fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Dokument Anny Szczepańskiej o polskim kinie z PRL

„My filmujemy naród!"
materiały prasowe
7 grudnia o 12.50 w TVP Kultura premiera wyjątkowego polsko-francuskiego dokumentu Anny Szczepańskiej o polskim kinie z czasów PRL.
Co skłoniło panią do realizacji filmu „My filmujemy naród!"? - Pięć lat temu zaczęłam pisać doktorat na Sorbonie o zespole filmowym „X" Andrzeja Wajdy. Pomysł był taki, żeby zanalizować funkcjonowanie polskiej cenzury na podstawie tego zespołu filmowego — całej jego produkcji kinowej i telewizyjnej, rozmów a reżyserami, także politykami — po zapoznaniu się ze wszystkimi dostępnymi stenogramami kolaudacyjnymi. Tematem filmu mieli być ci, którzy zostali w Polsce. Zobacz galerię zdjęć
Francuzi byli tym zainteresowani? - Bardzo trudno im było zrozumieć, że niekoniecznie trzeba było wyjechać zagranicę, żeby zrobić dobry film.
Uważają, że jeśli ktoś wtedy chciał kręcić filmy, to powinien był wyjechać? - Tak. „Wałęsa" Wajdy zaczyna się sceną, w której dziennikarka przyjeżdża do Wałęsy, a kierowca jej pokazuje, w którym bloku dostał mieszkanie. I ona nie może się nadziwić, że dostał mieszkanie od władzy, z którą walczy. Znajomi Francuzi zareagowali podobnie. Dziwili się, jak to możliwe, że władza daje pieniądze po to, żeby reżyserzy krytykowali ją. I ja chciałam też zrealizować film o tym paradoksie.
Bardzo ciekawą postacią jest w filmie Maciej Szczepański, były prezes TVP, który twierdzi, że do tej pory nie widział „Człowieka z marmuru"... - Żałuję, że nie udało mi się go w filmie pokazać więcej, bo nagraliśmy dwugodzinną rozmowę w studiu TVP, w której opowiadał bardzo ciekawie m.in., jak wówczas robiło się propagandę sukcesu. Kontrowersyjna postać, lecz człowiek konsekwentny, bo przecież mówi i dziś, że za niemoralne uważał kręcenie filmu o przodowniku pracy. Technik, który instalował nam mikrofony powiedział: „Jak pan tu był, to wszyscy mieliśmy... " Bardzo nostalgicznie się do niego zwracał.
Trudno opowiedzieć o polskim kinie Francuzom? - Problemem było pokazanie fragmentów filmów, czytelnych bez kontekstu. W większości są podteksty i metafory, kompletnie niezrozumiałe dla obcokrajowca. To przypadek choćby „Barw ochronnych" Zanussiego, z których chciałam zaczerpnąć jakiś fragment, ale tam są same podteksty, które wymagałyby skomplikowanych wyjaśnień. Dlatego wybrałam fragment ze „Struktury kryształu".
Sprawdzała pani zrozumiałość filmu na Francuzach w trakcie jego powstawania? - Tak. Wiedziałam zbyt dużo, abym potrafiła ocenić to sama. Niezwykle pomocną osobą była montażystka, która pomagała mi weryfikować materiał. Uświadomiła mi, na przykład, że żaden Francuz nie zrozumie, kto to jest przodownik pracy.
Czy w Paryżu można zobaczyć wiele polskich filmów? - Raczej z tym mizernie, ostatnio jest „W imię" Małgorzaty Szumowskiej i „Wałęsa" Wajdy. I to wszystko. Polskie kino znane jest we Francji przede wszystkim za sprawą reżyserów, którzy wyjechali z kraju, czyli Skolimowskiego, Polańskiego. Bardziej ciekawiło, gdy między nami a zachodem był mur. Budziło zainteresowanie pod kątem politycznym. Wajda jest we Francji znany, ale pokoleniu, które oglądało jego filmy w latach 70. i 80. Moje pokolenie 30-latków już go nie zna.
A pani studenci na wydziale kinematografii? - Kiedy pytam ich, czy znają Wajdę, to spośród 30 studentów, trzy, może cztery osoby podnoszą ręce. Znany jest Kieślowski jako autor swego tryptyku i „Dekalogu". Znają Skolimowskiego i uwielbiają go. No i jeszcze Polańskiego. Choć kiedy pokazuję innych twórców oraz polskie kino dokumentalne, budzi wielkie zainteresowanie. Kilka lat temu założyłam nawet stowarzyszenie promocji kina polskiego zagranicą. Ale nie jest to proste, bo działamy prawie bez funduszy.
Nad czym teraz pani pracuje? - Obecnie uczestniczę we francusko-rosyjskim projekcie naukowym o operatorach filmowych, którzy kręcili wyzwolenie na froncie wschodnim. Ciekawią mnie też polscy operatorzy, tacy jak Aleksander Ford czy Jerzy Bossak, którzy w czasie II wojny światowej kręcili zdjęcia na wschodnim froncie. O tym się w Polsce w ogóle chyba nie mówi.
rozmawiała Małgorzata Piwowar
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA