fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Piotr Woźny: Nasza gra przyniosła efekty

Fotorzepa, Robert Gardziński
To, kto wykonuje prawo głosu z akcji Exatela, nie ma większego znaczenia – mówi prawnik i były wiceminister cyfryzacji, a obecnie doradca ministra rozwoju Piotr Woźny. Jego zdaniem cyfryzacja szkół w Polsce jest na półmetku.

Rz: Jedni mówią o panu wizjoner, inni – gracz. Uważa się pan za gracza?

Uważam, że aktywność w sferze publicznej to pewnego rodzaju gra społeczna. Przyszedłem do administracji z grą, która była jasna: szkoły w Polsce mają mieć światłowodowy dostęp do internetu, dzieci mają uczyć się programowania.

Można mówić o sukcesie projektu „cyfryzacja szkół w Polsce"?

Jesteśmy na bardzo ważnym półmetku tego projektu.

A pan z tramwaju wysiadł.

Okrętowałem się na pokład Ministerstwa Cyfryzacji (MC) na wyprawę, która miała trwać 13 miesięcy – do końca 2016 r. Mój angaż przewidywał przeprowadzenie drugiego konkursu 1. osi programu operacyjnego „Polska cyfrowa" (POPC). Przedłużyłem go o trzy miesiące. Jesteśmy w ważnym momencie, bo udało się nam precyzyjnie opisać rzeczywistość, postawić diagnozę, że problem wykluczenia cyfrowego dotyczy 19,5 tys. szkół, znaleźć operatorów, którzy deklarują, że podłączą dużą część szkół z własnych środków, i zbić argumenty Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej (KIKE), która uważała, że na podłączenie szkół światłowodem trzeba wydać 4 mld zł ze środków publicznych. Musieliśmy się zderzyć jako administracja z ludźmi, którzy tworzyli często swoje biznesy przy wykorzystaniu dotacji unijnych na podłączanie gospodarstw domowych, a którzy wyciągnęli przeciwko nam zarzuty, że nasz projekt jest nierealny i pochłonie wszystkie pieniądze z POPC.

Wyciągnęli oręż i dostali miliard, ktoś może rzec.

Wycięcie polskich małych i średnich przedsiębiorstw z dostępu do usług sektora finansowego to równie istotny problem jak deficyt dostępu szerokopasmowego w szkołach, ale nie chciałbym, aby ktoś miał wrażenie, że to środowisko KIKE dostało od resortu cyfryzacji miliard złotych wsparcia. Ten 1 mld zł to róg obfitości dla rynku telekomunikacyjnego. Wyobrażam sobie, że z czasem będzie mógł zostać wykorzystany inaczej, jako środki krajowe.

Na jakim etapie są projekty, którymi zajmował się pan w MC?

Gdy odchodziłem, eksperci kończyli ocenę merytoryczną wniosków o dotacje na kilkunastu obszarach spośród 67, na które spłynęły wnioski operatorów (według stanu na 12 maja CPPC, czyli Centrum Projektów Polska Cyfrowa, zakończyło proces oceny wniosków złożonych w 61 obszarach konkursowych, co oznacza, że zadanie to zrealizowane zostało w 91 proc.). Od początku spójnie komunikowaliśmy, że tempo, w jakim przeprowadzamy konkursy, ma związek z wymaganą przez Komisję Europejską absorpcją środków unijnych. Odpowiadałem za te kwestie w MC i mogę powiedzieć, że w październiku ub.r. dysponowaliśmy certyfikacją na poziomie 7 mln zł i przez sześć miesięcy udało nam się ją doprowadzić do 350 mln zł, a do końca roku kwota ta musi urosnąć do 520 mln zł. Szacowaliśmy, że około 140 mln zł musi pochodzić z certyfikacji zaliczek wypłaconych z tytułu umów w realizowanym II konkursie.

Sieci komórkowe w tym konkursie nie wystartowały, a przekonywał pan, że to zrobią.

Pytała pani, czy jestem graczem... Otóż jestem bardzo zadowolony z gry, którą przeprowadziliśmy, aby zbudować zainteresowanie tym konkursem.

Co się dzieje z ustawą o tzw. operatorze sieci edukacyjnej?

Odchodząc z resortu, zostawiłem projekt ustawy gotowy w 95 proc. do wysyłania do konsultacji międzyresortowych. Koncepcja zasadniczo sprowadza się do tego, aby NASK, który uzyskuje właśnie status państwowego instytutu badawczego (obecnie jest instytutem badawczym), mógł uzyskiwać dotację na realizację zadania operatora sieci edukacyjnej.

Odszedł pan, gdy Exatel trafił pod skrzydła ministra obrony. Czy ktoś tu przegrał?

To, że Exatel został wyniesiony z Polskiej Grupy Energetycznej o częściowo prywatnym akcjonariacie i trafił bezpośrednio w ręce Skarbu Państwa, to dobry ruch. Po 16 miesiącach działania w administracji państwowej na styku z najbardziej wrażliwym elementem infrastruktury teleinformatycznej państwa – Zintegrowaną Infrastrukturą Rejestrów, na której działa System Rejestrów Państwowych – jestem przekonany, że w Polsce jest miejsce na państwowego operatora infrastruktury. To kwestia szeroko pojętego bezpieczeństwa cybernetycznego. Wydaje się, że wielkim wyzwaniem dla poszczególnych resortów jest właściwe zagospodarowanie tego aktywa, aby rzeczywiście było w stanie służyć administracji rządowej, aby możliwe było zbudowanie czegoś, czego przez lata nie było: infrastruktury teleinformatycznej stanowiącej end-to-end własność państwa, łączącej agendy państwa, samorządu terytorialnego, komisariaty policji etc. Pamiętajmy, że Exatel nie dysponuje własną siecią dostępową i że jego pełna „państwowość" jest iluzoryczna, bo korzysta głównie z sieci dostępowej operatora zewnętrznego. Dlatego ma przed sobą długą drogę. Nie wyobrażam sobie, aby mógł ją przejść harmonijnie bez współpracy MSWiA, MON i MC.

Nie wolałby pan, by głos z akcji Exatela wykonywała minister cyfryzacji, a nie szef MON?

Personalia nie mają tu większego znaczenia. Porównałbym tę sytuację z cyberbezpieczeństwem państwa: ustalenia, których muszą dokonać tu poszczególni kluczowi decydenci (MC, MON, MSWiA i minister koordynator służb specjalnych), można transponować na Exatela, uzgadniając, w jaki sposób nim zarządzić.

CV

Piotr Woźny był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Cyfryzacji do 30 marca 2017 r. Absolwent Wydziału Prawa na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Przed przyjęciem teki w MC partner w kancelarii GWW. W latach 2000–2001 wiceminister łączności w rządzie Jerzego Buzka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA