fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Ramota w nowych dekoracjach

Bramka się wali, ale kolejne ekipy piłkarzy i trenerów reprezentacji nie potrafią tego ciężaru udźwignąć
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Kończy się futbolowy rok, dla nas najgorszy od lat. Reprezentacja przegrała walkę o mundial, mistrz Polski Legia kompromituje się w Europie. Tylko wizerunek PZPN się poprawił.
W listopadowym rankingu FIFA Polska jest na 78. miejscu. We wrześniu 2007 r. reprezentacja Leo Beenhakkera była na 16. FIFA tworzy swój ranking od 20 lat, na podstawie wyników meczów w eliminacjach, na turniejach i towarzyskich. Lecimy w dół na łeb na szyję. Wyprzedza nas 35 reprezentacji europejskich (UEFA ma 54 członków) i kilka egzotycznych, które kiedyś pokonywaliśmy bez trudu.
Dzisiaj to Polska jest futbolowym czwartym światem, ale wizerunek PZPN na tym nie cierpi, wprost przeciwnie, poprawa widoczna jest gołym okiem. Na fotelu prezesa jeden wybitny piłkarz zastąpił drugiego. Dzieli ich kilka lat, ale są z innych światów. To jest różnica jak między Mielcem a Rzymem. Grzegorz Lato źle się czuł w roli prezesa (i my źle czuliśmy się z nim), a jego publiczne wystąpienia nie przynosiły zaszczytu ani jemu, ani organizacji, na czele której stał.
Nie istnieje żaden związek między nowoczesnymi stadionami a poziomem gry

PZPN

Zbigniew Boniek jest stworzony do kierowania ludźmi. Taki był na boisku i zazwyczaj drużyny, w których grał, dobrze na tym wychodziły. Po objęciu funkcji prezesa, jeszcze podczas trwania zjazdu wykonał gest, który przyniósł mu popularność. Zaproponował funkcję wiceprezesa swojemu konkurentowi do stanowiska Romanowi Koseckiemu, dzięki czemu podtrzymał mit o jedności „piłkarskiej rodziny" i ograniczył ewentualne ataki głównego opozycjonisty (co zresztą do końca się nie udało).
Jedną z pierwszych decyzji prezesa było zatrudnienie w roli dyrektora komisji ds. mediów i marketingu doświadczonego dziennikarza Janusza Basałaja. On z kolei wybrał innych znanych dziennikarzy do komisji mediów i przekonał kolejnych, że warto pisać dobrze o związku. Może dlatego wizerunek PZPN w mediach znacznie się poprawił.
Nagłośniono fakt zmniejszenia liczby etatów, z czym wiązało się rozwiązanie umów o pracę z wieloma osobami. W czasach Laty PZPN wyglądał jak KGHM po wyborach. Ale po pierwsze – Boniek szybko wypełnił tę lukę, dając pracę za zasługi w kampanii wyborczej lub po znajomości. A po drugie – pozbyto się przy tej okazji kilku osób, które były w swoich dziedzinach specjalistami. Ich pech polegał na tym, że pracowały już wcześniej.
Na pewno sukcesem było przekonanie UEFA, że najlepszym miejscem na finał Ligi Europejskiej w roku 2015 jest Stadion Narodowy w Warszawie. Z kolei mało wiarygodnym zabiegiem ze strony związkowych specjalistów stało się wskazanie sekretarza generalnego Macieja Sawickiego jako ojca tego sukcesu. Jeśli już, to zapracował na to cały związek.
Sprytnie natomiast nagłośniono powstanie w Białej Podlaskiej Szkoły Trenerskiej PZPN. Zaproszono trenerów wszystkich reprezentacji i członków zarządu, pokazano efektowne obiekty podlaskiej AWF. Tyle że przy okazji podzielono trenerów, niektórzy się obrazili. Przy warszawskiej AWF od lat działała szkoła trenerów PZPN, nazywana od nazwiska jednego z jej twórców Ryszarda Kuleszy – „kuleszówką". Miała takie same uprawnienia jak obecna, ale jakoś niechętnie się ją wspomina, jakby wszystko co dobre zaczęło się za kadencji obecnych władz.
O jedność w środowisku piłkarskim nie jest łatwo, do konfliktów przy piłce dochodzi albo na tle ambicjonalnym, albo biznesowym. O tym, że w Polsce to środowisko nie jest tak zintegrowane, jak mogło się wydawać na zjeździe wyborczym, przekonaliśmy się kilka miesięcy później. Okazało się, że pomysły prezesa dotyczące zmiany statutu nie przypadły do gustu większości delegatów na zjazd sprawozdawczy. Znowu, jak to już dawniej bywało, tzw. teren przeciwstawił się centrali. Czar prezesa już tak nie działa, ale jego władza jest mimo to absolutna.

Ekstraklasa

Spółka zarządzająca rozgrywkami podjęła decyzję o ich reorganizacji, a zarząd PZPN ten wniosek poparł. Ekstraklasa SA od początku (rok 2005) miała dwóch prezesów i żaden nie był kojarzony z działalnością w futbolu. To miał być ich atut. Pierwszy, Andrzej Rusko, był specjalistą od żużla, a nie piłki nożnej. Kiedy minister sportu z PiS Tomasz Lipiec zawiesił władze PZPN, Ruskę mianowano kuratorem. Kiedy odchodził wiosną ubiegłego roku, Ekstraklasa SA miała ok. 8 mln długu wobec PZPN.
Obecny prezes Bogusław Biszof (pracował dla  Kompanii Piwowarskiej, Heinekena i Telekomunikacji Polskiej)uchodzi za specjalistę w pozyskiwaniu pieniędzy dla futbolu. W tym celu od razu zaproponował zmiany w rozgrywkach i w rezultacie powstał system, nieznany w żadnym z europejskich futbolowo rozwiniętych krajów (podobny jest tylko w Belgii). Reorganizacja ma uatrakcyjnić rozgrywki, skrócić przerwy między sezonami, a poprzez dodanie siedmiu kolejek w nieznanym wcześniej u nas play-off zwiększyć frekwencję na stadionach i przed telewizorami.
Te pomysły spotkały się z krytyką ze strony trenerów. Na razie zmiany nie są odczuwalne, ale wiosną, kiedy zdobyte punkty zostaną podzielone na pół, a 16 drużyn na dwie grupy, wszystko może stanąć na głowie.
Piłkarze zawodowi powinni bez problemu rozgrywać mecze co trzy dni. Większy kłopot to podróże. Drużyny podróżują autokarami w przeddzień meczu i wracają do domów, często po kilkaset kilometrów, po meczu, w nocy. A nazajutrz trenują.

Kluby

Z szesnastu klubów ekstraklasy dziewięć gra na nowoczesnych stadionach (Cracovia, Korona Kielce, Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Legia, Piast Gliwice, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Lubin). Stadiony trzech znajdują się w trakcie budowy (Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, Podbeskidzie Bielsko-Biała). Jeden klub ma stadion starszej generacji, z bieżnią, ale przyzwoity (Zawisza Bydgoszcz). Tylko stadiony Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź to ruiny, a stadion Pogoni jest przestarzały.
Budowlany stadionowy boom nie wpływa jednak na jakość gry. Nie ma żadnego związku między pozycją w tabeli a standardem stadionu, należącego zresztą zwykle do miasta.
Jedynym klubem w ekstraklasie – właścicielem stadionu jest Zagłębie. Klub z Lubina stanowi jaskrawy przykład złego zarządzania. Minęła już epoka działaczy piłkarskich budujących swoje pozycje na układach, zawieranych przy wódce znajomościach i wspólnie przehandlowanych meczach. Tacy działacze pojawiają się jeszcze na niższych stanowiskach w klubach i okręgowych związkach piłki nożnej.
Dziś klubami rządzą biznesmeni. Jak to się kończy, w drastyczny sposób pokazał przykład Ireneusza Króla, który wykazując skrajną niekompetencję, doprowadził do administracyjnego spadku Polonii Warszawa do IV ligi. W takich sprawach powinien interweniować PZPN, ale nie zrobił tego. Licencje dla klubów są konieczne, jednak związek musi też opracować testy wiarygodności dla właścicieli klubów (co nie jest łatwe). Uniknięto by strajków piłkarzy, sporów przed komisjami PZPN, sądami polubownymi i powszechnymi.
Dzisiejsi właściciele zajęli w klubach miejsca dawnych działaczy partyjnych, dla których praca w sporcie stanowiła jeszcze jeden „odcinek", na który ich skierowała partia. Jedni i drudzy są jednakowo niekompetentni. Różnica polega na tym, że tamci sprzeniewierzali pieniądze społeczne, a obecni trwonią swoje.
Właściciele klubów w dalszym ciągu padają ofiarą agentów zawodników, którzy wciskają im często towar niepełnowartościowy, ale za to importowany. Ilu zagranicznych piłkarzy podnosi poziom ekstraklasy? Miroslav Radović z Legii, Prejuce Nakoulma z Górnika, Daisuke Matsui z Lechii, Marco Paixao ze Śląska. Niedużo jak na grupę około stu cudzoziemców, przewijających się w ciągu sezonu przez szesnaście klubów ekstraklasy. Propozycja PZPN ograniczenia liczby zawodników spoza Unii Europejskiej wydaje się sensowna, bo powinna dać więcej szans młodym Polakom. O ile oczywiście będą chcieli to wykorzystać, a nie myśleć od pierwszych kopnięć piłki, ile mogą na tym zarobić.
Muszą też trafić na odpowiednich trenerów, którzy poznają się na ich talentach i powiedzą, co mają robić, żeby się rozwijać. Ale po pierwsze – to się musi zacząć na poziomie juniorów. Po drugie – zawodnik powinien czuć, co trener chce osiągnąć poprzez ćwiczenia i kiedy będzie można mówić o efektach tej pracy. A w kończącym się roku kalendarzowym trenera nie zmieniło tylko pięć klubów: Legia, Lech, Piast, Ruch i Śląsk (Górnik zrobił to z konieczności, po awansie Adama Nawałki na selekcjonera). W pozostałych coś takiego jak ciągłość szkolenia nie istnieje.
Ale nawet w tym krajobrazie KGHM Zagłębie Lubin jest skansenem. Jedyny klub w ekstraklasie należący do spółki Skarbu Państwa od lat staje się łupem kolejnych zwycięskich partii. Po wyborach zmienia się tam wszystkich, od prezesa po sprzątaczki. Nie ma żadnej ciągłości myśli i zarządzania, specjaliści są rzadkością, zawodnicy są przepłacani. Znam trenerów, którzy idą tam chętnie dla dobrych i pewnych pieniędzy. Ale jeśli mają swoje ambicje, nie chcą siedzieć cicho i słuchać niekompetentnych prezesów, zaczynają się problemy. Zagłębie jest klubem patologicznym.

Reprezentacja

Jest coraz mniej związków między reprezentacją Polski a polskimi klubami. Popularne przed laty zdanie: „Jaka liga, taka reprezentacja", już dawno straciło sens. Najlepsi zawodnicy starają się jak najszybciej wyjechać za granicę.
Oczywiście ostateczny obraz reprezentacji i jej gra zależą od selekcjonera. Waldemar Fornalik nie dał sobie z tym rady. Jako trener ligowy był skuteczny, jako selekcjonerowi zabrakło mu nie czasu, tylko wizji i konsekwencji. Gdyby zdecydował się na konkretnych zawodników i zgrywał ich ze sobą, być może osiągnąłby lepszy rezultat. A on do końca prowadził selekcję. Nie można przed dwoma ostatnimi meczami eliminacyjnymi do mundialu powiedzieć, że będzie się eksperymentowało. Kto eksperymentuje na Wembley, ten przegrywa.
Adam Nawałka został trenerem z podobnych powodów jak Fornalik. Podstawowym kryterium były wyniki jego pracy w Górniku. Wskazał go urzędujący prezes PZPN. Fornalik był w gorszej sytuacji, bo jego wybrał Lato.
Nawałka będzie więc miał swobodę działania i wiele zależy od niego. Tyle że wszyscy selekcjonerzy ostatniego ćwierćwiecza odchodzą przegrani. Może więc problem kadry nie polega na braku dobrych trenerów, tylko odpowiednich zawodników. Znów aktualna jest fraszka znanego przed wojną literata, piewcy Lwowa i kibica tamtejszej Pogoni Henryka Zbierzchowskiego, napisana w latach trzydziestych i zatytułowana „Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej":
Ze znakomitych zewsząd polskich drużyn
Złóżcie nareszcie skład takiej jakości
Aby nas w kraju nie bił każdy z gości:
Czech, Węgier, Niemiec, Szwed, Rumun czy Murzyn.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA