fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Nie każdego pacjenta można dyscyplinować karą pieniężną za nieodwołanie wizyty u lekarza

Fotorzepa, Radek Pasterski
Od opłat za nieodwołanie wizyty na NFZ muszą być wyjątki – zwracają uwagę konstytucjonaliści.

O idei wprowadzenia kar za nieodwołanie wizyty w ramach publicznej ochrony zdrowia media napisały pod koniec stycznia. Resort tłumaczył, że liczba pustych porad lekarskich sięga 17 mln rocznie, a przez niefrasobliwość części pacjentów reszta traci szansę na leczenie.

Nieoficjalnie mówi się o 30 zł kary, jednak nie wiadomo, w jaki sposób Narodowy Fundusz Zdrowia egzekwowałby należność.

Trudno się dodzwonić

Pomysł spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem części środowiska lekarzy i prawników.

– W ramach składki mamy co do zasady nielimitowany dostęp do świadczeń, które są gwarantowane. Nie ma ograniczenia liczby wizyt, jednak – co jest oczywistą, choć niewysłowioną zasadą tego systemu – jest zastrzeżenie: „w odniesieniu do rzeczywistych potrzeb zdrowotnych" – zauważa mec. Wojciech Kozłowski, partner w kancelarii Dentons. I dodaje, że jeśli pacjent nie przychodzi na wizytę, której nie odwołał, podważa tę zasadę, pokazując, że nie miał rzeczywistej potrzeby zdrowotnej. A tym samym uzasadnione jest obciążenie go kosztami, które powstają w związku z niewykorzystanymi zasobami szpitalnymi czy pracą personelu.

Czytaj także:

– Rzeczywiście, część zatorów tworzą chorzy nieodwołujący wizyt, jednak wiemy od pacjentów, że bardzo często mimo kilkugodzinnych prób nie można się dodzwonić do poradni czy szpitala – kontrargumentuje Szymon Chrostowski z Fundacji Wygrajmy Zdrowie. – Zajmujemy się tym zagadnieniem w Radzie Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta i z naszych analiz wynika, że powinności pacjenta są trudne do spełnienia w sytuacji, gdy nie zależą wyłącznie od niego – dodaje.

– Takie rozwiązanie uderza w pacjentów i jeszcze bardziej pogłębia nierówności w dostępie do ochrony zdrowia – zauważa Jerzy Przystajko, ekspert ochrony zdrowia z partii Razem.

Podobnego zdania są prawnicy. – Regulacja, która w założeniach ma charakter dyscyplinujący i sprzyja uszczelnieniu systemu, musi brać pod uwagę wyjątkowość danego zdarzenia. Inaczej musi być traktowana osoba, która wizyty odwołuje nagminnie, a inaczej taka, która jednorazowo nie jest w stanie odwołać danej wizyty – zastrzega prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista. Dodaje, że ustawodawca powinien wziąć pod uwagę, czy na wizytę pacjent umawia się sam, czy robi to za niego rodzina lub sąsiad.

– Jeżeli do realizacji umówionej wizyty chcemy zachęcać systemowo, to zanim przejdziemy do systemu kar, musimy ułatwić pacjentom zarówno odwoływanie wizyt, jak i terminową ich realizację – zgadza się mec. Paulina Kieszkowska-Knapik, adwokat, partner w kancelarii KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński. – W tym celu należałoby wprowadzić informatyczny system przypominania, umożliwiający zdalną rezygnację z wizyty, oraz nałożyć na świadczeniodawców obowiązek umawiania pacjentów na konkretne godziny. Takie rozwiązanie przewidywał zresztą projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta przedstawiony przez RPP w 2018 r. Dopiero w drugiej kolejności można by nałożyć na pacjentów obowiązek powiadomienia podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych o braku możliwości stawienia się na wizytę na poziomie ustawowym – dodaje prawniczka.

Kolejka sprzyja niepamięci

A dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego zauważa, że przy tak długich kolejkach pacjent ma prawo zapomnieć o wizycie. – Jeśli na pilną konsultację u specjalisty czeka się nawet kilka miesięcy, to trudno się dziwić, że część pacjentów zapomina o terminie. Przez pół roku jego stan może się diametralnie zmienić – dodaje lekarz. I przytacza wyniki najnowszego raportu NIK, zgodnie z którym choć czas oczekiwania na najpopularniejsze zabiegi w 2018 r. się skrócił, to nadal jest bardzo długi. Głównie przez niedostateczne finansowanie ochrony zdrowia.

– O opłatach za niezrealizowane wizyty porozmawiamy, jak będziemy mieli poziom zabezpieczenia zdrowotnego Skandynawii – zauważa Jerzy Przystajko.

Janusz Cieszyński wiceminister zdrowia

Wnikliwie analizujemy kwestię ewentualnych kar za nieodwołane wizyty. Takie postulaty pojawiają się zarówno ze strony świadczeniodawców, jak i samych pacjentów. Uważamy, że taki system powinien przypomnieć pacjentowi o planowanej wizycie, a także umożliwić mu jej ewentualne odwołanie w taki sposób, by informacja skutecznie dotarła do świadczeniodawcy. Już dziś NFZ stara się ograniczyć „puste" wizyty, wysyłając do pacjentów informacje, że zbliża się termin. Zdajemy sobie sprawę, że nieodwołanie wizyty może być niezawinione. Uważamy też, że to zarządzający placówką powinien zdecydować, w jaki sposób wprowadzać rozwiązania, które przyczynią się do skrócenia kolejek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA