fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tusk ucieka do przodu, a nie do Brukseli

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Premier miał ogłosić tę decyzję na konwencji PO. Przyspieszył, bo zorientował się, jak osłabia go w wewnętrznych rozgrywkach plotka, że wyjedzie – tłumaczą politycy PO.
W oficjalnych wypowiedziach działacze PO chwalą Donalda Tuska, który w poniedziałek wykluczył starania o posadę szefa Komisji Europejskiej, mówiąc w TVP 2: – Podjąłem decyzję o tym, że chcę być dalej polskim premierem. Do 2015 roku tylko sprawy krajowe. Bycie polskim premierem jest dla mnie po stokroć ważniejsze niż potencjalne stanowisko europejskie. Decyzja jest definitywna.
Nieoficjalnie politycy PO nie są optymistami. Gryzie ich głównie to, dlaczego premier tak przyspieszył ogłoszenie swojej decyzji. Jeszcze w czwartek mówił przecież, że podejmie ją w czerwcu lub w lipcu.
– Wszyscy byli przekonani, że przez najbliższe tygodnie Tusk będzie budował pozycję na swej popularności w Unii i szansach na objęcie tam ważnego stanowiska – dziwi się polityk kojarzony z wewnętrzną opozycją w PO. – Coś się musiało wydarzyć.
Nasi rozmówcy z PO najczęściej podsuwali dwie interpretacje. Premier mógł dostać sygnał, że niedługo ktoś powie, iż nie ma w UE szans, albo wie, że w najbliższych dniach pojawi się niekorzystna informacja dla Polski – np. przycięcie przez europarlament unijnych pieniędzy dla Polski. – Premier postanowił zrobić ruch wyprzedzający i powiedzieć, że nie kandyduje, nim otrzyma cios z zewnątrz – zastanawia się jeden z rozmówców „Rz".
Jednak większość stawia na drugą interpretację, zgodnie z którą wpływ na przyspieszenie decyzji miała sytuacja wewnętrzna w partii. – Platforma się rozłazi, przyspieszając, chciał pokazać, że jeszcze panuje nad sytuacją – tłumaczy jeden z konserwatystów.
– Bzdura, w prywatnych rozmowach premier mówił nam, że nie wystartuje. Sprawa dotyczyła tylko tego, jak to komunikować – bagatelizuje stronnik Tuska kojarzony z tzw. spółdzielnią. Nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego premier najpierw sprawę odwlekał, a teraz przyspieszył.
– On chciał pokazać, że nie odpuści sobie Platformy. Najpierw wygra w PO, a potem po raz kolejny  w całej Polsce – przekonuje nas bliski współpracownik premiera.
– Gdy spekuluje się, że za parę miesięcy pojedziesz za granicę, twoja pozycja bardzo słabnie. Ludzie wiedzą, że za parę miesięcy nie będziesz miał w partii za wiele do powiedzenia, więc zaczynają grać inaczej – mówi nam znany polityk Platformy.
Inny zastrzega, by ostrożnie podchodzić do „definitywnych" zapowiedzi premiera, bo ten choćby cztery lata temu zapowiadał, iż nie będzie się więcej starał o przywództwo w PO. Jeden z posłów zwraca zaś uwagę, że Tusk ostatnio jest mistrzem rozwiązywania problemów, które sam stwarza. – Po co w czwartek w radiu mówił, że decyzję ogłosi tuż przed kongresem lub w lipcu. Nie musiałby znów uciekać do przodu – irytuje się jeden z naszych rozmówców.
Jest też trzecia interpretacja decyzji premiera: że nawet jeśli rozważał przenosiny do Brukseli, zorientował się, że nie ma komu zostawić partii. Z trojga potencjalnych kandydatów Ewa Kopacz ma fatalną prasę (m.in. z powodu wizyty w Chinach), za Sławomirem Nowakiem ciągnie się „afera zegarkowa", a Hannę Gronkiewicz-Waltz topią kolejne problemy w stolicy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA