fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Hołowczyc kontra drogówka: utajniając proces sąd zapomniał o roli mediów

Fotorzepa/Piotr Nowak
Utajniając sprawę Hołowczyca o drastyczne przekroczenie prędkości, sąd zapomniał o roli mediów i opinii publicznej w takiej sprawie.

Każdy, także znany rajdowiec, ma prawo nie przyjąć mandatu i bronić się przed sądem, ale sąd nie może ukrywać zarzuconego mu wykroczenia. A na taką rolę zgodził się mławski Sąd Rejonowy, wyłączając jawność i tak już głośnej sprawy.

Ciągnie się ona od jesieni 2013 r., kiedy Krzysztofa Hołowczyca zatrzymał patrol drogówki na krajowej siódemce w okolicach Mławy po zarejestrowaniu, że jechał przystosowanym do szybkiej jazdy nissanem GT-R z prędkością 204 km/h (przekroczenie dozwolonej o 114,5 km/h). Dodajmy, że jest to raczej niebezpieczny odcinek, co sam rajdowiec przyznał.

Odmówił on przyjęcia mandatu (groziło mu 500 zł grzywny i 10 punktów karnych; nie wiemy, czy i ile już miał) i sprawa trafiła do sądu. Proces się jednak przedłuża, na pierwszej rozprawie Hołowczyc nie przyznał się do winy, na drugiej się nie pojawił, na trzecią nie przybył chory obrońca. 2 marca rajdowiec się stawił, miało być odtwarzane policyjne nagranie, ale sąd utajnił rozprawę ze względu na ważny prywatny interes rajdowca, a dziennikarzy wyprosił z sali.

Co jest zagrożone

Procedura przewiduje taką przesłankę wyłączenia jawności, choć w tej sprawie doprawdy trudno się jej dopatrzyć. Jakiż to bowiem prywatny interes miałby być zagrożony jawnością rozprawy o przekroczenie prędkości?

Tymczasem rajdowiec prezentuje w mediach swoją wersję – że nie mógł jechać szybciej niż 105 km/h, bo na tym odcinku się rozpędzał. Zapowiada też powołanie rzeczoznawcy, kwestionując jakość sprzętu, którym wykonano pomiar, ale także obiektywizm policjanta, a to dlatego, że padały z jego ust przekleństwa i niepochlebne określenia o ściganym kierowcy.

Zostawiając sądowi ocenę tych argumentów, trzeba powiedzieć wyraźnie, że publiczność i media mają prawo usłyszeć, jak są prezentowane w sądzie i konfrontowane z dowodami policji. Tym bardziej że chodzi o najpopularniejszego polskiego rajdowca, który tyle mówi publicznie o bezpiecznej jeździe. Jego wiarygodność jako kierowcy jest więc sprawą publiczną, a gdyby się okazało, że jest wrabiany w wykroczenie, to sprawa byłaby dodatkowo ważna. Jeśli bowiem policja mogłaby to zrobić gwieździe motoryzacji, to mogłaby też każdemu z nas, kierowców.

Walka z piratami

A dzieje się to w okresie wzmożonej walki z piratami drogowymi, gdy na ukończeniu jest nowy projekt przepisów pozwalający policjantowi zabrać prawo jazdy na trzy miesiące za przekroczenie prędkości o 50 km/h, gdy policja od kilku miesięcy zatrzymuje prawka bardziej zdecydowanie.

Robi to m.in. na podstawie art. 86 § 3 kodeksu wykroczeń, który stanowi, że można orzec zakaz prowadzenia pojazdów osobie, która na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Są, owszem, prawnicy, którzy uważają, że nadmierna szybkość nie wystarczy, by skorzystać z tego rygoru, że potrzebne jest dodatkowe wykroczenie, np. wymuszenie pierwszeństwa czy przekroczenie ciągłej linii, ale właśnie dzięki rozprawie moglibyśmy się dowiedzieć, czy poprawnie zachowywał się rajdowiec, ale także policjanci, wreszcie – czy ich sprzęt był sprawny.

Tak drastycznie różna ocena sytuacji drogowej przez policję i niewątpliwego fachowca, jakim jest Hołowczyc, oznacza, że któraś ze stron grubo mija się z prawdą. Dlatego sprawa ta nie może się toczyć za parawanem tajności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA