fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Najciekawiej wypadły Czarownice z Salem Arthura Millera z Teatru Wybrzeże

Najciekawiej wypadły „Czarownice z Salem" Arthura Millera z Teatru Wybrzeże
Warszawskie Spotkania Teatralne, Katarzyna Chmura-Cegiełkowska Katarzyna Chmura-Cegiełkowska
Jan Bończa-Szabłowski
Najmodniejsi są dziś reżyserzy lubiący eksperymenty. A jednak największą wartością pozostaje wciąż aktorstwo – pisze Jan Bończa-Szabłowski.
Organizatorzy tegorocznych 34. Warszawskich Spotkań Teatralnych mają powody do satysfakcji. Mimo okrojonych dotacji udało się zaprosić spektakle, o których w ostatnich miesiącach było głośno. A widzowie mogli się też przekonać o kondycji artystycznej wielu modnych reżyserów. Zobacz galerię zdjęć
Prawie połowa zaproszonych przedstawień to inscenizacja klasyki. I nie jest to przypadek ani przejaw osobistych gustów selekcjonera dobierającego spektakle. W zalewie pisanych naprędce scenariuszy teatralnych swą wyższość wciąż wykazują przedstawienia bazujące na sztukach uznanych dramaturgów.
Najciekawiej wypadły „Czarownice z Salem" Arthura Millera z Teatru Wybrzeże. Właśnie dlatego, że Adam Nalepa zaufał autorowi, nie uległ natomiast modzie, by wpisywać utwór w bieżące konteksty społeczno-polityczno-religijne. Ocalił ponadczasowe wartości tekstu, mówił o mechanizmach władzy, niezawisłości sądów, ale też o psychologii tłumu. Podobne było podejście Jana Klaty w odsądzanym od czci i wiary „Do Damaszku" Strindberga czy Marcina Libera inscenizującego „Wesele".
Na drugim biegunie znalazły się „Kronos" Gombrowicza w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego oraz „Caryca Katarzyna" Jolanty Janiczak. Oba spektakle cechuje wyjątkowa jałowość dramaturgiczna. „Kronos" z oryginalnymi zapiskami Gombrowicza niewiele miał wspólnego. Był raczej żartem scenicznym, zrealizowanym, by wykazać, że inscenizacja najgłośniejszej książki 2013 roku jest niemożliwa.
Podobny ciężar gatunkowy reprezentowała „Caryca Katarzyna" Jolanty Janiczak: przykład utworu pisanego naprędce na określony temat. Spektakl zawierający mnóstwo komunałów, brzmiący jak tania publicystyka, bronił się jedynie świetnym aktorstwem zespołu Teatru im. Żeromskiego w Kielcach. Miałkość scenariusza Dany Łukasińskiej i fatalna reżyseria Agnieszki Korytkowskiej-Mazur zniweczyły też interesujący pomysł przeniesienia „Antygony" ww. trudne powojenne realia stosunków polsko-białoruskich.
Mocną stroną wciąż pozostaje aktorstwo. Do artystów, którzy potwierdzili dotychczasową klasę, jak Mirosław Baka czy Cezary Rybiński („Czarownice z Salem"), Dorota Segda, Krzysztof Globisz i Marcin Czernik („Do Damaszku"), Ewa Skibińska („Kronos"), dołączają młodsi. Wnieśli energię i świetny warsztat.
Marta Ścisłowicz jako Caryca Katarzyna i Katarzyna Dałek jako Abigail zaprezentowały aktorstwo wyzwolone, nieuznające żadnego tabu. Piotr Stramowski zachwycał w tak różnych wcieleniach jak dynamiczny, wręcz wyuzdany rockman, wycofany, niepewny siebie pacjent psychiatryka („Podróż zimowa") czy baczny obserwator rzeczywistości, sarkastyczny Stańczyk („Wesele"). Dużą sprawność warsztatową i talent dramatyczno-komediowo-wokalny zaprezentował Tomasz Nosiński („Caryca Katarzyna").
Podczas spotkań dyskusji o współczesnym teatrze nie zdominował stale aktualny problem nagości, choć warto odnotować, że rewolucjonistą w tym zakresie okazał się reżyser Adam Nalepa. W „Czarownicach z Salem" nie rozebrał żadnego mężczyzny, jak czynią inni reżyserzy, tylko dwie młode, atrakcyjne aktorki.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA