fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Bliski Wschód w ogniu

Od kilku dekad źródłem nierównowagi w Iraku jest jego położenie na linii podziału między sunnitami i szyitami. Ich religijna rywalizacja stanowi główną oś konfrontacji w regionie – pisze były sekretarz generalny NATO.
Niedawne sukcesy Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIS) potwierdzają, że ponad dekadę od wybuchu wojny w Iraku równowaga sił na Bliskim Wschodzie wciąż jest krucha. ISIS ze swoim ponadnarodowym charakterem i zamiarem zbudowania kalifatu obejmującego ogromne obszary od zachodniej Syrii po środkowy Irak to najlepszy przykład, jak złożone są problemy w tym regionie. A zagrożenie, jakie stanowi ta organizacja, podkreśla konieczność stworzenia nowych ram działania na Bliskim Wschodzie.

Konkurencja ?dla Al-Kaidy

ISIS zaczynało jako przybudówka Al-Kaidy, powstało po inwazji USA na Irak. Choć w lutym zostało z niej wyrzucone za – o ironio – taktykę nadmiernej przemocy, to przetrwało, znajdując podatny grunt do rozwoju w ogarniętej wojną domową Syrii i pośród irackich sunnitów, którzy czują się coraz bardziej wyobcowani w rządzie zdominowanym przez szyitów.
Źródłem nierównowagi w Iraku od kilku dekad jest jego położenie na linii podziału między sunnitami i szyitami. Ich religijna rywalizacja stanowi główną oś konfrontacji w regionie.
Upadek reżimu Saddama Husajna doprowadził do walk religijnych w całym Iraku, z wyjątkiem północnego Kurdystanu, któremu rząd w Bagdadzie przyznał znaczną autonomię. Ale obecne wydarzenia w Iraku to bezpośredni efekt wojny w sąsiedniej Syrii, gdzie ofiary ISIS można liczyć w tysiącach. Co więcej, wzmocnienie Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu będzie miało skutki nie tylko w Iraku, bo ta organizacja konkuruje z Al-Kaidą o przywództwo w globalnym dżihadzie, a taka rywalizacja bez wątpienia pociągnie za sobą akty przemocy z obu stron, by zademonstrować swoją nienawiść do Zachodu.
Wzrost znaczenia ISIS wskazuje konieczność prowadzenia w Syrii kreatywnej dyplomacji, która potrafiłaby zakończyć pat na polu walki i w salonach negocjacyjnych – choć niedawne zwycięstwo wyborcze syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada utrudniło to zadanie jeszcze bardziej. Nowe parametry negocjacji potrzebne są także do rozwiązania konfliktu w Iraku, osiągnięcia porozumienia pokojowego między Izraelem a Palestyną oraz do wyznaczenia równowagi sił na Bliskim Wschodzie, która pogodzi wpływy sunnitów z Arabii Saudyjskiej i szyitów z Iranu.
Decyzja Zachodu, by nie interweniować bezpośrednio w Syrii, zmniejszyła wiarę w Amerykę u jej tradycyjnych partnerów, zwłaszcza w Arabii Saudyjskiej
Niechęć Ameryki do sięgania po – tak jak kiedyś – „dyplomatyczne wymuszenia" sprawia, że wyznaczenie podobnych ram działania staje się jeszcze pilniejsze – i trudniejsze – bo zmienia się sposób, w jaki regionalni gracze postrzegają Stany Zjednoczone. Decyzja Zachodu, by nie interweniować bezpośrednio w Syrii, zwłaszcza po oficjalnym ujawnieniu, że rząd Asada użył broni chemicznej, zmniejszyła wiarę w Amerykę u jej tradycyjnych partnerów, zwłaszcza w Arabii Saudyjskiej.
Rijad i inne stolice sunnickie wątpią też w sens negocjowania z Iranem, obawiając się normalizacji stosunków ze swoim regionalnym rywalem. Porażka ostatniej rundy rozmów pokojowych Izraela i Palestyny pod nadzorem amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry'ego pokazała jeszcze dobitniej, że sama Ameryka nie jest w stanie przewodzić procesowi pokojowemu ani na własną rękę zaprowadzić równowagi na Bliskim Wschodzie. Potrzebuje do tego współpracy wielu różnorodnych partnerów. Były izraelski minister spraw zagranicznych Szlomo Ben-Ami zarysował niedawno nowy pokojowy paradygmat negocjacji między Izraelem a Palestyną, w którym dzięki udziałowi takich graczy jak Unia Europejska, Rosja i główne kraje arabskie można by osiągnąć międzynarodowe rozwiązanie. Ten paradygmat powinno się rozszerzyć na genewskie negocjacje w sprawie wojny domowej w Syrii, w których większą rolę winny odegrać Arabia Saudyjska, Iran, Turcja czy Egipt.
Oczywiście udział regionalnych mocarstw mógłby jeszcze bardziej skomplikować i tak już niełatwe rozmowy. Celem powinna być zatem przejrzystość i równowaga. Tylko w zrównoważonym procesie negocjacji prowadzonych przez uczestników regionalnych i globalnych można osiągnąć równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Jeśli taka regionalna równowaga nie zostanie wprowadzona na drodze negocjacji, każdy kolejny konflikt – choćby najmniejszy – może rozszerzyć się błyskawicznie i mieć niewyobrażalne konsekwencje.

Niepewność i przemoc

Konieczne jest zatem zastosowanie poszerzonej formuły rozwiązania konfliktu w Syrii. Mogłaby ona bowiem stać się początkiem współpracy między regionalnymi mocarstwami, zwłaszcza Iranem a Arabią Saudyjską. Międzynarodowe negocjacje z Iranem w sprawie jego programu jądrowego dają pewne powody do optymizmu, co mogłoby wzmocnić działania w sprawie Syrii. Ale powtórzę: sukces wymagałby zaangażowania głównych graczy regionalnych i międzynarodowych.
Owszem, globalne mocarstwa mają własne problemy: Europa martwi się nową polityką zagraniczną Rosji, a Chiny toczą spory terytorialne na Morzu Wschodnio- i Południowochińskim, ale aktywniejsza rola w rozwiązaniu chronicznej niestabilności na Bliskim Wschodzie leży w ich interesie. W końcu chaos w tym regionie zagraża ich bezpieczeństwu – Europie z racji bliskości geograficznej, a Chinom czy Indiom z powodu możliwości zakłócenia dostaw surowców energetycznych.
Bliski Wschód zbyt długo jest źródłem niepewności i przemocy. Dzięki nowemu kreatywnemu podejściu i silnemu zaangażowaniu wszystkich krajów można i powinno się osiągnąć regionalną równowagę sił raz na zawsze.
Autor pełnił funkcję wysokiego przedstawiciela UE ds. wspólnej polityki zagranicznej ?i bezpieczeństwa, sekretarza generalnego NATO i ministra spraw zagranicznych Hiszpanii. Obecnie jest prezesem ESADE Center for Global Economy and Geopolitics ?oraz członkiem honorowym ?Brookings Institution
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA