fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Z cichymi zabójcami Polaków trzeba walczyć systemowo

Nadciśnienie tętnicze, hipercholesterolemia i cukrzyca to w tej chwili największe zagrożenia zdrowotne. Aby skutecznie z nimi walczyć, potrzebne są rozwiązania systemowe i koordynowane działania.

Bardzo ważna jest też profilaktyka i uświadamianie Polaków, jak mogą minimalizować ryzyko wystąpienia danych chorób, gdyż powikłania mogą prowadzić często do zgonu. Takie wnioski płyną z debaty „Wyzwania polskiej kardiologii", zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą" w ramach akcji #zdroweserce.

Epidemia sercowców

Choroby układu krążenia pozostają głównym zabójcą Polaków na początku XXI wieku. – Musimy o tym mówić i uświadamiać to ludziom – podkreślił prof. Piotr Ponikowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). – Wielu osobom wydaje się, że wojna ze schorzeniami układu krążenia została wygrana, a tak nie jest – dodał.

Bardzo ważna jest prewencja, która musi zaczynać się bardzo wcześnie. Żeby odwrócić trend w perspektywie dwóch–trzech dekad musi być ona bardzo szeroka. W niektórych krajach na Zachodzie choroby układu krążenia nie są już przyczyną śmierci nr 1. Za dwie dekady podobnie może być w Polsce.

Ponikowski zaznaczył, że największym zagrożeniem, wręcz epidemią jest niewydolność serca. – Ludzi z tym problemem jest milion. Hospitalizacji z tego powodu jest 180 tys., więcej niż z powodu zawałów. To są olbrzymie koszty leczenia – mówił. Zdradził, że PTK wraz z NFZ chce wprowadzić unikalny w skali światowej koordynowany program nad niewydolnością serca, co pozwoli zahamować niekorzystny trend.

Prof. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, dodał, że w zakresie profilaktyki wciąż mamy bardzo dużo do zrobienia. – Dieta Polaków w ciągu ostatnich 15 lat się nie zmienia. Poprawiała się w latach 90., wtedy wydłużała się znacząco długość życia. Zmniejsza się aktywność fizyczna Polaków. Z tego powodu narastają otyłość i cukrzyca. To powoduje epidemię chorób układu krążenia, w tym niewydolności serca – tłumaczył Jankowski.

Świadomość zdrowia społecznego jest oparta na mitach. Wydaje się, że wszyscy biegają, ale na Twitterze i Facebooku. To nie jest rzeczywistość.

Aktywność fizyczna przeciętnego Polaka się zmniejsza. Stąd epidemia nadwagi, otyłości, cukrzycy. Do tego niska kontrola nadciśnienia tętniczego, dramatycznie niska kontrola hipercholesterolemii i brak zmniejszania się częstości palenia tytoniu (u młodych nawet się zwiększa). – Niewydolność serca jest końcowym stadium wielu chorób układu krążenia – podkreślił profesor.

Wiele osób nie modyfikuje trybu życia mimo zaleceń. Wiele osób przerywa leczenie. – Jeśli struktury państwa, urzędy centralne odpowiedzialne za zdrowie Polaków nie będą spełniały swojej funkcji, to będziemy mieć coraz gorsze konsekwencje związane z niezdrowym trybem życia – mówił Jankowski.

Skoordynowana opieka

Remedium na tę sytuację może być program Kompleksowej Opieki nad Osobami z Niewydolnością Serca (KONS) wzorowany na KOS-zawał. Wstępna koncepcja programu została już zaakceptowana. KONS pozwoliłby wejść pacjentowi do systemu. Po rozpoznaniu niewydolności serca pacjent będzie „zaopiekowany".

Kompleksowa opieka nad pacjentami z niewydolnością serca jest blisko, ale system skierowany do tak szerokiej populacji ludzi nie jest łatwy do wprowadzenia. Po nowelizacji rozporządzenia NFZ jest przygotowany do podpisania umów z wykonawcami, których jest na razie sześciu. W trakcie pilotażu mogą być włączone kolejne ośrodki. Po zakończeniu pilotażu NFZ jest przygotowany, żeby taki system upowszechnić.

Na przestrzeni dekad umieralność z powodu niewydolności serca znacznie się zmniejszyła. Prof. Ponikowski przypomniał, że 30 lat temu roczna śmiertelność wynosiła 40–50 proc., w ciągu trzech–czterech lat umierało 70–80 proc. osób. Dzisiaj ta śmiertelność spadła do kilkunastu procent. – Nie ma drugiej takiej gałęzi medycyny, żeby przy stosunkowo niewielkich nakładach, nieporównywalnych z onkologią, osiągnąć taki postęp – zauważył.

O kardiologii trzeba mówić jak o biznesie, w dobrym tego słowa znaczeniu. – Trzeba pokazać, że to się opłaca. Nie ma drugiej tak dochodowej dziedziny jak kardiologia. Przedłużenie życia w porównaniu z onkologią kosztuje nieporównywalnie mniej – podkreślał profesor. W najbliższych latach nakłady na ochronę zdrowia w Polsce będą rosły. – Wzrost nakładów powinien wyrównać niedofinansowanie kardiologii i innych chorób układu krążenia, tak żeby za kilka lat odpowiadały zagrożeniom, jakie te choroby niosą dla polskiego społeczeństwa – zaznaczył Jankowski.

Jeśli nie zmienimy nic w strukturze systemu ochrony zdrowia, to szacunkowy przyrost samym ostrych zespołów wieńcowych, w perspektywie do 2030 r., wynosi prawie 39 proc. dla mężczyzn i 42 proc. dla kobiet. – Dysponujemy już symulacjami pokazującymi, co się stanie, jeśli nie zmienimy nic. Patrząc na koszty pośrednie i bezpośrednie, jest to przyrost z ponad 40 mld do ok. 100 mld zł. To pokazuje skalę problemu – tłumaczył dr Krzysztof Chlebus z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wysoki cholesterol to też problem

Prof. Przemysław Mitkowski, przewodniczący Komisji Komunikacji PTK, zauważył, że przez tysiące lat ludzie umierali w wieku 30 lat z przyczyn urazowych, natomiast teraz są to choroby przewlekłe. – To, że śmiertelność z powodu niewydolności serca utrzymuje się na pewnym poziomie, jest zasługą postępu w opiece zdrowotnej – ocenił. Tłumaczył, że wyzwania zdrowotne w ciągu najbliższej dekady będą się przesuwały w kierunku leczenia chorób przewlekłych, a jednym z największych jest walka z niewydolnością serca. Jeżeli nie zapewnimy środków i logistyki obsługi pacjentów, to, jak podkreślał profesor, będziemy świadkami dramatycznego wzrostu śmiertelności.

Najbardziej rozpowszechnionym czynnikiem ryzyka, który doprowadza do problemów kardiologicznych, jest hipercholesterolemia, czyli podwyższony poziom cholesterolu w surowicy krwi. – 60 proc. Polaków nie ma świadomości, że ma podwyższony poziom cholesterolu, w ogóle nie wie, jaki ma jego poziom. Ponad 18 mln Polaków jest w takiej sytuacji – podał dr Chlebus. Niewielki odsetek z tych Polaków jest leczonych, skutecznie jeszcze mniej. Jest też specjalna grupa pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną. Wtedy skłonność do wysokiego poziomu cholesterolu jest dziedziczona genetycznie.

– Im wcześniej zaczynamy terapię, tym większa szansa odroczenia lub zmniejszenia odsetka problemów. Mamy szansę wpłynąć na to, że pacjent zmieni dietę, zacznie się ruszać, zmniejszy wagę – ocenił Chlebus.

Andrzej Śliwczyński z Narodowego Funduszu Zdrowia podkreślił, że w przypadku profilaktyki chorób kardiologicznych za 70–80 proc. działań odpowiada sama osoba zainteresowana własnym zdrowiem. Ważne są np. badania robione, co dwa–trzy lata. – Druga rzecz to monitorowanie leczenia, które jest wdrożone. Badania pokazują, że po 90 dniach skłonność do sukcesywnego i prawidłowego stosowania zaleceń lekarskich w zakresie terapii spada dramatycznie. Trzy miesiące to maksimum, kiedy pacjent wytrzymuje w reżimie terapeutycznym, później przestaje stosować się do zaleceń lekarskich – tłumaczył. – W przypadku chorób krążenia możemy sami przeciwdziałać temu, że zachorujemy, chociażby badając ciśnienie. Profilaktyka jest potężnym narzędziem, które możemy wykorzystać, aby uchronić siebie – dodał.

Cukrzyca – cichy zabójca nr 3

Do grupy cichych zabójców, oprócz nadciśnienia tętniczego i hipercholesterolemii należy zaliczyć cukrzycę. – To stany kliniczne, które przez długi czas nie bolą, nie powodują żadnego dyskomfortu. Zaczynamy się martwić, kiedy wystąpią powikłania, a jest to za późno – tłumaczył Mitkowski. – Jeśli skończyliśmy 30 lat, powinniśmy okresowo wykonywać badania profilaktyczne – dodał.

Pacjenci pytani o aktywność fizyczną zawsze przyznają, że są aktywni, bo mylą pojęcia. Mówią, że ciężko pracują, chodzą do pracy itd. – Ale nie o taką aktywność chodzi. Chodzi o taką, która trwa co najmniej 40 minut z tętnem 130 na minutę przez 5 dni w tygodniu. Wtedy pacjent mówi „tak to się nie ruszam" – zdradził Mitkowski.

Wśród osób z chorobą niedokrwienną serca cukrzycę ma nawet ponad 40 proc. chorych. – Śmiertelność z powodu powikłań cukrzycy to aż 15 przypadków na 100 tys. w ciągu roku – mówił Mitkowski. Mamy zawały serca, chorobę miażdżycową kończyn dolnych, udary mózgu. Równie groźne są zmiany w małych naczyniach. Zapadalność na cukrzycę wzrasta. Stopień otyłości w Polsce rośnie dramatycznie. Szczególnie latem widać, ile osób ma nadwagę. Otyłość powoduje oporność na działanie insuliny. Trzustka nie jest w stanie wyprodukować tyle insuliny, żeby wpływać na tkankę tłuszczową. – To jeszcze przyspiesza procesy patologiczne w naczyniach – tłumaczył.

Dr Chlebus wyliczył, że mowa o 2,168 mln osób. – Jak połączymy to z odsetkiem osób, które się nie leczą, nie mają rozpoznanej cukrzycy, to rząd wielkości 2,68 mln polskich pacjentów. To miara i skala tego problemu – ocenił.

Dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreślił, że potencjał lekarzy rodzinnych w profilaktyce jest niewykorzystany, a cukrzyca jest najbardziej istotnym przykładem. – Liczba chorych w populacji zwiększa się. W mapach potrzeb zdrowotnych wskaźnik cukrzycy wynosi 8 proc., a problem narasta. Istotne jest tworzenie rozwiązań systemowych. Programy realizowane przez samorządy terytorialne w przypadku cukrzycy wydają się tanimi i prostymi. Polegają na wykrywaniu choroby i edukacji zdrowotnej – tłumaczył.

– Pacjenci z wykrytą cukrzycą nie mają zapewnionego odpowiedniego leczenia. Cały czas mamy spór kompetencyjny między lekarzami rodzinnymi i diabetologami. W systemowy sposób udało się określić model leczenia kardiologicznego, ale w cukrzycy mamy porażkę. Dalej nie wiemy, który pacjent ma być leczony przez lekarza rodzinnego, a który przez diabetologa, jaka jest rola internistów, nie ma kompetencji i standardów – dodał.

Przypomniał, że cukrzyca to choroba populacyjna i prowadzi do powikłań. Zainwestowanie istotnych środków finansowych w obszarze cukrzycy przyniesie gigantyczne korzyści, czyli zmniejszenie wydatków w kardiologii, neurologii, nefrologii, unikniemy utraty wzroku czy amputacji kończyn.

Szymon Chrostowski z Koalicji Serce dla Cukrzycy zaznaczył, że to zrzeszenie pacjentów wokół problematyki cukrzycy, której powikłaniem są zdarzenia związane z układem sercowo-naczyniowym.

– Nasza rola jest taka, żeby wspierać Polskie Towarzystwo Kardiologiczne i wszystkich interesariuszy, którzy działają na rzecz poprawy sytuacji chorych – mówił.

Pacjenci wykazują wiele problemów, które napotykają po interwencji w szpitalu. Mają opiekę w momencie, kiedy występuje zdarzenie kardiologiczne, np. zawał, natomiast problem jest po. Pacjenci często trafiają drugi raz do szpitala z tym samym zdarzeniem. – Jeśli jest zawał, wzywa się karetkę i pacjent trafia na zwykły SOR. Kiedy informuje, że jest pacjentem kardiologicznym i powinien znaleźć się w zupełnie innym miejscu, musi być zamawiana druga karetka. A brak koordynacji po leczeniu powoduje, że po miesiącu pacjent znowu trafia do szpitala – mówił Chrostowski.

Cukrzyca nie jest tylko domeną lekarzy, którzy zajmują się diabetologią. – Leczenie musi być oparte o współpracę lekarzy wielu specjalizacji. Gros powikłań cukrzycy związany jest z kardiologią. Stąd projekt Serce dla Cukrzycy, gdzie wskazujemy, że to jest wspólny problem – zaznaczył.

Profilaktyka jest tym elementem, który w Polsce nie zaistniał w świadomości społecznej i decydentów. Koncentrujemy się cały czas na medycynie naprawczej.

Jankowski podkreślił, że nie można zapominać o profilaktyce. – Systemowo trzeba zapobiegać wystąpieniu cukrzycy, a nie koncentrować się tylko na leczeniu – mówił.

Śliwczyński zauważył, że pacjent zazwyczaj nie choruje na jedną chorobę tylko kilka. – Powinniśmy zacząć mówić o zarządzaniu zdrowiem – zaznaczył. – Wielochorobowość pacjenta będzie kolejnym etapem, z którym przyjdzie nam się zmierzyć – dodał.

SZANSA NA NOWE LEKI

Powikłania sercowo-naczyniowe, takie jak zawał serca czy udar mózgu, to wciąż największy problem chorych na cukrzycę. W Ministerstwie Zdrowia toczą się prace nad rozszerzeniem katalogu opcji terapeutycznych dla pacjentów cierpiących na cukrzycę, dzięki którym można by zmniejszyć ryzyko najgroźniejszych skutków choroby. Nowoczesne leki kardioprotekcyjne znacznie przyczyniłyby się do ograniczenia kosztów leczenia powikłań sercowo-naczyniowych, a więc kosztów ponoszonych przez NFZ – co wielokrotnie podkreślali na łamach „Rzeczpospolitej" zarówno kardiolodzy, jak i diabetolodzy. W nawiązaniu do debaty „Wyzwania współczesnej kardiologii" poprosiliśmy Ministerstwo Zdrowia o wypowiedź na temat możliwości refundacji leków kardioprotekcyjnych stosowanych w leczeniu cukrzycy. Zgodnie z odpowiedzią MZ obecnie rozpatrywane są wnioski o objęcie nowych, dotychczas nierefundowanych leków stosowanych w leczeniu cukrzycy. Są to: empagliflozyna, kanagliflozyna, dapagliflozyna i semaglutyd. Rozpatrywany jest m.in. wniosek o refundację leku Jardiance (empagliflozinum) we wskazaniu: Leczenie pacjentów stosujących leki hipoglikemizujące z wyłączeniem insuliny z niewystarczająco kontrolowaną cukrzycą typu 2 oraz udokumentowaną chorobą układu sercowo-naczyniowego (zawał serca lub niestabilna dławica piersiowa lub choroba niedokrwienna serca potwierdzona w koronarografii lub testami wysiłkowymi lub udar mózgu lub choroba zarostowa tętnic obwodowych). Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydał pozytywną rekomendację dla objęcia leku refundacją. Jednak Komisja Ekonomiczna podjęła uchwałę, w której poziom ceny leku uznała za nieodpowiedni. W ostatnim czasie wnioskodawca przedstawił nową propozycję cenową. Minister zdrowia po przeanalizowaniu oferty cenowej oraz po zapoznaniu się z całością zebranego w sprawie materiału ma wydać decyzję w sprawie. Jak poinformowało Ministerstwo Zdrowia, rozpatrywane są również wnioski o objęcie refundacją leków: Invokana (canagliflozinum), Forxiga (dapagliflozinum), Ozempic (semaglutidum). Po uzyskaniu pozytywnej rekomendacji AOTMiT wnioski zostały przekazane do negocjacji cenowych z Komisją Ekonomiczną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA