Ministerstwo Sprawiedliwości wychodzi naprzeciw oczekiwaniom asystentów i referendarzy w sądach. Chce wprowadzić dla nich aplikację uzupełniającą. Po jej ukończeniu mogliby oni zasiąść za sędziowskim stołem.

– Pomysł jest dobry, ale nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań – mówią zainteresowani.

Coś nowego

– Aplikacja uzupełniająca ma być szansą dla tych asystentów i referendarzy, którzy już dziś pracują na rzecz wymiaru sprawiedliwości – mówi Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości odpowiadający za sądownictwo. To dodatkowa opcja, żeby pozyskać kadry i wynagrodzić już pracujących w wymiarze sprawiedliwości. Zdradza też jej szczegóły.

– W założeniu ma to być szkolenie zbliżone do dzisiejszych aplikacji specjalistycznych – prokuratorskiej i sędziowskiej. A to oznacza egzamin wstępny i końcowy egzamin państwowy. Wszystko po to, by wyłonić najlepszych. Ma się odbywać w weekendy i być może częściowo w dni powszednie, oczywiście w takiej sytuacji aplikanci byliby zwolnieni w tym czasie z obowiązków służbowych. Limit, tak jak i w przypadku pozostałych aplikacji prowadzonych w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, ustalać ma minister sprawiedliwości. Decydujące mają być potrzeby wymiaru sprawiedliwości i możliwości finansowe.

– Wstępnie ustaliliśmy, że aplikacja uzupełniająca ma trwać 18 miesięcy, odbywać się w KSSiP w Krakowie, a z czasem może i w Warszawie – dodaje wiceminister.

Zastrzega, że projekt jest na wstępnym etapie, ale ma nadzieję, że jeszcze w tym roku zostanie uchwalony.

Pomysł utworzenia nowej aplikacji chwali Małgorzata Manowska, dyrektor KSSiP. – Założeniem tych aplikacji jest takie uzupełnienie wiedzy specjalistycznej referendarzy sądowych, asystentów sędziów i asystentów prokuratorów, aby mogli w przyszłości być bardzo dobrymi sędziami i prokuratorami – mówi w rozmowie z „Rz".

Aplikacja to nie wszystko

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Co o propozycji myślą sami zainteresowani?

Andrzej Sobótka, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów, przyznaje, że wielokrotnie zabiegało ono o stworzenie takiej szansy. Sama idea więc cieszy. Podstawową sprawą, jak przyznaje, jest jednak zniesienie ograniczenia, które pojawiło się w noweli ustawy o ustroju sądów powszechnych, która obowiązuje od 12 sierpnia 2017 r. Chodzi o wprowadzenie 10-letniego okresu (po wejściu w życie ustawy), w którym dzisiejsi asystenci i referendarze mogą ubiegać się o urząd sędziego, potem szansę stracą.

– Rezygnacja z tego ograniczenia, wycofanie się z 10-letniego okresu, to dla nas kluczowa sprawa – mówi przewodniczący.

O likwidację ww. przepisu walczą od dawna. Wysłali nawet wniosek do rzecznika prawo obywatelskich.

„Nie może być tak, że osoby po tzw. starej aplikacji są dyskryminowane przy ubieganiu się o pierwsze stanowisko sędziowskie" – piszą we wniosku do Adama Bodnara, prosząc o interwencję w sprawie dostępu do stanowisk asesorskich oraz sędziowskich w sądach powszechnych. Proszą, by wystąpił do właściwych organów o podjęcie inicjatywy ustawodawczej albo o wydanie lub zmianę kwestionowanych aktów prawnych, ewentualnie zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskami o zbadanie konstytucyjności przepisów. To był już drugi apel w tej sprawie. Chodzi o pomijanie przy nominacjach asesorskich osób, które ukończyły aplikację sądową prowadzoną przy sądach apelacyjnych przed utworzeniem Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (tzw. stara aplikacja).

Co więcej, ich zdaniem nowelą ustawy o KSSiP i ustawy o ustroju sądów powszechnych z 11 maja dokonano zmiany systemu szkolenia sędziów w Polsce. Polega ona na przesunięciu wagi szkolenia z modelu częściowo otwartego, umożliwiającego złożenie egzaminu sędziowskiego i zdobycie nominacji m.in. przez referendarzy sądowych i asystentów sędziów, na model całkowicie scentralizowany w KSSiP. „Nowela pomija aspekt historyczny zmian w sądownictwie, ignorując osoby, które dzięki pracy i wynikom w nauce zdobyły miejsce na aplikacji, a następnie zdały egzamin, ale nie miały okazji podjęcia pracy jako asesorzy sądowi lub sędziowie" – piszą asystenci. Rzecznik wystąpił do ministra sprawiedliwości w tej sprawie. Na zmiany jednak asystenci nie mają co liczyć. ©?