fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Mamy sposób na malarię

To właśnie z aparatu gębowego komarów Anopheles uzyskiwane są pierwotniaki wykorzystywane do produkcji szczepionki
AFP/CDC/Phanie
Szczepionkę chroniącą przed chorobą, która zabija 2 tys. osób dziennie opracowali Amerykanie.
Nad preparatem zabezpieczającym przed malarią naukowcy pracują od lat. Jak dotąd ich wysiłki dawały – oględnie rzecz ujmując – umiarkowane rezultaty. Najlepsze eksperymentalne szczepionki chronią przed chorobą w ok. 50 proc. A malaria jest najczęstszą chorobą zakaźną na świecie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia co roku zapada na nią ponad 200 mln ludzi. Od 700 tys. do nawet 1,2 mln chorych z jej powodu umiera. Szczepionkę zrobić trudno ze względu na złożony cykl rozwojowy pierwotniaków Plasmodium wywołujących malarię oraz ich zmienność.
Co zaskakujące, w przypadku nowej szczepionki, opracowanej przez firmę Sanaria oraz amerykański Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych, sięgnięto nie po zdobycze inżynierii genetycznej, ale po tradycyjny sposób – osłabione pasożyty wstrzykiwane bezpośrednio do krwi.
To działa – w testach z udziałem ochotników preparat w mniejszej dawce uchronił przed malarią sześć na dziewięć osób. W grupie, która otrzymała największą dawkę, ochrona była 100-procentowa – informują naukowcy w dzisiejszym wydaniu „Science".

Pomysł z lat 70.

Autorem niekonwencjonalnej metody jest Stephen Hoffman, założyciel Sanarii. Zauważył, że testy prowadzone jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku dowiodły, iż ochotnicy ukąszeni przez komary przenoszące Plasmodium falciparum (to zarodźce sierpowate wywołujące najgroźniejszą postać malarii) zyskują 90 proc. odporności. Oczywiście w testach pierwotniaki zostały napromieniowane, aby zmniejszyć ich zjadliwość.
Hoffman zapalił się do tego rozwiązania. Od 2002 roku sprawdzał, w jaki sposób można przechować żywe, ale osłabione formy pasożytów wywołujących malarię – tzw. sporozoity. Dwa lata temu przeprowadził testy powstałej w ten sposób szczepionki. Rezultaty były katastrofalne – tylko 2 na 44 ochotników udało się ochronić.
Wtedy Hoffmanowi dopomógł Rober Seder z Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych. Zauważył, że zamiast zastrzyków podskórnych lepsze efekty można otrzymać, podając szczepionkę dożylnie.
W badaniach wzięło udział 40 dorosłych. Podawano im specjalnie przygotowany preparat zawierający nawet 135 tys. osłabionych chorobotwórczych pasożytów w dawce. Ochotnicy otrzymywali kilka takich zastrzyków w odstępach miesięcznych. Po kolejnych kilku tygodniach pozwolono, by ukąsiły ich komary.
Okazało się, że ci, którzy otrzymali najwyższą dawkę, są całkowicie chronieni. Efekty uboczne były niewielkie i szczepionkę oceniono jako bezpieczną. Osobom, które otrzymały mniejsze dawki i zaczęły chorować, podano leki antymalaryczne.
– Te rezultaty są niezwykle zachęcające. To naprawdę ważne wyniki – chwali Pedro Alonso z Instytutu Zdrowia Globalnego (ISGlobal) w Barcelonie. Alonso prowadził badania kliniczne konkurencyjnego preparatu – szczepionki RTS,S. Opublikowane w listopadzie ubiegłego roku wyniki świadczą, że ta najbardziej dotąd obiecująca szczepionka przeciw malarii ma skuteczność 31 proc. u najmniejszych dzieci i 56 proc. u starszych.

Ręczna robota

Hoffman, który również zajmował się wcześniej RTS,S (badania finansowały m.in. firma GlaxoSmithKline oraz Fundacja Billa i Melindy Gatesów), uznał jednak, że ten typ szczepionki nigdy nie da satysfakcjonujących rezultatów. O pełnej ochronie nie ma nawet co myśleć. Wszystko dlatego, że RTS,S opiera się na pojedynczym białku Plasmodium falciparum. Szczepionka Sanarii zawiera zaś osłabione, ale całe organizmy.
– Naszym celem było pokazanie, że możliwe jest osiągnięcie 100-procentowego zabezpieczenia – przekonuje Hoffman. – Aspektami praktycznymi może zająć się ktoś inny.
No właśnie – jedyną przeszkodą dla nowej szczepionki wydają się kwestie techniczne. Przygotowanie preparatu jest obecnie pracochłonne i odbywa się... ręcznie.
Wygląda to tak: kilkunastu specjalistów rozcina aparaty gębowe komarów Anopheles. To tam, w ślinie owadów, znajdują się potrzebne formy pasożytów (sporozoity). Jeśli pracownikom Sanarii sprzyja szczęście, mogą w ciągu godziny wypreparować 150 komarów. Na tym problemy się nie kończą – gotową szczepionkę trzeba przechowywać w ciekłym azocie. No i podaje się ją dożylnie.
Te wszystkie „aspekty praktyczne" sprawiają, że nowa szczepionka, choć skuteczna, może się okazać niedostępna dla milionów ludzi w ubogich afrykańskich krajach najbardziej narażonych na malarię.
Kolejne testy preparatu prowadzone będą w USA, Afryce i Niemczech – zapowiada Stephen Hoffman.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA