fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Przeciw potędze pieniądza

Robert Biedroń
Fotorzepa, Jerzy Dudek
W sporze o ubój rytualny racje ekonomiczne mieszają się z religijnymi. A wydaje się, że priorytetem powinien być dobrostan zwierząt. Te bowiem poprzez stosowanie uboju bez wcześniejszego pozbawienia ich świadomości skazywane są na niewyobrażalne cierpienia – uważa poseł Ruchu Palikota.
Scenariusz jest zawsze ten sam: poderżnięcie w pełni świadomemu zwierzęciu gardła – tętnic szyjnych, tchawicy, przełyku. Ofiara nie traci świadomości natychmiast, wybucha panika, rana potwornie boli, następuje gwałtowny spadek ciśnienia krwi, towarzyszy temu często duszenie się. Przedśmiertna męczarnia krowy trwa najczęściej do dwóch minut, bywa, że jeszcze dłużej. Unieruchomione w klatce zwierzę przeżywa jeszcze większy stres – nie ma przeciwbólowego działania tzw. hormonów stresu.
Nakazy i uprawnienia religijne nie są wieczne – te okrutne, na szczęście, z biegiem czasu są porzucane
W ten sposób w kilkudziesięciu polskich ubojniach do 31 grudnia 2012 roku ginęło rocznie kilkaset tysięcy krów i byków oraz dziesiątki milionów ptaków. Oficjalnie nie prowadzi się już uboju rytualnego, bo z początkiem 2013 roku utraciło moc rozporządzenie ministra rolnictwa zezwalające na taką praktykę, wydane wbrew ustawie o ochronie zwierząt, która zakazuje uboju bez ogłuszania. Sprzeczność rozporządzenia z ustawą stwierdził w listopadzie ub.r. Trybunał Konstytucyjny. W tym roku weszło również w życie nowe rozporządzenie unijne. Dopuszcza ubój na potrzeby wspólnot religijnych, ale pozwala państwom utrzymać lub wprowadzić jego zakaz.

Fałszywe argumenty

Rząd Donalda Tuska poinformował Komisję Europejską, że w Polsce ubój bez ogłuszenia jest zakazany, co jest w wielu krajach Unii Europejskiej standardem. W Polsce, po pięciu miesiącach, silne lobby rzeźnicze, wspierane przez polityków i ministra rolnictwa, przygotowało nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Zakłada ona zniesienie obowiązku ogłuszania zwierzęcia przed ubojem (a zatem legalizację ubojów rytualnych), wprowadzając jednocześnie zakaz stosowania tzw. klatek obrotowych, co, zdaniem resortu rolnictwa, miałoby zmniejszyć cierpienie wykrwawianego w pełnej świadomości zwierzęcia. Autorzy projektu podkreślają także, iż taki ubój mógłby odbywać się wyłącznie w rzeźniach i pod nadzorem lekarzy weterynarii.
W istocie jednak nie jest to żadne ustępstwo ze strony biznesu rzeźniczego i rządu – to wymóg prawa unijnego. Zakaz klatek obrotowych nie zmieni faktu, że zwierzę będzie nadal unieruchamiane i zarzynane w pełnej świadomości. Jakież więc to minimalizowanie cierpienia w stosunku do obecnego stanu prawnego, czyli bezwzględnego nakazu pozbawienia zwierzęcia świadomości przed przystąpieniem do uboju?
Premier Donald Tusk tłumacząc powody rządowego projektu nowelizacji mówił: „Pamiętajmy, że mówimy nie tylko o kwestii ochrony zwierząt przed zbędnym cierpieniem, ale także o dziesiątkach przedsiębiorstw i tysiącach zatrudnionych”, sugerując, że firmy mogą upaść, a zatrudnieni stracić pracę. Ale to nieprawda – w ubojniach nadal pracują ludzie, nikt nie stracił pracy, żadnej ubojni z powodu zakazu nie zamknięto. W niektórych z nich ubój rytualny nadal jest prowadzony – nielegalnie. W tej sprawie organizacje pozarządowe złożyły już doniesienie do prokuratury.

Minimalizacja cierpienia

Biznes robiony na cierpieniu zwierząt zabijanych w uboju rytualnym szacowany jest przez polski przemysł rzeźniczy na około 332,6 mln euro rocznie. Znaczna jego część kontrolowana jest przez polityków PSL, którzy mocno lobbują za zmianami dopuszczającymi ubój bez ogłuszania. Trzeba także podkreślić, że rząd nie dysponuje żadnymi własnymi wiarygodnymi danymi ani co do wartości tej produkcji przed 31 grudnia 2012 r., ani co do ilości zatrudnionych przy niej osób, ani nawet co do ilości ubojni wykonujących ubój rytualny. Wszystkie cytowane przez rząd dane pochodzą od strony zainteresowanej legalizacją tego procederu, czyli organizacji przedsiębiorców branży mięsnej. Praktycznie całe mięso wysyłane jest na eksport – konsumentów mięsa halal (muzułmanie) czy koszernego (Żydzi) w Polsce jest dosłownie garstka.
Dorobkiem naszej cywilizacji jest minimalizacja cierpienia, także zwierząt. Odbyliśmy w tej sprawie już przecież szereg dyskusji – o warunkach transportu koni, wrzucania świń do wrzącej wody, przemysłowego tuczenia drobiu czy przywiązywania psów do przydomowych bud. Mamy świetną ustawę o ochronie zwierząt. Argumenty religijne w dyskusji o uboju rytualnym starają się zaprzeczyć wynikom badań naukowych, które ponad wszelką wątpliwość, za pomocą współczesnej wiedzy i techniki, dowodzą ogromnego cierpienia zwierząt w tego rodzaju procedurach ubojowych. Nakazy i uprawnienia religijne nie są wieczne – te okrutne, na szczęście, z biegiem czasu są porzucane. Pozostają argumenty ekonomiczne. Ale czy pieniądz może zagłuszyć jakiekolwiek cierpienie?

Autor jest posłem Ruchu Palikota, członkiem Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA