fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Fikcyjni bezrobotni dzielą rząd

Ważą się losy fundamentalnej zmiany w sposobie walki z bezrobociem. Decyzja może zapaść już jutro.
Ministerstwo Pracy forsuje pomysł, by z rejestrów bezrobotnych usunąć tych, którym zależy wyłącznie na składce zdrowotnej. I tak mogliby się leczyć za darmo, ale przynajmniej urzędnicy pośredniaków nie traciliby czasu na szukanie dla nich pracy.
Według Ministerstwa Finansów ten projekt pachnie jednak wzrostem szarej strefy. Spór przetnie Rada Ministrów, która jutro ma się zająć projektem.
Dyrektorzy pośredniaków szacują, że ci, którzy z różnych powodów nie są zainteresowani pracą, stanowią od 30 do 50 proc. wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych. – Dziś mnóstwo sił, czasu i pieniędzy kierujemy do tych, którzy bawią się z nami w kotka i myszkę. My np. wysyłamy ich na szkolenia, a oni przynoszą nam za chwilę zwolnienie lekarskie. Bo przecież na pracy im nie zależy – opowiada Lech Antkowiak, wicedyrektor warszawskiego pośredniaka.

Po co udawać

Zmianom kibicuje także Jerzy Bartnicki, szef powiatowego urzędu pracy w Kwidzynie. – Dziś urzędnicy skupiają się głównie na udawaniu, że nie widzą, iż ktoś nie chce pracować, albo na rozmowach z matkami, które przychodzą z dziećmi na rękach i proszą, żeby ich nie wykreślać, bo chcą mieć ubezpieczenie.
Pomysł resortu pracy w praktyce wygląda tak: od przyszłego roku wszyscy bezrobotni bez prawa do zasiłku, którzy nie są zainteresowani szukaniem pracy, nie rejestrowaliby się w powiatowych urzędach pracy, lecz w specjalnym okienku. Dzięki temu uzyskiwaliby prawo do darmowego leczenia. Miałby je ten, kto złoży oświadczenie, że nie podlega ubezpieczeniu z innego tytułu (np. z ubezpieczenia męża), a jego dochody nie przekraczają połowy minimalnego wynagrodzenia (chodzi np. o dochody z najmu nieruchomości lub z umów o dzieło; są tacy, którzy rejestrują się tuż po wygaśnięciu umowy o dzieło, a na drugi dzień proszą o wykreślenie – jako że byli zarejestrowani, należy im się ubezpieczenie zdrowotne na cały miesiąc).
Według projektu, którego szczegóły poznała „Rz", przez pierwsze dwa lata obowiązywania nowych przepisów ci bezrobotni formalnie byliby jeszcze pod skrzydłami urzędów pracy, ale nie korzystaliby z pomocy doradcy zawodowego ani pośrednika pracy. Przepisy są częścią projektu ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych opracowanego przez Ministerstwo Zdrowia wraz z resortem pracy kierowanym przez Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Lęk przed szarą strefą

Na zmiany nieprzychylnym okiem patrzy Ministerstwo Finansów. Resort Mateusza Szczurka ostrzega, że wprowadzenie takiego rozwiązania może zachęcić Polaków do unikania płacenia składek zdrowotnych i zwiększenia szarej strefy. Swoje obawy zawarł w piśmie do resortu pracy.
– Nie wierzę w to, że Polacy zaczną rzucać pracę tylko po to, by załapać się na darmowe ubezpieczenie – odpiera zarzuty wiceminister pracy Jacek Męcina. – A jeśli wykreślimy z rejestrów osoby niezainteresowane pracą, to będziemy mogli pomóc tym, którzy pracy szukają, a nie mogą jej znaleźć, i osobom, które już zniechęciły się zbyt długim bezrobociem – przekonuje.
Przypomina też wspomniane już obowiązkowe oświadczenia o dochodach, które składaliby starający się o składkę. Zarejestrowana grupa mogłaby być dodatkowo sprawdzana przez policję skarbową czy policję pracy. Resort pracy szacuje, że dzięki zmianie przepisów liczba zarejestrowanych bezrobotnych zmniejszyłaby się o ponad 500 tys., więc oficjalna stopa bezrobocia zmniejszyłaby się z obecnych 12,5 do 10,2 proc.
– W ten sposób mielibyśmy bardziej realne wskaźniki bezrobocia. Od dawna przecież są w Polsce spore rozbieżności między stopą bezrobocia rejestrowanego a tą, która wynika z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – zwraca uwagę Męcina. Stopa bezrobocia według BAEL za I kwartał wyniosła 10,6 proc. Resort finansów zżyma się także na koszty zmian przepisów, bo nie można kazać samorządom, by finansowały składki zdrowotne. Trzeba dać na to pieniądze z budżetu państwa.
Według Ministerstwa Pracy w pierwszym roku działania nowych przepisów byłby to wydatek rzędu 57 mln zł. To koszty samej składki, utworzenia 427 etatów do obsługi specjalnego okienka oraz kampanii informacyjnej. W kolejnych latach miałyby być one niższe.
Z drugiej strony, chociaż dziś składka zdrowotna za bezrobotnego wynosi tylko 58 zł, to wysokie są koszty jej płacenia. – Pieniądze na składki minister finansów wysyła do wojewody, ten przekazuje staroście, który znów przesyła je do urzędu pracy. My znów wysyłamy je do ZUS, który przekazuje je do NFZ, a na końcu trafiają do lekarzy. Taki obieg pieniędzy trwa około dwóch miesięcy – mówi Jerzy Bartnicki.
Kiedyś mu się zdarzyło, że nie dostał pieniędzy na składki, więc ZUS zablokował urzędowi konto. Bartnicki odkręcał sprawę kilka tygodni, a skończyło się tym, iż dogadał się z ZUS, że urząd założy drugie konto, które Zakład będzie mógł zablokować.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA