fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Omar: wybory to strata czasu

Talibowie
AFP
Przywódca talibów zapowiedział, że nie weźmie udziału w wyborach w 2014 r. I rozpoczął walkę o rząd dusz.
Niedługo przed tym, jak w sieci pojawiło się przemówienie jednookiego mułły Omara, agencje informacyjne podały, że po miesiącach wysiłków wreszcie zaczęły się bezpośrednie rozmowy między rządem w Kabulu a talibami. Informatorzy zastrzegali wprawdzie, że na razie mają charakter nieformalny, ale wkrótce może dojść do przełomu. Kilka godzin później przemówił mułła Omar i jeśli rząd Hamida Karzaja ma jeszcze jakieś szanse na dialog, to można je nazwać co najwyżej mizernymi.
Dotąd prezydent Karzaj wykonał serię pojednawczych gestów w stosunku do „braci talibów” i zapewniał, że ścigany międzynarodowymi listami gończymi mułła Omar może wziąć udział w wyborach prezydenckich w przyszłym roku. Dzięki takiej polityce sukcesów jednak nie odnosił. Szczególnie dotkliwym policzkiem dla Karzaja musiała być informacja, że w otwartym w czerwcu z wielką pompą biurze talibów w Katarze nie chcą oni widzieć wysłanników afgańskiego rządu, a gotowi są na negocjacje jedynie z Amerykanami. Teraz w przemówieniu z okazji święta Eid al-Fitr kończącego miesiąc ramadan Omar znów rzucił wyzwanie prezydentowi.
Ukrywający się od 12 lat mułła podkreślił, że jedynym powodem założenia katarskiego biura są negocjacje, dzięki którym przyspieszone zostanie wycofywanie z Afganistanu obcych wojsk. Jednocześnie wezwał zwolenników, by atakowali zachodnich żołnierzy oraz afgańską armię. Stanowczo przeciwstawił się też forsowanej przez część państw NATO idei pozostawienia w Afganistanie po 2014 r. niewielkich oddziałów, które miałyby m.in. koncentrować się na walce z komórkami Al-Kaidy. „Afgańczycy postrzegają niewielkie oddziały sił okupacyjnych jako pogwałcenie suwerenności Afganistanu, dokładnie tak samo jak obecność tysięcy cudzoziemskich żołnierzy” – stwierdził Omar.
Choć po raz pierwszy od lat nie wzywał otwarcie do bojkotu zapowiedzianych na początek 2014 r. wyborów, uznał, że „udział w nich to strata czasu”, bo „wynik i tak rozstrzyga się w Waszyngtonie, a nie przy urnach wyborczych”.
Stwierdzeniem mułły, które wywołało najwięcej komentarzy, jest jednak zapewnienie, że celem talibów „nie jest monopolizowanie władzy” po 2014 r. „Wierzymy w porozumienie z Afgańczykami, którzy naprawdę kochają islam i kraj, bez względu na swą przynależność etniczną czy miejsce, skąd pochodzą” – oświadczył Omar. Co więcej, podkreślił też potrzebę edukacji, w tym także „nowoczesnej edukacji, gdyż jest ona jedną z fundamentalnych potrzeb każdego społeczeństwa w dzisiejszych czasach”.
Czy oznacza to, że talibowie zaczęli się zmieniać i ich celem nie jest już zdobycie władzy? Wątpliwe. Ahmed Rashid autor głośnej książki „Talibowie”opisał bardzo podobny schemat, wedle którego organizacja działała w 1994 r., gdy rozpoczynała marsz po władzę. Wówczas w chaosie wojny domowej po latach radzieckiej okupacji talibowie zjednywali sobie poparcie obietnicami spokoju. Nie prowadzili wojskowej ofensywy, a pod hasłami pojednania narodowego negocjowali porozumienia z przywódcami kolejnych klanów i grup etnicznych, by dopiero po zdobyciu władzy w Kabulu w 1996 r. rozpocząć opresyjne rządy. Wykluczyli wówczas ze swych szeregów umiarkowanych przywódców pasztuńskich oraz inne grupy etniczne (stanowią 60 proc. ludności kraju).
Czy tym razem podobna polityka mogłaby przynieść sukces? „Talibowie wiedzą, że wyborów by nie wygrali, bo nie mają dość zwolenników. Z tego powodu je bojkotują” – uważa analityk wojskowy z Kabulu Abdul Wahid Taqat. Jego zdaniem o tym, że talibowie planują powtórkę sprawdzonego scenariusza, świadczy to, że z jednej strony Omar znów apeluje o jedność, a z drugiej jego zwolennicy przeprowadzają coraz więcej ataków. Z danych ONZ wynika, że od początku roku było ich o jedną czwartą więcej niż rok temu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA