przypadało 20 innych, które nigdy nie pojawią się na świecie). W sobotę Bronisław Komorowski zgodził się na ratyfikację konwencji antyprzemocowej. Pokazał więc, że jest także przeciwko jasnemu nauczaniu Kościoła w sprawie gender i wybiera niebezpieczną ideologię, a nie wiarę.

Prezydent ma oczywiście prawo dokonywać takich wyborów i wypowiadać takie opinie. Tyle tylko, że uczciwiej wobec siebie i innych (a także wobec Pana Boga) byłoby przyznać, że jest człowiekiem niewierzącym. Opowiadanie o sobie jako o katoliku, gdy swoimi decyzjami i wypowiedziami kwestionuje się niemałą część nauczania moralnego Kościoła, jest zwyczajnie nieprzyzwoite.

Oczywiście zaraz pojawią się głosy, że prezydent jest przede wszystkim głową państwa, a zatem musi być wierny prawu stanowionemu, nie wymogom wiary. Szkopuł w tym, że Bronisław Komorowski jest przede wszystkim człowiekiem. Jego główną troską powinno więc być zbawienie własnej duszy. A temu z pewnością nie służy ani kłamstwo, ani odrzucanie nauczania Kościoła. Wie to każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o Ewangelii.

Prezydentowi warto też przypomnieć słowa Jezusa Chrystusa (jako katolik powinien je zresztą znać), który wskazywał, że ten, kto zapiera się Go przed ludźmi, tego i On zaprze się przed Ojcem.

Na razie konwencja antyprzemocowa nie została podpisana, prezydent ma więc szansę ze swojego ostatniego wyboru się wycofać. Może pomogłoby mu, gdyby duszpasterze raz jeszcze wyraźnie mu przypomnieli, że polityczna apostazja łatwo może przejść w całkiem realne samowykluczenie się z Kościoła.

Autor jest redaktorem naczelnym TV Republika

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL