fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Świdlicki: Zderzenia ideologii z rzeczywistością

Archiwum
W ostatnich paru tygodniach propozycja unijna o podatku od transakcji finansowych poparta przez jedenaście państw członkowskich błąkała się od porażki do porażki. Teraz okazuje się, że aby w ogóle przetrwać, najprawdopodobniej zostanie ona radykalnie zawężona w porównaniu z oryginalnymi oczekiwaniami. To skutek zderzenia ze sobą ideologii z rzeczywistością ekonomiczną.
Obwiniane niepopularnego kozła ofiarnego za skomplikowany i wielowarstwowy problem to powszechne zjawisko, które często prowadzi do błędnej polityki. Dobrym przykładem to, proponowany przez jedenaście państw unijnych, podatek od transakcji finansowych, który mimo szlachetnej retoryki o pomocy dla mniej zamożnych w Europie i na świecie, i o zmniejszeniu ryzyka w sektorze finansowym, w rzeczywistości miał głównie uderzyć w chciwych i aroganckich bankierów, których oskarża się o spowodowanie obecnego kryzysu ekonomicznego.
Projekt ten, oparty na propozycji UE, która miała apetyt na dodatkowe źródło dochodów poza wpłatami z narodowych budżetów, od samego początku budził wątpliwości, co do jego wykonalności. Open Europe wówczas skomentowała, iż propozycja Komisji była równie wiarygodna jak propozycja podatku od jednorożców. Jednak podatek był idealną zasłona dymną dla narodowych oraz europejskich polityków starających się przerzucić na innych gniew i niezadowolenie społeczeństwa ze względu na trudną sytuacje gospodarczą.
Oczywiście na sektorze bankowym oraz na hazardowym sposobie uprawiania biznesu przez wielu poszczególnych bankierów spoczywa duży ciężar winy za kryzys, który wybuchł w 2007 roku i nadal nie do końca został rozwiązany (chociaż wielu politykom zależało na tym, aby utrzymać przesyt taniego kredytu). Trudno jednak całkowicie winić ich za specyficzny kryzys w strefie euro – na przykład za to, że Grecy chronicznie unikali płacenia podatków, że Francuzi odsuwali bolesne reformy, aby zwiększyć konkurencyjność, czy że Hiszpanie nad inwestowali (między innymi za pośrednictwem unijnych funduszy) w infrastrukturę. Również nie jest ich winą, że wspólna waluta – mająca od początku charakter projektu politycznego – została zaprojektowana z ogromnymi wadami.
Skoro mowa o wadach, to w oryginalnej propozycji podatku Komisji także było ich wiele (o czym za chwilę). Trudno jednak było o sensowną dyskusje z względu na retorykę polityczna i oskarżenia jej przeciwników o reprezentowaniu perspektywy 'anglosaskiego kapitalizmu'.  Umowa na szczeblu 27 nie była możliwa między innymi z względu na opozycje Wielkiej Brytanii oraz Szwecji, która jeszcze ma w pamięci fatalne skutki własnej przygody z podobnym podatkiem w latach 1984 – 1991 (gdy ponad połowa transakcji powędrowała za granice).  W końcu jednak jedenaście państw zdecydowało się na przyjęcie propozycji metodą wzmocnionej współpracy.
Głównymi motorami napędowymi tego przedsięwzięcia byli Francja – zarówno partia Sarkozy'ego jak i Hollanda – oraz Niemieccy socjaldemokratami i zieloni. Ci ostatni osiągnęli duży sukces, gdy uzależnili swoją zgodę na ratyfikacje paktu fiskalnego Angeli Merkel (dwie-trzecie posłów musiało wyrazić ku temu zgodę) od przyjęcia przez nią tego podatku.
Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, szczególnie w ostatnich paru tygodniach. W Kwietniu rząd Brytyjski oddał sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, skarżąc się, że pomimo nie uczestnictwa Wielkiej Brytanii, niemniej jednak podatek w obecnej formie uderzy w firmy Brytyjskie. Kolejnym istotnym momentem był przeciek dokumentu jedenastu państw uczestniczących, w którym zawarte były prywatne obawy o tym, jak w rzeczywistości funkcjonowałby podatek – między innymi, że podatek obciąży wydawanie państwowych obligacji dodatkowymi kosztami. Później prezes niemieckiego Bundesbanku Jens Weidmann ostrzegł, że podatek uderzy w rynek pieniężny, który dostarcza płynności finansowej bankom, bez której byłyby one bardziej zależne od Europejskiego Banku Centralnego. Podobne obawy wyraził również prezes francuskiego banku centralnego Christain Noyer.
Czyli w skrócie zamiast stanowić srebrną kulę w walce z kryzysem, podatek jest w stanie znacznie go pogorszyć poprzez zwiększenie kosztów finansowania państw oraz odcięcia banków od źródeł płynności. Dlatego nie było szczególnej niespodzianki, gdy agencja Reuters podała w zeszłym tygodniu, że zakres podatku będzie znacznie zmniejszony, i że stopa opodatkowania obligacji i akcji spadnie dziesięciokrotnie – z oryginalnej propozycji 0,1 proc. do 0,01 proc. Wiele urzędników oraz polityków doszło do wniosku, że pomysł jest chybiony, ale że trzeba jakoś zachować twarz. Taki skutek zderzenia ze sobą ideologii z rzeczywistością ekonomiczną był wszelako od początku do przewidzenia.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA