fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Likwidacja odliczenia w PIT z tytułu składki zdrowotnej i koszty świadczeń

123RF
Przemysław Wojtasik
Likwidacja odliczenia w PIT z tytułu składki zdrowotnej i przerzucenie kosztów świadczeń dla pacjentów na powiaty obciąży nie tylko budżety lokalne, ale i obywateli.

Samorządowcy nie zostawiają suchej nitki na reformach ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

– Po niekonstytucyjnym zapisie o dokupowaniu przez samorządy świadczeń zdrowotnych dla swoich szpitali minister serwuje nam podwyżkę podatków – oburza się Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. – W dokumencie udostępnionym na stronie resortu zdrowia czytamy, że przychody Państwowego Funduszu Celowego „Zdrowie" będą pochodzić z podatku dochodowego od osób fizycznych, przynajmniej w wysokości odpowiadającej zlikwidowanej uldze w postaci odliczenia części składki ubezpieczenia zdrowotnego. Ulga wynosi 7,75 proc., co znaczy, że podatki wzrosną, bo zamiast jednej składki zdrowotnej będziemy płacić nowy podatek, stanowiący hybrydę daniny na opiekę zdrowotną, ZUS i podatku dochodowego, ale już bez ulgi – dowodzi Wójcik.

Władysław Kosiniak-Kamysz, szef Polskiego Stronnictwa Ludowego, zgadza się, że kwota, która dziś jest odliczana, może być po reformie przekazywana do „Zdrowia".

Dziś składkę zdrowotną możemy odliczyć od podatku. Ale tylko w części – konkretnie 7,75 proc. podstawy jej wymiaru. Do ZUS odprowadzamy zaś składkę w wysokości 9 proc. podstawy wymiaru. 1,25 proc. przepada, tej kwoty od niczego nie odliczymy, przedsiębiorcy nie zaliczą jej też do kosztów uzyskania przychodów.

Projekt w listopadzie

Czy wprowadzenie jednolitej daniny i – co za tym idzie – likwidacja ulgi na składkę zdrowotną spowodują wzrost obciążeń?

– Wszystko zależy od tego, ile będzie wynosić ta jednolita danina – mówi doradca podatkowy Grzegorz Gębka. – Jeśli będzie to suma dotychczasowych obciążeń (ubezpieczenie społeczne, zdrowotne oraz liczony od dochodu PIT), możemy na tym stracić, bo nie pomniejszymy już podatku o część składki zdrowotnej (tak jak teraz). Jeśli jednak będzie to kwota niższa, efekt będzie neutralny albo nawet na tym zyskamy.

O tym, w którą stronę pójdą zmiany, dowiemy się w listopadzie, kiedy resortowy projekt przeniesienia środków na służbę zdrowia do budżetu ma trafić do Sejmu. Wedle harmonogramu przedstawionego przez ministerstwo w dokumencie „Narodowa Służba Zdrowia. Strategia zmian w systemie ochrony zdrowia w Polsce" ustawa zostanie podpisana w grudniu tego roku, a w życie wejdzie w styczniu 2018 r.

Działacze samorządowi podają w wątpliwość wyliczenia ministra Radziwiłła. Członkowie Konwentu Marszałków Województw zauważyli, że według materiału przedstawionego przez ministra zdrowia wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB w 2025 r. planowany jest nie w odniesieniu do obecnego 4,8 proc., ale 4,38 proc. PKB.

– Z danych na stronie resortu wynika, że w 2017 r. na ochronę zdrowia państwo przeznaczy właśnie 4,38 proc. PKB. Z prostej arytmetyki wynika, że to o 4 mld zł mniej niż obecnie – mówi Olgierd Geblewicz, przewodniczący Konwentu Marszałków, marszałek województwa zachodniopomorskiego.

Sporny procent

– Minister tłumaczył, że nie zmniejszy to znacznie obecnej kwoty, ale nawet jeśli uwzględnić wzrost środków w budżecie, trzeba odjąć fundusze na planowane podwyżki pracowników służby zdrowia – przekonuje Geblewicz. I zapowiada, że jako prezes Związku Województw wystąpi do ministra zdrowia z prośbą o podanie na piśmie, jaki procent PKB będzie w przyszłym roku przeznaczony na ochronę zdrowia.

Samorządowcy nie wycofują się z planu zaskarżenia do Trybunału Konstytucyjnego nowelizacji ustawy o działalności lecznicznej. Zgodnie z nią samorządy mogą kupować świadczenia zdrowotne dla swoich mieszkańców, jeśli podległemu im szpitalowi skończy się kontrakt z NFZ. Uważają, że przepis jest niekonstytucyjny, bo narzuca podwójne płacenie za opiekę zdrowotną – ze składki zdrowotnej i z części podatku dochodowego, która przeznaczana jest na samorządy.

– Czym innym jest finansowanie programów profilaktycznych i badań przesiewowych, co samorządy robiły do tej pory, a czym innym finansowanie medycyny naprawczej – mówi Kosiniak-Kamysz. – To przerzucanie na i tak biedne już samorządy odpowiedzialności za ochronę zdrowia – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA