fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Komentarze po wejściu ABW do Wprost

Fotorzepa, Jerzy Dudek jd Jerzy Dudek
Marcin Pieńkowski
Paweł Majewski
Wejście do redakcji, która opublikowała nagrania kompromitujące dla rządu, oburzyło dziennikarzy i polityków, ale pojawiają się również głosy broniące postępowania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
ABW przyszła do redakcji z pismem, w którym domaga się "dobrowolnego wydania rzeczy w postaci nośników zawierających treści rozmów prowadzonych podczas spotkań gości w restauracji "Sowa & Przyjaciele" oraz w restauracji Amber Room w pałacyku Sobańskich w Warszawie". Czytaj więcej
Krzysztof Brejza, który z ramienia PO zasiada w komisji do spraw służb specjalnych zauważa, że wejście odbyło się na polecenie prokuratury, która prowadzi śledztwo. - Nie chciałbym tego komentować - zastrzega, dodając, że ustalenie autora nagrań jest istotne.
PSL wspiera koalicjanta, choć krytykuje styl działań. - Samo wejście do redakcji jest totalnym nieporozumieniem, można było to załatwić inaczej - przekonuje rzecznik partii Krzysztof Kosiński. - Patrząc od strony prawnej, dziennikarze, odmawiając wydania nagrań, utrudniają postępowanie karne - dodaje. Przekonuje, że tajemnica dziennikarska dotyczy informatorów, a nie nośników, na których są nagrania. Jego zdaniem powinien zbadać je prokurator. Usowicz: Wara służbom od wolnej prasy
Poseł PSL Krzysztof Kłopotek również wspomina o śledztwie, ale dostrzega problem łamania tajemnicy zawodowej. - Mamy do czynienia ze skomplikowaną sytuacją prawną, bo jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, to ten, który dysponuje dowodami powinien je organom ścigania przekazać. Z drugiej strony jest też ochrona tajemnicy dziennikarskiej. Rozstrzygnie sąd - wskazuje.
Problemu nie widzi też otoczenie prezydenta Bronisława Komorowskiego. - Chcę żyć w praworządnym kraju, w którym (jak gwarantuje konstytucja) nikt nikogo w sposób przestępczy nie nagrywa. Jeśli ABW działa na polecenie prokuratury to działa w ramach prawa - ocenia prezydencki minister Tomasz Nałęcz. Marczuk: Tusk uderza w podstawy wolności
Ale opozycja wytacza działa. "Obecna ekipa rządząca jest w stanie posunąć się do wszystkiego, aby pozostać przy władzy. To co teraz robi władza to nic innego jak agresywne działania przerażonej sitwy, która przyłapana na łamaniu konstytucji i wszelkich standardów, panicznie boi się kolejnych publikacji prasowych na ten temat" - napisał w oświadczeniu prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro uważa, że naruszono standardy. - W okresie kiedy byłem ministrem sprawiedliwości PO była wyczulona na tajemnicę dziennikarską, a teraz ją depcze - przekonuje.
 
 
Zgodni są też politycy SLD i Twojego Ruchu.
Ci którzy straszą IV RP, zrobili to na co nawet IV RP się nie odważyła. Zrobili "nalot" na redakcję, która ujawniła "aferę taśmową".
Nawet Leszek Miller, zagrożony aferą Rywina, nie wysłał do Gazety Wyborczej UOP-u. #Wprost #ABW
Sytuacja wywołała również oburzenie wśród dziennikarzy. "To niebywałe. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zamiast do biur polityków i urzędników nagranych w tzw. aferze podsłuchowej, weszli dziś do redakcji tygodnika, który te nagrania ujawnił. To wydarzenie bez precedensu w historii wolnych mediów minionego 25-lecia. Którą to rocznicę owi politycy tak hucznie niedawno obchodzili, sypiąc hasłami wolności na prawo i lewo" - napisał Andrzej Skworz, redaktor naczelny miesięcznika dla dziennikarzy "Press". "Powiedzmy to jasno: dziś miejsce funkcjonariuszy ABW jest raczej w biurze ministra Bartłomieja Sienkiewicza niż w redakcji" - dodał. Wezwał też do solidarności środowiska, ale tu głosy są podzielone.
Jednak pojawiają się głosy przeciwne. Publicysta "Polityki" Adam Szostkiewicz przekonuje, że "tego można było i należało się spodziewać". "Materiały będące podstawą publikacji są zdobyte drogą nielegalnego podsłuchu" - zauważa.
"Rzeczywiście, prawo do ochrony źródeł informacji jest jednym z filarów niezależności mediów w systemie demokratycznym. Ale czy w obliczu tej konkretnej sprawy nie należałoby od „Wprost" oczekiwać trochę innej reakcji niż odmowy? Wolne media są częścią demokracji, ale mają nie tylko prawa, lecz i obowiązki wynikające z ich uprzywilejowanej roli" - przekonuje.
Jego postawa nie spotkała się jednak z aprobatą środowiska.
Nie wierzę, że to pisze dziennikarz http://t.co/kWYn0XFd8B
Maciej Duda z tvn24.pl zauważa, że wydanie nośników nie jest takie oczywiste.
Bez sądowego uchylenia tajemnicy dziennikarskiej? Omijanie prawa.
Z kolei Paweł Reszka z "Tygodnika Powszechnego" uważa, że to próba zastraszenia. "Oczywiście funkcjonariusze nie dostali niczego. Żaden szanujący się dziennikarz nie odda dobrowolnie niczego, co może pomóc w ujawnieniu informatora, który zastrzegł anonimowość" - napisał.
Obrony działań ABW podjął się Konrad Piasecki z RMF FM.
Nie popadałbym w paranoję. Jeśli służby działają jawnie, na zlecenie prokuratury i trzymają się prawa - nie czyńmy z mediów świętych krów...
Choć i on ma pewne wątpliwości.
W piśmie prokuratury nie podoba mi się żądanie wydania WSZYSTKICH nośników. Bo wygląda na próbę położenia łapy na mat. nieopublikowanych
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA