Centralny Rejestr Umów (CRU) to ogólnodostępna baza, w której jednostki sektora finansów publicznych mają publikować informacje o zawieranych umowach. Rejestr, który od 1 lipca dostępny jest dla każdego obywatela pod adresem rejestrumow.gov.pl, ma zwiększyć jawność wydatków publicznych, ułatwić kontrolę społeczną nad administracją, a także ograniczyć ryzyko nadużyć i niegospodarności.

– Centralny Rejestr Umów jest przełomem dla jawności wydatków państwa, pomimo pewnych jego mankamentów – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Krzysztof Izdebski, prawnik i ekspert Fundacji im. Stefana Batorego.

– Rejestr nie będzie tylko narzędziem do sprawdzania pojedynczych kontraktów i ustalania, kto, ile i za co zarobił. Może stać się źródłem wiedzy o finansach publicznych i rynku zakupowym państwa. Dane te można wykorzystywać do poprawiania polityki zakupowej, badania konkurencyjności i diagnozowania wydatków. Jeżeli będą z niego korzystać urzędy, może być dobrym narzędziem diagnostycznym – dodaje.

Czytaj więcej:

Administracja Teresa Siudem: 1 lipca rusza rejestr umów publicznych

Pro

Umowy dostępne bez składania wniosku

Po uruchomieniu CRU każdy obywatel będzie mógł sprawdzić informacje o umowach bez składania wniosku o dostęp do informacji publicznej. W rejestrze znajdą się m.in. dane o umowach zawieranych przez ministerstwa, urzędy, samorządy, szpitale, ośrodki pomocy społecznej, szkoły i przedszkola czy instytucje kultury jak np. muzea czy biblioteki. Baza pokaże numer umowy, datę jej zawarcia, okres obowiązywania, strony, przedmiot, wartość, informację o finansowaniu ze środków UE oraz status umowy i datę zakończenia. W praktyce będzie więc można ustalić, kto, z kim, na co i za ile zawarł umowę.

Rejestr nie będzie tylko narzędziem do sprawdzania pojedynczych kontraktów i ustalania, kto, ile i za co zarobił. Może stać się źródłem wiedzy o finansach publicznych i rynku zakupowym państwa.

Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego

CRU reguluje ustawa o finansach publicznych. Zgodnie z jej przepisami funkcjonowanie systemu teleinformatycznego zapewnia minister finansów i gospodarki, ale za udostępnianie informacji o umowach odpowiadają już kierownicy jednostek sektora finansów publicznych. Przepisy mają godzić szeroką jawność z ograniczeniem nadmiernych obowiązków administracji. Dlatego z jednej strony zniesiono próg kwotowy, a z drugiej poza CRU pozostawiono umowy ustne, zrezygnowano z sankcji karnych i nie wprowadzono obowiązku aktualizowania faktycznie poniesionych wydatków.

Opinia dla "Rzeczpospolitej"

Karol Ciechoński, ekspert ds. e-administracji z Fundacji Sprawne Państwo

To, czy CRU spełni pokładane w nim nadzieje, w znacznej mierze zależy od tego, w jakim stopniu obowiązek będzie realizowany i jakości wprowadzanych danych w samym systemie. Kwestia rozstrzygnięcia, czy dana umowa kosztowa podlega pod CRU wbrew pozorom nie jest taka jednoznaczna i może budzić wątpliwości. Wyłączona jest forma ustna umów, czyli zakupy bezpośrednie lub telefoniczne. Już teraz podmioty publiczne widzą w tym pewną furtkę do uniknięcia CRU. Obowiązkowi podlegać będą za to zamówienia mailowe czy internetowe, ale to, czy faktycznie znajdą się w CRU, zależeć będzie od wprowadzenia wewnętrznych mechanizmów zabezpieczających to w poszczególnych instytucjach. Rozliczenia wydatków pracowniczych w ramach procedury refundacji kosztów także są wyłączone z CRU. Tych wyjątków trochę jest, tym samym w CRU nie znajdziemy wszystkich „wydatków” instytucji publicznej. Te większe wydatki, związane z p.z.p. zapewne trafią do CRU, ale im mniejsza umowa wydatkowa, tym to prawdopodobieństwo może maleć. Z CRU wyłączone są spółki prawa handlowego (samorządowe i państwowe) co w mojej ocenie też jest jednak znaczącym ograniczeniem.

– Dostęp do informacji publicznej jest jednym z podstawowych instrumentów kontroli państwa. Mam jednak wątpliwość, czy rejestr ten jest narzędziem dobrze dobranym do celu, który ma realizować – mówi „Rz” radczyni prawna dr hab. Marlena Sakowska-Baryła, prof. UŁ i partnerka w SBC Kancelarii Radców Prawnych. Zaznacza, że CRU nie tworzy jawności od zera, bo i dziś umowy dotyczące wydatkowania środków publicznych podlegają udostępnianiu.

– Wynika to z dotychczasowej praktyki i orzecznictwa sądów administracyjnych. Rejestr przede wszystkim automatyzuje i centralizuje dostęp do informacji, które w wielu przypadkach można było już uzyskać – dodaje.

Ekspertka zwraca uwagę, że obecna wersja przepisów o CRU po ich zaktualizowaniu przez resort finansów jest dużo lepsza od pierwotnych propozycji, które obejmowały szerszy zakres umów (umowy dochodowe, a nawet niektóre umowy o pracę). Zastrzega jednak, że nadal kluczowe pozostaje pytanie, czy wzrost jawności będzie proporcjonalny do kosztów organizacyjnych i finansowych ponoszonych przez jednostki sektora publicznego.

Czytaj więcej:

Administracja Centralny Rejestr Umów: nowe obowiązki dla sektora publicznego

Pro

Spółki Skarbu Państwa i służby poza rejestrem

Obowiązek raportowania do CRU ma objąć – według szacunków MF – nawet ok. 60-70 tys. podmiotów. Nie oznacza to jednak, że w rejestrze znajdą się informacje o wszystkich umowach zawieranych w szeroko rozumianym sektorze publicznym. Poza CRU pozostaną m.in. spółki Skarbu Państwa i spółki komunalne, ponieważ jako spółki prawa handlowego nie należą do jednostek sektora finansów publicznych. Obowiązek nie obejmie także instytutów badawczych, placówek zagranicznych oraz jednostek związanych z bezpieczeństwem państwa, w tym służb i jednostek podległych MON.

Wyłączenie spółek Skarbu Państwa i komunalnych okazuje się też jednym z najpoważniejszych mankamentów nowego rejestru. – Jeżeli spojrzymy na to, gdzie w ostatnich latach najczęściej dochodziło do tzw. afer, kontrowersji i sporów o wydatkowanie środków, to zazwyczaj nie był to dyrektor szkoły czy przedszkola, ale właśnie spółki, które pozostają poza tym mechanizmem. W efekcie rejestr może objąć bardzo dużo drobnych, formalnych i mało kontrowersyjnych wydatków, a jednocześnie ominąć obszary, które z punktu widzenia kontroli publicznych pieniędzy są najciekawsze – zaznacza Sakowska-Baryła.

60-70 tys.

tyle podmiotów w Polsce ma objąć obowiązek raportowania

Urzędnicy krytykują brak progu kwotowego

Urzędnicy, z którymi rozmawiała „Rz”, wskazują, że CRU oznacza dla administracji przede wszystkim duże obciążenie organizacyjne. Ich zdaniem problemem jest brak progu kwotowego, bo do rejestru trzeba będzie wpisywać także drobne umowy, co wymusi przebudowę obiegu dokumentów, zaangażowanie pracowników i dołożenie kolejnych czynności, które nie przyspieszą ani zawierania, ani rozliczania umów.

To, że CRU nie przewiduje progu kwotowego, oznacza, że do rejestru mają trafiać informacje także o najdrobniejszych umowach cywilnoprawnych – już od 0,01 zł. To istotna zmiana wobec wcześniejszych planów, które zakładały ujawnianie dopiero umów od 10 tys. zł. – Od początku mówiliśmy, że próg kwotowy powinien być wyższy, a rozsądną propozycją był obowiązek wpisywania do rejestru transakcji powyżej 10 tys. zł. Granica 10 tys. zł wydaje się rozsądna także dlatego, że odpowiada mniej więcej poziomowi miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. To mógłby być racjonalny punkt odniesienia – zwraca uwagę ekspert ds. legislacyjnych Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Czytaj więcej:

Biznes Koniec „tajemnicy płacowej” w firmach

Pro

– Nie kwestionujemy potrzeby jawności, ale przy obecnym progu jest to rozwiązanie nadmiarowe. Nie przyspiesza ani przygotowywania umów, ani ich podpisywania, ani późniejszego rozliczania. Przeciwnie, dokłada kolejne czynności – dodaje.

Ekspert z ZMP zastrzega, że ostateczną ocenę przyniesie praktyka. – Rejestr może przynieść korzyści, ale trzeba je zawsze zestawić z kosztami i nakładami pracy. Żeby dobrze jeździć na nartach, nie trzeba kupować całego stoku narciarskiego. Podobnie z przejrzystością – nie trzeba angażować ludzi w czynności administracyjne do poziomu, który przestaje być racjonalny – podsumowuje Wójcik.

Małe gminy obawiają się uproszczonych ocen

Nieco inaczej akcenty rozkłada Mariusz Marszał, ekspert ds. legislacyjnych ze Związku Gmin Wiejskich RP, który choć zgadza się z tym, że CRU będzie dla samorządów dodatkowym obciążeniem organizacyjnym, to jednak nie uważa tego za problem niemożliwy do opanowania.

– Pracownicy z czasem nauczą się obsługi systemu, choć w części gmin konieczne może być zatrudnienie dodatkowych osób, zwłaszcza tam, gdzie nie działa Centrum Usług Wspólnych. Największą trudnością techniczną może być to, że obowiązek obejmie nie tylko urzędy gmin, lecz także mniejsze jednostki organizacyjne jak np. szkoły – podkreśla ekspert. Zwraca też uwagę, że do tego dojdą typowe problemy nowego systemu – autoryzacja, kumulowanie wpisów pod koniec miesiąca, konieczność uporządkowania obiegu informacji i pierwsze błędy wynikające z wdrożenia.

Czytaj więcej:

Administracja Jawność obrad w gminie – obowiązki, uprawnienia i problemy w praktyce samorządowej

Pro

Poważniejsza obawa dotyczy jednak nie samego wpisywania umów, lecz późniejszej interpretacji danych. – Skoro będzie to rejestr centralny, zgromadzone informacje mogą być analizowane przez Ministerstwo Finansów za pomocą uśrednionych wskaźników i algorytmów. Grozić to może prostym wnioskiem, że małe gminy są mniej efektywne w wydatkowaniu środków publicznych, bez uwzględnienia specyfiki ich działania. Inaczej wygląda bowiem koszt inwestycji w mieście, a inaczej na obszarze wiejskim – np. przy budowie kolektora kanalizacyjnego, gdzie liczba odbiorców na kilometr sieci jest zupełnie inna. Porównywanie takich danych bez kontekstu może prowadzić do fałszywych ocen – ostrzega Marszał.

Związek Gmin Wiejskich RP zwraca też uwagę, że dane z rejestru mogą w przyszłości służyć jako argument za konsolidacją małych gmin, zmianami granic administracyjnych albo wzmacnianiem miast kosztem obszarów wiejskich.

Czytaj więcej

Dowiemy się na co idą publiczne pieniądze. Watchdog apeluje do premiera

Rejestr jako kopalnia wiedzy o wydatkach

Centralny Rejestr Umów jest przede wszystkim nadrabianiem zaległości wobec państw, które od lat stosują podobne rozwiązania – uważa Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. – Dobrze się stało, że zamiast rozproszonych rejestrów prowadzonych osobno przez każdą instytucję powstaje jedno centralne miejsce, w którym będzie można analizować wydatki publiczne – mówi „Rz”. Podkreśla też, że rejestr nie tylko pozwoli sprawdzać, kto, z kim i za ile zawiera umowy, ale także umożliwi samym urzędom porównywać własne wydatki z innymi jednostkami.

– Może to wprowadzić większą dyscyplinę wewnętrzną, ułatwić bieżącą kontrolę i pokazać, że publiczne budżety nie są nieograniczone – dodaje.

Najważniejsze będzie jednak to, czy dane z rejestru da się łatwo pobierać i analizować, stąd apel Watchdog Polska do rządu, by system miał dobre API, pozwalające na masowe pobieranie informacji i tworzenie zestawień, map czy analiz dostawców. W rejestrze nie będzie skanów umów, lecz dane tekstowe, m.in. o stronach umowy, kwotach i podstawowych informacjach o kontraktach, dlatego kluczowe będzie ich techniczne udostępnienie w formie nadającej się do dalszego przetwarzania. – To będzie kopalnia wiedzy – podsumowuje ekspert.