fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Podrygi Palikota i ciemnota

Anna Kozicka-Kołaczkowska
archiwum prywatne
Średniowiecze, ciemnota i państwo wolnościowe – to zaklęcia z oferty Palikota dla ponownych przyjaciół z PO.
Nie wszystko, co angielskie jest przereklamowane jak śliwkowy pudding. Kryminały Agathy Christie, bez dwóch zdań, do tego ekskluzywnego klubu należą. Motywem przewodnim „Dziesięciu małych Murzynków" jest staromodna śpiewka – wyliczanka z czasów, gdy dzieci potrafiły się bawić, nim zamilkły przed wirtualnymi levelami. W tej powieści każdego ranka znajduje się skorupy kolejnej figurki Murzynka oraz jednego denata ze startowego  kręgu dziesięciu osób.
Niewiele już figurek zostało Palikotowi. Ciągnie się za nim pobojowisko skorup licznych figur, póz i falsyfikatów i to, bynajmniej, nie wypalonych ze szlachetnej porcelany. Ale, gdy jesteś w opresji, nie wołaj ratunku. Krzycz: Pali się ! - to jedna z głównych zasad survivalu. Przyszło toteż Palikotowi napisać kolejny list. Tym razem do przyjaciół z PO, którzy choć na chwilę być przyjaciółmi przestali, właśnie dostali tym samym ponowną szansę.
List ten jest wyznaniem przyjaźni niemal takiej, jaka była motorem duszoszczypatielnej epistoły do rosyjskiego premiera czasu ogniowej próby Euro i naporu ojczyźnianego faszyzmu. List obecny kusi również wezwaniem do jedności w duchu listu z wiosny - do szefa SLD - o potrzebie zjednoczenia serc wobec robociarskiego święta oraz Europy Plus. Co jednak wydaje się smakowite kotu, to lisowi nie zawsze. Zwłaszcza, gdy jest nadziane czymś podejrzanym. Tym razem taktyka epistolograficzna autora wspięła się na wyższe piętro politycznej przebiegłości. Trzeba działać, gdy we własne szeregi wkrada się zwątpienie. Palikot postawił na partyjny proletariat poselski Platformy w sztuce siania zamętu na zapleczu. „ Jesteście otoczeni! Wasz opór nie ma sensu!" – to klasyka. Nie ma to jak przekonać myszy, że toną i już tylko zgrabnie wyłuskać jedną po drugiej. W tym fachu nie ma kolegów. Pułapka na myszy to wątek, który nadaje się nawet na kryminał, jak świadczy o tym twórczość boskiej Agathy. Ale, jak to z serem bywa, jeśli smaczne kąski na przynętę nie mają smaku mydła, to dziwnie pachną, albo mają dużo dziur.
Nie warto zastanawiać się, o co znów chodzi autorowi listu z polityką przyjazną dla biznesu. Tamtych dwieście, czy trzysta poprawek do przepisów spłodzonych przez niego w fazie trwania w jednocie z byłymi przyjaciółmi z PO, to wystarczająca średnia jak na jednego posła, więc ta niezłomna wola przyjaźni do biznesu nadaje się do kabaretu.
Sprawa gorsza to to, że smaczną przynętą ma być „państwo wolnościowe". Gdyby tym razem perswazja listowna miała zadziałać i rezultat jej strategii ustaliłby się na 1:2, to na ustach mniej żarliwych przyjaciół autora zgasłby ironiczny uśmiech. „Wolnościowe" państwo wydaje się cuchnąć odorem znajomym, echem minionych lat. To przecież typowy „ideologiczny smrodek" z lat socjalizmu i donosów oraz elementarza politruka. Adekwatny idealnie do tego, co wydziela słówko „wolnościowe". Bo państwo „wolnościowe" to jednak nie to samo co państwo wolne. „Wolnościowość" to nie wolność. 20 –procentowe masło nie jest już masłem. Tak myślę i zatykam swój delikatny nosek nadzwyczaj wrażliwy na ideologiczne smrodki. Mam wielką nadzieję, że nie pozwolimy podmienić sobie skrycie pięknego słowa „wolność" na figurkę z byle czego.
Poza tym, jeśli o wolności mowa, to mam jej różne osobiste kryteria. Nastąpi ona, między innymi, wtedy, gdy z naszego języka znikną stalinowskie frazy - bzdury klecone w fabryce ciemnoty dla wydumanych, bezmyślnych mas, które chce się utrzymać pod butem. Z jakiego bowiem, cuchnącego mułu trzeba mieć ulepione, podobno wyższe, humanistyczne wykształcenie, gdy rzuca się słowo „średniowiecze" w charakterze kalumnii?
Owszem - kąsek „mroki Średniowiecza" – towarzysz Bierut zecer z zawodu, zatem wybitny kulturoznawca, ludowi aplikował, na czym sam najlepiej, w końcu nie wyszedł. Ale dziś, w dwudziestym pierwszym wieku? Wymyśl coś mądrzejszego Grzegorzu Dyndało!
Jeśli partia ruchu nie jest partią typu wodzowskiego, a pewnie nie jest, bo wodzostwa innych nienawidzi, to ratując wizerunek, powinna zmienić wodza, gdyż miotanie pojęciem średniowiecza jako obelgą przynosi wstyd standardom europejskim. Nie znają w ruchu sztuki średniowiecznych katedr, eposów rycerskich, Kwiatków Świętego Franciszka,  średniowiecznej potęgi umysłu, filozofii, literatury, mistyki, etosu, muzyki tej najpiękniejszej i najdłuższej epoki w cywilizacji europejskiej i niezgłębionej inspiracji dla wszystkiego co potem? Mówią w ruchu, że to wszystko jest głupie? Udawali tylko, że skumali coś z „Imienia róży" Umberto Eco? Nie słyszeli? Uuuupsss. Europejczycy? To przynajmniej niech nie mówią o czymś, o czym mają pojęcie tego chłopa z porzekadła, który napił się w biurze atramentu.
Ach, że średniowieczne zabobony? W rejestrach Ewidencji  Gospodarczej mamy dziś tysiące gabinetów wróżek. Gazety puchną od ich reklam. Ktoś walczy z tą groźną ciemnotą? Wróżek i czarownic jest dziś w kraju wielekroć więcej, niż w całej, średniowiecznej Europie. Że dziesięcina? Być może, są kraje mlekiem i miodem płynące, gdzie zdziera się całe dziesięć procent podatku. Tam, gdzie zagnieździła się lewica, to i 80 % jest mało, tylko to wtedy nazywa się nowoczesność. Że dola chłopa ? Kmieć chętny i gospodarny jako osadnik dostawał za friko, na dobry początek, jeden łan – czyli od około 17 do 26 hektarów i zwolnienie z podatku. Że Kościół, palenie czarownic, inkwizycja? Skazywały sądy cywilne, nie kościelne. Cierpieli także księża i zakony, jak podaje przykład likwidacji templariuszy. Tego na KUL- u nie uczyli, czy, po prostu głąbom rzuca się spleśniałe byle co? Kultura materialna? Kto dziś zbuduje taki kościół, most, zamek, namaluje obraz na tysiąclecia? Pokażcie mi takiego murarza, geodetę, architekta. No i, czyżby absolwent filozofii nie znał
„Jesieni średniowiecza" Johanna Huizingi? Nie zachwycił się? Druk miał dopiero nadejść, to prawda, lecz albo niektórzy do dziś nie chcą skorzystać z tego wynalazku, albo myślą, że inni nie korzystają.
Słowa „Średniowiecze" jako powalającego argumentu, w przedziwnej wspólnocie z Palikotem, lubi hojnie nadużywać gospodyni „Kropki nad i". Wykształcenie rolnicze, choć ogłady nie wyklucza, niekoniecznie jednak zobowiązuje w kwestiach humanistyki, co nie znaczy, że taka praktyka  mimowolnie nie uwłacza słuchającym podobnej bredni humanistom. Dla filozofa i ochotnika na Europejczyka taka mowa małego Kazia jest wstydliwą kompromitacją. Cuchnący, spleśniały ser przebrzmiałych frazesów nie skusi ludu w dwudziestym pierwszym wieku, bo on już czytać umie. Marna to pułapka i można samemu sobie przytrzasnąć łapę.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA