fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wojna o Donieck

Rosyjscy żołnierze na przejściu granicznym obserwują terytorium pobliskiej Ukrainy
AFP, Andrey Kronberg Andrey Kronberg
Wokół Doniecka trwają zaciekłe starcia ukraińskich oddziałów ?z separatystami. Rosyjska armia znów koncentruje się na granicy.
Ukraińcy atakują miasto od zachodu. W dwóch dzielnicach walczą o każdy dom. Na wschód od miasta na przemian atakują jedna i druga strona: separatyści chcą ponownie otworzyć sobie drogę do Ługańska i Rosji przeciętą przez Ukraińców – ci zaś bronią się zajadle.
W stepach na północ od Doniecka rosyjskie grupy dywersyjne wysadzają linie kolejowe prowadzące w głąb Ukrainy, by odciąć transport posiłków do oddziałów na miejscu. O dziwo, dworzec  kolejowy w Doniecku cały czas działa.
Drugie największe miasto regionu, Ługańsk, otoczone jest przez ukraińskie oddziały. Już połowa z pół miliona mieszkańców ewakuowała się „zielonymi korytarzami" utworzonymi przez armię. W samym mieście nie ma prądu, wody, nie działają telefony, nikt nie wywozi śmieci, gdyż miejskie służby nie mają paliwa do samochodów. Chleb sprzedawany jest mieszkańcom z ciężarówek, nie działają sklepy i bazary. Zdumiewające, ale cały czas czynne są niektóre... księgarnie.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow wysłał w poniedziałek list do ONZ, OBWE, Rady Europy i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z wezwaniem do zorganizowania „międzynarodowej misji humanitarnej" z pomocą dla mieszkańców wschodniej Ukrainy. Kijów nazwał propozycję Ławrowa „cyniczną". Ale na wniosek Rosji Rada Bezpieczeństwa ONZ zajęła się sprawą wysłania konwojów z pomocą humanitarną (rosyjską, ale pod egidą Czerwonego Krzyża) do Ługańska i Doniecka. – To dość ironiczne, że Rosja zwołuje nadzwyczajne posiedzenie Rady, by omawiać kryzys humanitarny, który sama stworzyła – zauważył cierpko ambasador Wielkiej Brytanii Mark Lyall Grant. Rada nie poparła Rosji.
Jeszcze w zeszłym tygodniu ukraińscy żołnierze zauważyli w pobliżu granicy kolumnę 30 rosyjskich pojazdów wojskowych oznakowanych jako „misja pokojowa". Obecnie część zachodnich polityków zaczyna przestrzegać, że Rosja może wkroczyć na Ukrainę pod pozorom prowadzenia „misji humanitarnej" lub „pokojowej". – To będzie po prostu agresja – powiedział w środę jeden z ukraińskich polityków Juryj Zubko. – Te wojska, które od pięciu miesięcy stoją na naszej granicy, trudno nazwać siłami pokojowymi.
Ukraińscy wojskowi już od dwóch tygodni informują, że prawie co noc są ostrzeliwani przez granicę przez rosyjską artylerię i wyrzutnie rakiet. Rosyjska armia nawet nie kryje się z tym, co robi, doskonale wiedząc, że Ukraińcy nie mogą odpowiedzieć. Szczególnie intensywnie Rosjanie atakują oddziały zajmujące pozycje przy granicy na drogach prowadzących z Doniecka do Rosji. Z wtorku na środę ostrzeliwali rejon pięciu ukraińskich wsi i dwóch przejść granicznych.
Nie krępując się względami dyplomatycznymi, sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen nazwał sytuację na Ukrainie „rosyjską agresją". W artykule dla „Financial Times" napisał : „Porządek światowy powstały po zakończeniu zimnej wojny jest obecnie zagrożony".  Na Zachodzie przyznają jednak, że nie są przygotowani na ewentualną rosyjską agresję i nikt nie wie, jak w takiej sytuacji reagować. „UE i USA z pewnością nie wypowiedzą wojny Rosji – Putin też o tym wie. Powinien jednak zdawać sobie sprawę, że po jawnym wkroczeniu na Wschodnią Ukrainę Zachód nie będzie mógł utrzymywać normalnych relacji z Rosją – napisała w środę niemiecka „Süddeutsche Zeitung". – I nie ma znaczenia, czy (Rosjanie) przekroczą granicę pod płaszczykiem sił pokojowych czy jako armia okupacyjna".
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA