fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Najnowsze metody leczenia arytmii: Serce na trójwymiarowej mapie

Adobe Stock
Stosujemy wszystkie osiągalne metody leczenia arytmii. Niestety, nie wszystkie są refundowane, a dostępność dla pacjentów jest niedostateczna – mówi prof. Oskar Kowalski z Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

"Rz" Ilu Polaków cierpi na arytmię?

Profesor Oskar Kowalski: Szacuje się, że najpowszechniejszy rodzaj arytmii, czyli migotanie przedsionków, może dotyczyć nawet miliona Polaków. Ich liczbę trudno określić precyzyjnie, bo choroba bywa bezobjawowa. Dopiero obecnie analizowane wyniki badania NOMED-AF przybliżą rzeczywistą liczbę polskich pacjentów z migotaniem przedsionków. U tych, którzy nie odczuwają tej arytmii albo odczuwają ją bardzo delikatnie, pierwszym poważnym objawem może być udar mózgu. 

A ci, którzy trafią do lekarza jeszcze przed udarem?

Oceniamy ryzyko udaru niedokrwiennego mózgu. Jeśli jest wysokie – zaczynamy stosować leczenie lekiem przeciwzakrzepowym. Leki te mogą niestety powodować działania uboczne, od podkrwawiania z nosa aż po krwawienia np. z przewodu pokarmowego. Osobom, u których takie leczenie powoduje dokuczliwe lub groźne krwawienia, można zabiegowo implantować do serca specjalną zatyczkę, która zamyka miejsce będące najczęstszym miejscem powstawania skrzeplin – tzw. uszko lewego przedsionka. Po tym zabiegu pacjent nie musi brać leków przeciwzakrzepowych. Natomiast u części chorych możliwe jest całkowite usunięcie migotania przedsionków lub przynajmniej zmniejszenie częstości jego występowania. Uzyskuje się to, wykonując zabieg ablacji. W ostatnich latach liczba takich zabiegów rośnie w Polsce i obecnie wynosi ponad 11 tys. na rok.

Czy w dziedzinie ablacji jesteśmy tak dobrzy, jak w leczeniu zawału, gdzie wymienia się nas w jednym rzędzie z Niemcami czy Holendrami?

Poziom opieki nad pacjentem z zawałem serca i leczenia inwazyjnego tej choroby jest obecnie w Polsce na bardzo wysokim poziomie i nie ustępuje nawet krajom tzw. starej Unii. Niestety, liczba zabiegów ablacji jest dużo mniejsza. Ustępujemy nie tylko takim krajom jak Niemcy czy Francja, ale również np. Czechom, czyli krajowi o podobnym potencjale finansowym. Pomimo stale rosnącej ich liczby dostępność procedur jest wciąż niewystarczająca, a czas oczekiwania na zabieg – zbyt długi. A to także ma przecież wpływ na skuteczność ablacji migotania przedsionków. Im krótszy czas trwania arytmii, a jej postać mniej złożona, tym lepsze są wyniki leczenia.

Czy w samych technikach ablacji doganiamy sąsiadów?

Dysponujemy porównywalnymi umiejętnościami i stosujemy niemal wszystkie dostępne na świecie techniki. Ablacje migotania przedsionków można wykonać z użyciem specjalnych kriobalonów, które schładzając tkankę serca, niszczą uszkodzone włókna. Inne metody zakładają tworzenie specjalnej trójwymiarowej mapy jamy serca. Mamy systemy elektroanatomiczne, pozwalające na zbudowanie map oddających nie tylko dokładny kształt jamy serca, ale również sposób rozprzestrzeniania się pobudzenia elektrycznego. Tego rodzaju systemy 3D są także podstawą nie tylko do ablacji migotania przedsionków, ale także do ablacji arytmii komorowych. Częstoskurcz komorowy czy migotanie komór to arytmie już bezpośrednio zagrażające życiu człowieka. Najczęściej zdarzają się u pacjentów z uszkodzonym wcześniej, np. w przebiegu zawału, sercem. Dziś wiemy, że u niektórych chorych ryzyko groźnej arytmii komór jest duże. Możemy takiemu pacjentowi implantować urządzenie, które samo wykrywa arytmie i może ją przerwać wyładowaniem elektrycznym, ratując życie. To tzw. wszczepialny defibrylator-kardiowerter. Jeśli jednak arytmie się powtarzają, aby uniknąć bolesnych interwencji defibrylatora, wykonuje się ablacje w komorach serca. Do tego celu też wykorzystuje się systemy anatomiczne 3D.

A co z urządzeniami wszczepialnymi?

Jeśli chodzi o defibrylator-kardiowerter, nowością są tzw. defibrylatory podskórne. W odróżnieniu od urządzeń starszego typu, których elektrody są mocowane w sercu przez układ żylny, tu elektroda biegnie tylko pod skórą pacjenta na ścianie klatki piersiowej. Pozwala to uniknąć infekcji elektrody znajdującej się w sercu i zakażenia serca. Inną nową technologią jest tzw. stymulator bezelektrodowy. To urządzenie wielkości dużej pigułki, którą w całości umieszcza się w sercu. Można je jednak na razie zastosować u niektórych pacjentów, służą bowiem wyłącznie do stymulacji komór serca. Zgodnie ze stanowiskiem polskich ekspertów największą korzyść z implantacji stymulatora bezelektrodowego mogą odnieść pacjenci ze zwiększonym ryzykiem infekcji rozrusznika lub u których już wcześniej klasyczny układ stymulujący był zainfekowany, a także ci, u których stymulację będzie trzeba stosować bardzo długo, a więc u osób młodych. Stymulatory bezelektrodowe, defibrylatory podskórne, jak również znaczna część klasycznych urządzeń wszczepialnych może być monitorowana zdalnie.

W jaki sposób?

Za pomocą przekazu telekomunikacyjnego. Pacjent może dostać przystawkę wielkości telefonu komórkowego, którą podłącza w domu koło łóżka. Ta przystawka codziennie zbiera dane wszczepionego urządzenia i wysyła je do szpitalnego serwera. Dzięki temu kardiolog może sprawdzić, czy urządzenie działa prawidłowo lub czy nie ma innych sygnałów mówiących o pogarszaniu stanu zdrowia chorego. Niestety, podobnie jak stymulatory bezelektrodowe, telemonitoring urządzeń wszczepialnych obecnie nie jest w Polsce refundowany. Szkoda, bo to nowoczesne i efektywne metody leczenia, niewątpliwie poprawiające jakość opieki nad pacjentami z chorym sercem.

Materiał powstał w ramach cyklu "Rzeczpospolitej" Przyszłość Ochrony Zdrowia w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA