fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Surowce i Chemia

Europejska Unia Energetyczna

Musimy zmniejszyć zależność Europy Środkowej od dostaw gazu z jednego kierunku – przekonywał w Bukareszcie prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz (z lewej), m.in. w rozmowach z Guentherem Oettingerem, unijnym komisarzem ds. energii (w środku) i ministrem energii Rumunii Razvanem Nicolescu
materiały prasowe
Przedkładając politykę klimatyczną nad politykę dotyczącą energii i przemysłową, Unia Europejska skazuje się ?na utratę konkurencyjności i dezindustrializację – zgodzili się uczestnicy szczytu energetycznego „29+1" w Bukareszcie.
Grzegorz Siemionczyk?z Bukaresztu
Ceny energii i cele klimatyczne w UE, uderzające w konkurencyjność jej gospodarki, a także bezpieczeństwo w sektorze energii w świetle wydarzeń na Ukrainie, były głównymi tematami rozmów przedstawicieli firm sektora energii i przedsiębiorstw energochłonnych z Europy Środkowej z komisarzem Unii Europejskiej ds. energii Guentherem Oettingerem.

Glos słyszany ?w Brukseli

Doroczne spotkanie, tzw. szczyt „29+1", zostało zorganizowane już po raz trzeci przez stowarzyszenie Central Europe Energy Partners, utworzone w 2010 r. z inicjatywy pięciu polskich firm, zapoczątkowanej przez prezesa Grupy Lotos Pawła Olechnowicza. Tym razem szczyt odbył się w Bukareszcie, pod auspicjami premiera Rumunii Victora Ponty oraz tamtejszego ministra energii Razvana Nicolescu. – Nasz region musi być słyszany w Brukseli. Musimy głośno mówić o wyzwaniach, jakie przed nami stoją – tłumaczył cel spotkania z komisarzem minister Nicolescu. Oettinger zapewniał, że opinie CEEP już dziś są w Brukseli znane i brane pod uwagę.
Jakie to wyzwania? – Musimy zmniejszyć zależność Europy Środkowej od dostaw gazu z jednego kierunku, a także działać na rzecz ochrony i rozwoju naszego przemysłu, aby sprzyjać tworzeniu nowych miejsc pracy – powiedział „Rz" w kuluarach szczytu prezes Grupy Lotos. W memorandum bukaresztańskim, przyjętym na zakończenie spotkania, jego uczestnicy wskazali m.in., że w UE rosną ceny energii, a to nie sprzyja konkurencyjności unijnego przemysłu, wciąż ważnego dla rozwoju wielu krajów członkowskich. Ma to bezpośredni i niekorzystny wpływ na wzrost gospodarki całej UE, a także na efekty unijnej polityki spójności, ważnej dla społeczeństw Europy Środkowej. Aby temu przeciwdziałać, Bruksela powinna „redefiniować swoją politykę klimatyczną", aby lepiej zharmonizować jej cele z celami gospodarczymi i społecznymi. To oznacza m.in., że UE nie powinna dążyć do eliminacji z unijnego miksu energetycznego paliw kopalnych, co szkodzi konkurencyjności unijnego przemysłu i bezpieczeństwu energetycznemu niektórych krajów, tylko sprzyjać inwestycjom w efektywniejsze rozwiązania technologiczne prowadzące do obniżania emisji CO2.
Największe obecnie wyzwania w dziedzinie energii dla naszego regionu to jej ceny oraz bezpieczeństwo dostaw

Nierealistyczne podejście

„Kraje członkowskie powinny być zachęcane do wykorzystywania najbardziej ekonomicznych i najłatwiej dostępnych lokalnych źródeł energii, czy to kopalnych, czy odnawialnych, gdyż podejście, według którego wszystkim pasuje dokładnie ta sama polityka do całości sektora energii i przemysłu energochłonnego, jest nierealistyczne" – napisano w dokumencie CEEP. Sygnatariusze memorandum przypomnieli też, że poziom emisji CO2 per capita i koszty jej redukcji są różne w poszczególnych kraje członkowskich UE, w zależności m.in. od cen energii, poziomu rozwoju, struktury gospodarki, o czym Bruksela musi pamiętać, planując nowe cele klimatyczne. Na przykład, jak przypomniał w trakcie rozmów Bogdan Janicki, starszy doradca Lotosu i CEEP, w Rumunii, gdzie emisje CO2 wynoszą niespełna 4 tony na osobę rocznie, koszty społeczne i ekonomiczne ich obniżenia są znacząco wyższe niż w Niemczech, gdzie sięgają blisko 10 ton na osobę.
Największe wyzwania w dziedzinie energii dla naszego regionu obecnie to jej ceny i bezpieczeństwo dostaw. Oboma należy się zajmować na poziomie ogólnoeuropejskim. Propozycja premiera Donalda Tuska w zakresie utworzenia unii energetycznej znalazła uznanie rumuńskiego ministra energii Razvana Nicolescu. – To paradoks, że UE powstała na bazie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a do dziś nie ma wspólnej polityki dotyczącej energii – mówił rumuński minister. – Musimy zbudować wspólny rynek energii. W tym celu potrzebujemy wzajemnych połączeń (tzw. interkonektorów), ale też lepszych regulacji. Obecnie mamy 28 agencji regulujących rynki energii, tymczasem powinniśmy myśleć o stworzeniu jednego, paneuropejskiego regulatora – tłumaczył.

Unia potrzebuje przemysłu

Komisarz Oettinger, którego kadencja kończy się jesienią br., zaprezentował się w Bukareszcie jako polityk pragmatyczny, mający wiele zrozumienia dla problemów przemysłu, także w Europie Środkowej. Mówił m.in., że nie należy dzielić przemysłu na branże stare i nowe, aby następnie potępiać te pierwsze, tylko na istniejące i nowe. Te istniejące, często energochłonne, jak np. chemiczna czy metalurgiczna, też są Unii potrzebne. Oettinger uspokajał też, że węgiel jeszcze długo będzie w Europie wykorzystywany.
– Kiedy zaczynałem pracę w KE, polityka dotycząca energii była pochodną polityki klimatycznej, ujętej w programie 20-20-20 (chodzi o to, aby do 2020 r. UE zmniejszyła o 20 proc. względem 1990 r. emisje gazów cieplarnianych, zwiększyła o 20 proc. efektywność energetyczną i uzyskała 20-proc. udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii). To są dobre cele, ale tylko klimatyczne. Tymczasem polityka dotycząca energii musi być powiązania z polityką klimatyczną, ale nie może być od niej całkowicie uzależniona. Polityka przemysłowa, polityka dotycząca sektora energii i polityka klimatyczna muszą być w równowadze.
Odnosząc się do propozycji KE, aby do 2030 r. kraje UE ograniczyły emisję CO2 o 40 proc. względem 1990 r., Oettinger ocenił, że byłby to cel bardzo ambitny. Jak zauważył, wiele krajów członkowskich jest bliskich osiągnięcia celów na 2020 r., a inne już je nawet przekroczyły. – Największych redukcji dokonały kraje z Europy Środkowej. Wynikało to z zamykania nieefektywnych fabryk z epoki komunizmu, a i tak zajęło to niemal ćwierć wieku. Powtórzyć ten sukces w dekadę będzie niezwykle trudno – mówił komisarz podczas szczytu, który odbył się w imponującym gmachu rumuńskiego parlamentu.
Minister Nicolescu wskazywał, że UE odpowiada dziś tylko za 10 proc. emisji CO2 na świecie, więc nawet jeśli będzie nadal je ograniczała, może nie zapobiec zmianom klimatycznym, tylko zaszkodzić swojej gospodarce. – Musimy działać w ramach międzynarodowych porozumień. W przeciwnym wypadku możemy uderzyć w konkurencyjność europejskiej gospodarki, nie osiągając wcale celów polityki klimatycznej – tłumaczył. Friedbert Pflueger, dyrektor Europejskiego Centrum ds. Bezpieczeństwa Energetycznego i Surowcowego (EUCERS) i wykładowca na londyńskim King's College, zauważył z kolei, że USA w ostatnich latach ograniczają emisję CO2 bez praktycznie żadnej polityki klimatycznej. Sprzyja temu bowiem zastępowanie energii z węgla energią z gazu łupkowego, relatywnie niżej emisyjnego surowca.
– Zrobię wszystko, aby w Europie były pilotażowe programy wydobycia gazu z łupków. Nasze konwencjonalne źródła gazu skończą się za blisko dwie dekady. Jeśli ich czymś nie zastąpimy, Europa będzie coraz bardziej uzależniona od importu. Gaz łupkowy jest elementem rozwiązania tego problemu. Jest wiele krajów, które są chętne, aby go wydobywać – zapewnił Oettinger. Komisarz zgodził się też z uwagami kilku uczestników szczytu, że za duże różnice cen energii między poszczególnymi krajami UE odpowiedzialny jest nie tylko brak wspólnego rynku energii, ale też różnice w podatkach, które niekiedy odpowiadają za ponad połowę końcowej ceny energii. – Harmonizacja podatków powinna nastąpić, ale to jest ideał na przyszłość. Nie spodziewam się tego w krótkiej perspektywie – powiedział.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora g.siemionczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA