fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Fikcyjne patrole wśród skinów

Fotorzepa, Łukasz Solski
Policjanci z Białegostoku mieli brać pieniądze za dodatkowe patrole w rejonach zagrożonych rasistowskimi atakami – i nie ruszać się zza biurka.
Funkcjonariusze co najmniej przez dwa lata brali pieniądze za patrole, których nie było – twierdzi Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Śledztwo w tej sprawie, jak ustaliła „Rz", prowadzi od niedawna Prokuratura Okręgowa w Białymstoku, a sprawa ma związek z atakami na Cyganów i Czeczenów.
– Potwierdzam, śledztwo prowadzone jest w sprawie oszustwa i obejmuje policjantów z wydziału patrolowo-interwencyjnego Miejskiej Komendy Policji w Białymstoku – mówi „Rz" Adam Kozub, rzecznik prokuratury. – Nikomu zarzutów nie postawiliśmy – zastrzega.
Prokurator potwierdza, że zawiadomienie złożyło Biuro Spraw Wewnętrznych. Z ustaleń tej „policji w policji" wynika, że funkcjonariusze mieli brać dodatkowe pieniądze za ponadprogramowe patrole w miejscach szczególnie zagrożonych przestępczością, ale – zdaniem BSW – tego nie robili. Sprawa wyszła na jaw, kiedy zaczęto sprawdzać, dlaczego mimo ekstrafunduszy na patrole nacjonalistyczne ataki nie tylko nie malały, ale stały się coraz częstsze i bardziej zuchwałe. Skontrolowano efekt pracy policjantów z patroli i wtedy okazało się, że w ogóle nie wychodzili zza biurek.
Zapytaliśmy białostocką policję m.in. o to, ilu funkcjonariuszy brało udział w dodatkowych patrolach w latach 2011–2012, bo tych lat dotyczy śledztwo, i jaką kwotę na nie wydano. Jej rzecznik podinsp. Andrzej Baranowski wczoraj nie potrafił odpowiedzieć. Według nieoficjalnych ustaleń „Rz" patrole kilkunastu policjantów kosztowały kilka tysięcy złotych.
Ekstrapatrole opłacała komenda wojewódzka, by poradzić sobie z coraz większą przestępczością wobec osób obcej narodowości w Białymstoku. Pod koniec maja, po kolejnych tragicznych wydarzeniach w tym mieście (podpalenie mieszkań rodzin czeczeńskich), na konferencji prasowej premier Donald Tusk przyznał, że tamtejsi skinheadzi są mocno zakorzenieni w różnych środowiskach zawodowych, „niepokojąco powiązani ze światem publicznym". Minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz obiecał, że państwo zrobi wszystko, by znaleźć sprawców rasistowskich ataków. – Jedno mogę powiedzieć, jeśli chodzi o środowiska skinheadowskie: idziemy po was – stwierdził.
O powiązaniu podlaskiej policji z przestępczym środowiskiem pisała „GW". Cytowała nieoficjalne wypowiedzi oficerów z komendy wojewódzkiej: „Mamy pewien problem z policjantami prewencji – często wywodzą się z tych samych środowisk co skinheadzi, zdarza im się ćwiczyć w tych samych siłowniach czy dorabiać sobie na tych samych »bramkach«".
W ostatnich miesiącach opinię publiczną, ale także polityków zbulwersowała bezczynność organów ścigania. Jak opisywały lokalne media, policjanci, którzy przyjeżdżali do mieszkań wynajmowanych przez czeczeńskich uchodźców, ograniczali się do spisania lokatorów i uznali, że chodzi tylko o zniszczenie mienia. Głośno było także o decyzji białostockiego prokuratora, który umorzył śledztwo w sprawie namalowanej na transformatorze swastyki, uznając, że jest to uznany w Azji „symbol szczęścia".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA