fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Karta pożera przedszkola

Artur Grabek
Grzegorz Byszewski
Marek Kozubal
Polski system finansowania opieki przedszkolnej jest najmniej efektywny pośród krajów UE oraz OECD.
Takie wnioski płyną z opublikowanej właśnie analizy Instytutu Badań Edukacyjnych dotyczącej kosztów edukacji. IBE przyjrzało się m.in. temu, ile publicznych i prywatnych środków Polska przeznacza na edukację przedszkolną. W Polsce jest to odpowiednio 0,6 proc. i 0,1 proc. PKB, podczas gdy średnio w UE oraz pośród krajów OECD suma wydatków z obu tych źródeł nieznacznie przekracza 0,5 proc. PKB.
Problemem nie są jednak koszty, ale fakt, że pomimo wysokich wydatków odsetek dzieci objętych tą formą opieki jest dużo niższy niż w krajach Unii czy OECD. Z opublikowanego w ubiegłym roku raportu Komisji Europejskiej wynika, że w 2011 r. w Polsce do przedszkoli chodziło 43 proc. dzieci pomiędzy trzecim rokiem życia a wiekiem rozpoczęcia nauki, niższy wynik mieli tylko Rumuni. Średnia unijna wynosiła ponad 80 proc. Z zestawień przeprowadzonych przez IBE wynika, że przy zdecydowanie niższych wydatkach na opiekę przedszkolną do słowackich przedszkoli chodziło ok. 75 proc. dzieci, do czeskich 80 proc., do niemieckich ponad 90 proc. Meksyk, którego wydatki na przedszkola jako część PKB są porównywalne do polskich, ma w tych placówkach dwukrotnie więcej dzieci.
Dlaczego tak jest? – Główną przyczyną tej sytuacji wydają się wysoki stopień regulacji tego sektora usług, np. obowiązująca Karta nauczyciela, która znacznie usztywnia płace zatrudnianych osób, jak i ograniczone możliwości regulowania liczby miejsc pracy (np. ich redukowanie w okresie niżu demograficznego) – odpowiada w swojej publikacji IBE i dodaje przy tym, że polskie przedszkola oferują stosunkowo wysoki standard usług.
Zgodnie z Kartą nauczyciela pensum nauczyciela przedszkola wynosi 25 godzin lekcyjnych, czyli około 19 godzin zegarowych. Co więcej, przysługuje im wolne w okresie ferii czy wakacji, a także inne przywileje wynikające z Karty, chociażby odgórnie ustalona siatka średnich płac. Czesi, Słowacy, Niemcy czy Brytyjczycy zatrudniają pracowników przedszkoli w oparciu o umowę o pracę. Odpowiednio czas pracy dydaktycznej czeskiego nauczyciela wynosi 31 godzin zegarowych, brytyjskiego 32, norweskiego 34, niemieckiego 39.
We wrześniu 2013 weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty, która ma na celu do 2017 r. zapewnić miejsce w przedszkolach wszystkim dzieciom w wieku 3–5 lat. Państwo dokłada się do opieki przedszkolnej, która do tej pory była w pełni finansowana z kasy gmin, te w zamian mają tworzyć nowe miejsca. W zamian za budżetowe środki odebrano gminom możliwość pobierania od rodziców większych opłat niż 1 zł, za godzinę opieki ponad pięciogodzinny standard.
Po kilku miesiącach widać już, że budżetowe środki nie wystarczą, by sprostać tym zadaniom. Gminy dopominają się, że oprócz pieniędzy potrzebują większej liberalizacji przepisów w zakresie zatrudniania i wynagradzania nauczycieli.
Wczoraj o swoim planach rozwoju sieci przedszkoli opowiadała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. W ciągu najbliższych 3 lat stolicy potrzebne będzie ok. 7 tys. nowych miejsc dla przedszkolaków. Tylko w tym roku miasto przeznaczy 165 mln zł, dzięki którym na przestrzeni kilku lat powstanie ich ok. 3,3 tys. Warszawscy urzędnicy nie ukrywają, że woleliby kontraktować dodatkowe miejsca w placówkach niepublicznych, które w zamian za wyższą dotację, nie pobierałyby od rodziców czesnego powyżej 1 zł za godzinę, ale okazuje się, że nie ma chętnych. Sytuacja jest patowa. Przedszkola niepubliczne korzystają z deficytu miejsc w placówkach publicznych. Samorządów przeważnie nie stać na to, by tworzyć nowe.
Marek Olszewski, wiceszef Związku Gmin Wiejskich i wójt gminy Lubicz (kujawsko-pomorskie), przyznaje, że żadne z pięciu niepublicznych przedszkoli z jego gminy nie jest zainteresowane tym rozwiązaniem. – Środki, które dostałem z budżetu państwa, pozwalają mi zbilansować jedynie utratę dochodów z tytułu opłat od rodziców. O żadnej nowej inwestycji nie ma mowy – mówi „Rz" Olszewski. W jego ocenie rząd powinien wrócić do tematu nowelizacji Karty, chociażby z uwagi na sytuację dotyczącą opieki przedszkolnej.
Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich, przypomina, że samorządy już dawno temu proponowałyby podniesienie i zróżnicowanie pensum ze względu na charakter pracy dydaktycznej. – Prawo oświatowe jest zbyt scentralizowane, większość zapisów dotyczących pracy szkół czy nauczycieli powinna być regulowana przez uchwały gminne, a nie ustawy i rozporządzenia, jak to jest teraz – przekonuje. Gronkiewicz-Waltz także przyznaje, że ma pewne wskazówki co do zmian w Karcie, choć zastrzega, że powinny być one uzgodnione ze związkami zawodowymi.
Temat nowelizacji Karty ucichł, od kiedy nastąpiła zmiana na stanowisku ministra edukacji. Wczoraj zapytaliśmy MEN, czy i kiedy można spodziewać się powrotu do tego tematu. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Z naszych informacji wynika, że w najbliższym czasie, także w tej sprawie z Joanną Kluzik-Rostkowską będą chcieli rozmawiać samorządowcy. – Wydaje się, że nowa szefowa MEN miała już dość czasu, by zapoznać się z problemami oświaty – powiedział Porawski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA