fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Myśliwce w cieniu Ukrainy

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Po cichu, w cieniu wydarzeń na Ukrainie, na sąsiedniej Białorusi Rosja zaczęła rozmieszczać samoloty myśliwsko-szturmowe.
To dopiero początek operacji. W ciągu dwóch lat nieopodal polskiej granicy stanie rosyjski pułk lotniczy. Ruchy te wpłyną negatywnie na bezpieczeństwo w naszym regionie. Tym bardziej że środkowoeuropejskie państwa NATO mają najniższe nasycenie samolotami bojowymi na całym kontynencie.
Kiedy kijowski Majdan absorbuje naszą uwagę, na Białorusi Rosja przesuwa figury geopolitycznej szachownicy. Z zyskiem dla siebie, ze stratą dla nas.

1

Cztery rosyjskie SU-27 nie są wcale owocem ochoczej współpracy Łukaszenki z Moskwą, ale brutalnej presji. Mińsk dramatycznie broni się przed zdominowaniem militarnym przez Rosję, bez skutku. Opór przed rozlokowaniem rosyjskich samolotów trwał od 1995 r., kiedy stało się jasne, że Polska oraz Litwa zostaną przyjęte do NATO i Rosja chciała zrównoważyć rozszerzenie Sojuszu przesunięciem swoich sił na Białoruś. Łukaszenko powiedział – „nie".
Uległ dopiero po 14 latach, gdy w 2009 r. zgodził się na wspólną obronę przestrzeni powietrznej obu państw, a ostatecznie w mijającym tygodniu, kiedy pierwsze samoloty rosyjskie rozgościły się na białoruskiej ziemi.
Nie miał wyboru, bowiem Rosja konsekwentnie odmawiała dostaw nowoczesnego sprzętu wojskowego po preferencyjnych cenach, to ciche embargo dotyczyło szczególnie lotnictwa. Musiał nawet zlikwidować eskadrę wielozadaniowych SU-27, pozostawiając jedynie dwie eskadry typowych myśliwców MIG 29. Nie powiodły się także próby zakupów zbrojeniowych w Chinach, zablokował je Kreml.
W efekcie od upadku komunizmu armia białoruska nie przeszła poważnej modernizacji porównywalnej z tym, co się dzieje w Polsce czy Rosji.
Liczbą czołgów, transporterów czy samolotów armia Łukaszenki wciąż imponuje, ale nie ich jakością. To obecnie niezbyt groźny skansen, rezerwuar złomu dla hut.
Moskwa jest zainteresowana utrzymaniem takiego stanu rzeczy, bowiem to ona chce gwarantować bezpieczeństwo Białorusi, a tym samym trzymać ją w garści.

2

W 2015 r. w Lidzie będzie stacjonował pułk Su-30. Samoloty te wraz z rakietami przeciwlotniczymi średniego zasięgu S-300 oraz krótkiego zasięgu Tor M2E stworzą obronę przestrzeni powietrznej Rosji i Białorusi przed atakiem z Zachodu (Polska).
Mińsk będzie zabezpieczony, ale za cenę oddania systemu pod kontrolę Moskwy.
Su-30 są samolotami wielozadaniowymi, mogą atakować cele naziemne w zasięgu 3 tysięcy kilometrów. Tymczasem polska obrona przeciwlotnicza i antyrakietowa jest obecnie bodaj najbardziej przestarzałym elementem sił zbrojnych, zmieni to dopiero budowa słynnej już tarczy nad Polską, co może jednak potrwać do dziesięciu lat, o ile nie pojawią się perturbacje z finansowaniem projektu.
Polska nie jest w tej dziedzinie jakimś niechlubnym wyjątkiem. Pomimo zawierania przez członków NATO wywodzących się z układu warszawskiego kolejnych kontraktów na dostawy nowych maszyn lub modernizację starych, nasycenie samolotami bojowymi w centralnej Europie pozostaje najniższe na całym kontynencie. Dodatkowo najbliższa dekada nie zapowiada ważkich zmian w tej materii. Przeciwnie, samoloty Czech, Słowacji, Rumunii, Bułgarii, Węgier będą przestarzałe w porównaniu z wyposażeniem zachodnich członków Paktu, a nawet Rosji – jeśli wprowadzi do służby Su-37.
Polska kupiła wprawdzie F-16 w najnowszej wersji C/D, ale ma ich za mało, trzeba ponadto wymienić przestarzałe Su-22, najlepiej na maszyny piątej generacji (a nie czwartej jak F-16).
Nie będzie nas jednak na to stać, nawet gdyby producenci dostali zgodę na dostarczenie ich Polsce.

3

Baza w Lidzie naruszy równowagę w regionie, dla Polski i Litwy jest realnym zagrożeniem, ponadto ubezwłasnowolnia militarnie Mińsk. Nie możemy powstrzymać przebazowania rosyjskich samolotów na Białoruś, pozostaje jedynie kontrować te ruchy własnymi.
Budową tarczy przeciwrakietowo-przeciwlotniczej i wymianą Su-22 na maszyny jak najnowszego typu. Parametry makroekonomiczne pokazują,  iż Polska wkracza powoli na ścieżkę wzrostu, może za rok–dwa będzie można nawet pomyśleć o zwiększeniu budżetu obronnego. Warto. Rosja nie śpi, nie tylko na Ukrainie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA