Owszem, można doszukiwać się jego wcześniejszych korzeni i sugerować, że nie wziął się znikąd. Wszak w ramach RWPG-owskiego podziału gospodarczych ról polskiej gospodarce przypadła specjalizacja pod tytułem branża kosmetyczna i to właśnie nasze kosmetyki zawojowały na przykład sklepy w ZSRR.

Autorami sukcesu ostatnich lat są jednak przedsiębiorcy. Miałem okazję rozmawiać z kilkoma z nich o początkach naprawdę dużych dzisiaj firm. W sporej mierze były do siebie podobne: produkcja kosmetyków w chałupniczych niemal warunkach, katorżnicza praca, determinacja i kreatywność, która służyła nie tylko opracowywaniu wyrobów, lecz także pokonywaniu PRL-owskich niedoborów, na przykład dotyczących opakowań.

Po tych już kilkudziesięciu latach sukces okazał się kompletny, co polskim przedsiębiorcom w innych branżach nie zawsze się zdarza. Po pierwsze, dzięki konsekwentnym inwestycjom powstał nowoczesny przemysł kosmetyczny z godną pozazdroszczenia gamą wyrobów. Po drugie – przedsiębiorcy potrafili wypromować marki, niektóre z nich zajmują czołowe miejsca w różnorakich rankingach rozpoznawalności. I po trzecie – w przypadku niektórych firm ekspansja zagraniczna okazała się oszałamiająca, a sklepy na przykład z logo Inglot można spotkać w najbardziej prestiżowych lokalizacjach na świecie.

Branża kosmetyczna udowodniła, że polskie firmy są w stanie skutecznie działać w tych trzech obszarach. A jest to branża niesłychanie trudna, wbrew obiegowym opiniom wymagająca nieustannych innowacji. Wręcz mistrzowska musi być również odpowiedź na wymagania klientek, w dodatku mocno odmienne pod różnymi szerokościami geograficznymi. Nasz przemysł kosmetyczny pokazał, że można i że warto, aby tą drogą podążyło jak najwięcej naszych firm.