fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Nic nie uda się bez reform

Ivan Miklosz
AFP
Na to, by gospodarka ukraińska osiągnęła obecny poziom polskiej, Ukraińcy muszą poczekać nawet 25 lat - uważa Ivan Miklosz,szef doradców gospodarczych rządu ukraińskiego Ivan Miklosz, b. wicepremier Słowacji, szef doradców gospodarczych rządu Ukrainy

Czy obecne tempo ukraińskich reform wystarczy, aby dokonała się tam prawdziwa transformacja?

Przez ostatnie półtora roku Ukraińcy zrobili więcej, niż podczas poprzednich 23 lat. Ale reformy, to trudny proces polityczny i jest to nie tylko problem ukraiński, powinni to pamiętać również Polacy. 25 lat temu, kiedy Polska była liderem w regionie, a Słowacja, Węgry i Czechy ją naśladowały, ostateczny efekt reform był nieznany. Nie wiedzieliśmy wtedy jaki jest ostateczny cel, ani jak do niego dojść. Ukraińcy mają komfort, bo wiedzą, choćby co się sprawdziło, co zawiodło. Ale mają i obciążenia — bo odziedziczyli dysfunkcyjne skorumpowane państwo, dodatkowo zaatakowane przez Rosjan. Dzisiaj Ukraińcom brakuje silnego przywództwa, braku jedności w koalicji oraz skutecznego komunikowania o tym, co już udało się zrobić, więc niezadowolenie cały czas rośnie. Ukraińcy wcale nie uważają, że reformy mają na celu poprawę kondycji kraju.

A rozumieją że z reformami jest tak, że zanim dostrzega się korzyści, sytuacja czasowo się pogarsza?

To byłoby jeszcze do przełknięcia. Nie do przełknięcia jest to, że różnica w poziome dochodów jest tam chyba dzisiaj największa na świecie. Kryzys oznacza, że w latach 2014/2015 gospodarka zmniejszy się o 25 procent. Inflacja na koniec kwietnia 2015 w porównaniu z 2014 wyniosła 60 proc. Dochody realne spadają. W I kwartale tego roku liczba osób, których nie stać na kupowanie wystarczającej ilości żywności zwiększyła się z 10 do 20 proc. I nikt nie tłumaczy, że pogorszenie sytuacji nastąpiło nie z powodu reform, ale z powodu ich braku w przeszłości. Każdy z naszych krajów, które prowadziły transformację gospodarczą przeszedł przez recesję, bądź o nią się otarł. Doświadczyliśmy tego i my i Polska. Wiedzieliśmy jednak, że nie jest to efekt presji ze strony wierzycieli, czy wymogów MFW, tylko lat zaniedbań i błędów gospodarczych. Sam nie widziałem w życiu kraju, którego gospodarka byłby tak bardzo poniżej swojego potencjału. A zmienić to mogą jedynie reformy Tak naprawdę udała się tylko jedna — policji — szybko wprowadzona, dobrze komunikowana i widoczna. Policjanci zaczęli dobrze zarabiać i widzą czym grozi korupcja. Dzisiaj 88 proc. mieszkańców Kijowa ufa policji. Przed reformą było to zero.

Pan, jako doradca rządu, nie ma wpływu na politykę informacyjną?

Naciskam ile mogę. Ale nie zawsze jestem zrozumiany. Większość członków ukraińskich władz nie ma politycznego oświadczenia, bo przyszła z biznesu.

Kiedy Ukraińcy negocjowali wsparcie MFW ustalono, że muszą zostać wprowadzone działania osłonowe dla najbardziej narażonych na niekorzystne efekty reform. Czy to działa?

Działa, ale nie tak, jak powinno. Subsydia do rachunków za gaz otrzymują też zamożni ludzie, a powszechnym odczuciem jest, że koszty energii wzrosły znacznie bardziej, niż  w rzeczywistości. Do kwietnia 2015 rachunki za gaz pokrywały 12 proc. kosztów. Kiedy przyszła reforma najwięcej skorzystali na niej najwięksi konsumenci, chociażby podgrzewający baseny w ogrodach. Zmiany cen gazu zostały rozłożone w czasie i  Ukraińcy płacą 50 proc. realnej ceny, w 2016 będzie to 75 proc. Od kwietnia 2017 nie będzie subsydiów.

Ukraina straciła bazę przemysłową na wschodzie. Co w przyszłości stanie się siłą napędową gospodarki tego kraju?

Restrukturyzacja. Jeśli spojrzymy na ofertę eksportową Ukrainy dzisiaj i Polski 25 lat temu, można je z powodzeniem porównać. Polska tracąc część rynku rosyjskiego zrestrukturyzowała gospodarkę, przeorientowała ją. Na Ukrainie sankcje rosyjskie, wojna handlowa mają fatalne skutki, ale restrukturyzacja i polityka też pomogą w przeorientowaniu ze wschodu na zachód. Ale nic się nie uda bez reform. Tylko wtedy przyjdą inwestycje, ale znów — przyjdą, jeśli poprawi się otoczenie biznesu.

Co zaskakujące na Ukrainie w najtrudniejszych latach dla Ukraińców rozwinął się sektor usług. We Lwowie powstało centrum IT. Głównym artykułem eksportowym pozostają maszyny i przemysłowa masówka i pewnie tak będzie w przyszłości, bo  jest doskonale wyszkolona siła robocza, a ludzie są gotowi pracować ciężko za niewielkie pieniądze. Rolnictwo też będzie ważne, bo   kraj ma doskonałe ziemie i kulturę ich uprawy. Tyle, że kiedy rozparcelowano kołchozy,  ziemię przekazano   pracownikom, którzy nie mają prawa do jej odsprzedaży. To kolejna inwestycyjna bariera i problem bardzo drażliwy politycznie. Jest jeszcze energetyka. Mało znany jest fakt, że Ukraina ma 3. co do wielkości w Europie, po Rosji i Norwegii   rezerwy gazu, ropy i węgla. Mimo to Ukraińcy importowali większość gazu z Rosji, w 2014 ten udział spadł do 46 proc. I znów: Ukraińcy energię wykorzystują bardzo nieefektywnie, 10-krotnie gorzej, niż wynosi średnia krajów OECD. Gdyby wykorzystywali ją tak, jak chociażby Rosjanie, Ukraina mogłaby nie tylko nie importować gazu, ale nawet go eksportować. Dzisiaj wydobycie gazu jest małe, bo ceny są niskie i regulowane przez państwo, więc inwestycje są nieopłacalne.

Ukraina ma za sobą trudne stosunki z MFW, zazwyczaj umowy były zrywane po wypłacie I transzy. Czy sądzi pan, że tym razem porozumienie zadziała?

Już działa. Przeglądy dowiodły, że reformy są wprowadzane, chociaż z opóźnieniem. To pierwsze porozumienie, które naprawdę jest wprowadzane w życie. Jest lepiej, niż w Grecji i niż na samej Ukrainie w przeszłości.

Ukraińcy, którzy pracują w Polsce pytają za ile lat będą mieli gospodarkę w takim stanie, jak Polska. Co im odpowiedzieć?

Polsce zajęło to 25 lat. Tyle samo muszą poczekać.

Na koniec „nie  ukraińskie" pytanie. Dlaczego pana zdaniem Polska przegrała ze Słowacją konkurencję o 3 ważne inwestycje motoryzacyjne w tym niedawno — o Jaguara?

To proste, chodzi o reformy wprowadzane zgodnie z ustalonym harmonogramem. Wszystkie kraje wyszehradzkie walczyły o te inwestycje, ale najlepszy klimat wokół biznesu był zawsze na Słowacji. W przypadku Słowacji doszedł jeszcze przejrzysty system fiskalny — podatek liniowy. I kolejny argument za Słowacją — członkostwo w strefie euro. W 2003 roku, nawet zanim staliśmy się członkiem Unii Europejskiej podjęliśmy konkretne decyzje dotyczące przyjęcia euro. I zrobiliśmy to, chociaż warunki były niekorzystne — w środku kryzysu: 1 stycznia 2009 roku. Taką przewidywalność inwestorzy lubią najbardziej.

Ivan Miklosz jest słowackim ekonomistą. Był dwukrotnie wicepremierem-ministrem finansów Słowacji, ostatni raz w latach 2010-2012. Nagradzany był jako najlepszy minister finansów w Europie Środkowej i Wschodniej. Od tego czasu najczęściej zajmuje się doradzaniem rządom prowadzącym transformację gospodarczą, w tym od maja 2015 - rządowi Arsenija Jaceniuka. Absolwent Uniwersytetu ekonomicznego w Bratysławie. Ma 55 lat.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA