fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Z Krakowa na Dach Świata - Tybet 2013

Wyprawa Tybet 2013. Zakopani w muszelkach

Przez Morze Azowskie
DISCOVER 4X4
29 sierpnia 2013, Azowska Kosa
stan licznika: 18 955 km
Gdy się patrzy na mapę, może się wydawać, że dostęp Rosji do Morza Czarnego jest minimalny i symboliczny. Nawet doliczając wybrzeże Abchazji, państwa uznawanego przez... Rosję, Naddniestrze (inny dziwoląg polityczny) i bodaj Wenezuelę. Jednak wydostanie się z Soczi pochłonęło nam cały dzień. Im dalej od Soczi, tym sympatyczniej. Nawet ruch jest już mniejszy (mimo że to jeszcze sierpień), bo w całej Rosji dzieci zaczęły rok szkolny tydzień wcześniej niż zwykle. Ponoć to eksperyment energetyczny – zimowe ferie będą dłuższe o tydzień i przez kilka dni nie trzeba będzie szkół ogrzewać i oświetlać. Hm, w Niemczech jest podobnie, zadziwiająca koincydencja...
Jedziemy wiec wybrzeżem posezonowym. Pogoda o jakiej marzy każdy latem nad Bałtykiem, więc trochę tego lata szkoda. Planowaliśmy dojechać do Jałty. Ale już wczesnym popołudniem wiedzieliśmy, że nie zdążymy. Przed zachodem słońca z trudem zdążyliśmy na prom przecinający cieśninę Morza Azowskiego i granicę Ukrainy. Plany dostosowaliśmy do zapadającego zmroku. Zamiast do Jałty, skierowaliśmy koła w stronę Azowskiej Kosy.
Kosa odrobinę przypomina Hel. Jest jednak dłuższa (140 kilometrów) i usypana nie z piasku, lecz z muszelek. Miliardy drobnych skorupiakowych szkielecików i tryliony ich fragmentów. Roślinności praktycznie żadnej, tylko mierzeja muszelek. Kosa wystaje 2-4 metry ponad poziom morza i jest szeroka na kilkaset metrów. No i w odróżnieniu od Helu jest praktycznie bezludna. Spodziewaliśmy się tu samotnych biwakowiczów, wędkarzy. Nie było nikogo!
Nocna więc porą rozbiliśmy prawdopodobnie ostatnie dwusamochodowe obozowisko. Noc zrobiła się całkiem romantyczna, bo gwiazd bez liku, a jeszcze drobna fala szeleściła wśród muszelek. Bryza dała oddech. Kolacja była męska i raczej płynna. Sen pod gwiazdami jeszcze sympatyczniejszy...
Rankiem już dla celów fotograficznych spróbowaliśmy offroadu muszelkowego. Zdjęcia wyszły całkiem przyzwoicie, ale 5 minut fotografowania opłaciliśmy 2 godzinami machania łopatą. Bo oczywiście zakopaliśmy się po pachy. Przy okazji zepsuliśmy ostatni sprawny element w samochodzie Prezesa, mianowicie wyciągarkę. No cóż, sztuka (fotografii) wymaga poświeceń. ;-)
Szczegóły na www.rp.pl/Tybet2013 oraz na stronie www.discover4x4.com.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA