fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Strefa euro odrywa się od UE

Pojawiły się pierwsze pęknięcia w jednolitej strukturze Unii Europejskiej. Niedobre dla Polski.
Korespondencja ?z Brukseli
Europa dwóch prędkości powoli staje się faktem. Do tej pory kraje strefy euro miały swoje odmienne od reszty problemy, ale ich rozwiązywaniem zajmowano się w duchu wspólnotowym. A więc decyzje podejmowały instytucje wspólne dla 28 państw członkowskich – Komisja Europejska, Rada UE, Parlament Europejski. Strefa euro ma oczywiście osobne spotkanie ministrów finansów, czyli tzw. eurogrupy.
Ale oni samodzielnie podejmują tylko międzyrządowe decyzje dotyczące ratowania państw strefy euro, a nie legislacji. I nie mają żadnej osobnej instytucji, pracują z KE i Radą UE. W Parlamencie Europejskim całą legislację dotyczącą rynków finansowych tworzy się dla wszystkich, z udziałem wszystkich. Najpierw w Komisji ds. Gospodarczo-Walutowych, potem na sesji plenarnej.
To jednak wkrótce się zmieni.
Pierwszym sygnałem zmian jest najnowsza propozycja eurodeputowanych, którzy chcą, żeby w nowej kadencji powstała osobna podkomisja tylko dla strefy euro.
Jak się dowiedziała „Rz", konferencja przewodniczących (kolegialna władza PE składająca się z jego szefa i szefów wszystkich frakcji) na razie odłożyła dyskusję na ten temat. Bo socjaliści byli za, ale chadecy się sprzeciwiają, a liberałowie wahają.
– Niedobry pomysł. Na razie dyskutujemy – mówi „Rz" Danuta Hübner, eurodeputowana PO. Według niej w całym złym scenariuszu pozytywne jest to, że byłaby to tylko podkomisja, a nie komisja, czyli bez prawa głosowania. I że teoretycznie przedstawiciele krajów spoza strefy euro, które jednak zobowiązały się w przyszłości przyjąć wspólną walutę (jak Polska), będą do niej dopuszczeni.
– Skoro już musi powstać, to przynajmniej doprecyzujmy ten aspekt. Bo w obecnym projekcie mówi się, że grupy polityczne w nowej kadencji zdecydują o zasadach członkostwa. Obawiam się, że to zapis umożliwiający faktyczne zablokowanie eurodeputowanych spoza strefy euro – uważa Hübner.
Podstawą dyskusji jest koncepcja przygotowana przez Sharon Bowles, przewodniczącą Komisji ds. Gospodarczych i Walutowych. Ona osobiście nie jest do tego przygotowana (pochodzi z Wielkiej Brytanii), ale została zobowiązana przez grupy polityczne. Sprawa rozstrzygnie się na poziomie frakcji prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, aby ewentualne głosowanie decyzji w tej sprawie mogło nastąpić na sesji plenarnej w marcu.
Drugą ważną zmianą, która może nastąpić jeszcze w tym roku, jest decyzja o powołaniu stałego szefa eurogrupy. W Brukseli mówi się o tym coraz częściej.
– Rośnie konsensus w tej sprawie. Sądzę, że taka decyzja zapadnie. Będzie to element układanki instytucjonalnej po wyborach do PE – mówi „Rz" Janis Emmanouilidis, ekspert European Policy Centre w Brukseli.
To pomysł, któremu Polska zawsze się sprzeciwiała w obawie przed trwałym instytucjonalnym podziałem UE. Skoro jest stały szef, to wokół niego powstaje stały sekretariat, a od tego już tylko krok do osobnego rządu strefy euro. Obecnie funkcję szefa eurogrupy pełni, niejako z doskoku, Jeroen Dijsselbloem. Z doskoku, bo na stałe jest ministrem finansów Holandii, a eurogrupą zajmuje się wtedy, gdy przyjeżdża na jej spotkania w Brukseli.
Jedynym skutkiem kryzysu w strefie euro i rosnącego ogromu pracy było powołanie stałego szefa grupy roboczej ds. eurogrupy, czyli rodzaju jej sekretarza. Ma on jednak wagę urzędniczą, a nie polityczną. Pojawiały się w przeszłości pomysły powołania stałego szefa eurogrupy, ale – podobnie jak z osobną komisją w PE – były blokowane.
Oficjalnie o powołanie stałego szefa strefy euro, który mógłby z czasem zbudować wobec siebie osobną instytucję, zaapelowały najpierw we wspólnym oświadczeniu Francja i Niemcy w maju 2013 roku. Kolejny komunikat przyszedł po wspólnym spotkaniu na szczycie Francji i Włoch w listopadzie 2013 roku. Na razie przeciw wypowiadał się Jeroen Dijsselbloem.
W wywiadzie dla „Rz" w listopadzie 2013 roku powiedział, że to niepotrzebne. – Mamy już wystarczająco dużo w Unii Europejskiej wysokich, pełnoetatowych stanowisk. Myślę, że tak jak działa to teraz, jako dodatkowa praca dla jednego z ministrów finansów, sprawdza się w praktyce – stwierdził Holender. Ale jego kadencja kończy się z początkiem stycznia 2015 roku. Okres po wyborach do PE w maju 2014 i rozmowy na temat obsady wysokich stanowisk w UE to świetny czas na zmianę tego modelu i wybór stałego szefa, który zastąpi Dijsselbloema na początku 2015 roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA