fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynajem

Oszuści. Studenckie przeboje mieszkaniowe

Nie tylko na warszawskim rynku działają naciagacze mieszkaniowi
materiały prasowe
Oszustów na rynku mieszkań jest coraz mniej. Nadal jednak działają i naciągają naiwnych. Nie zawsze na pieniądze.

Oto historie trzech młodych osób, które miały przeboje związane wynajętymi w stolicy mieszkaniami.

Oszust z Żelaznej

Gerard, 26 lat, zajmuje się obsługą gości hotelowych:

- Jakiś czas temu szukałem kawalerki do wynajęcia. Trafiłem na odpowiednie lokum w Internecie. Mieszkanie mieściło się przy ul. Żelaznej 58. Umówiłem się telefonicznie. Na miejscu zastałem młodego mężczyznę. Powiedział, że jest synem właścicieli, a lokum jest przepisane na niego, dlatego zajmuje się wynajmem. Wyglądał wiarygodnie.

Cena najmu była bardzo atrakcyjna, bo tylko 1,3 tys. zł czynszu plus kaucja tej samej wartości. Po krótkim namyśle uznałem, że wynajmę to mieszkanie. Mężczyzna miał już gotowe umowy do podpisania, więc spisaliśmy dane z dowodów osobistych. Wpłaciłem kaucję plus 300 zł - zaliczkę na pierwszy czynsz. Powiedział, że to w ramach opłaty rezerwacyjnej.

Do lokalu miałem się wprowadzić na początku kolejnego miesiąca. Mężczyźnie to pasowało, gdyż chciał mieszkanie odświeżyć - pomalować ściany etc. Umówiliśmy się na telefon w połowie kolejnego tygodnia oraz na przekazanie kluczy.

Po dwóch dniach od podpisania umowy, dzwoniłem do tego mężczyzny, ale telefon milczał – był wyłączony. Trochę się zmartwiłem, że coś mu się mogło stać, w końcu mogło się coś stać. Kolejny dzień minął, a jego telefon milczał dalej.

Następnego dnia wieczorem poszedłem do tego mieszkania. Ochroniarz z budynku pokazał, które to są okna, żebym mógł zobaczyć, czy światło się pali, czy ktoś jest w domu. Światło się paliło. Wcześniej dzwoniłem domofonem, ale nikt nie odbierał. Ochroniarz jednak mnie wpuścił. Ku mojemu zaskoczeniu drzwi otworzyły trzy dziewczyny. Były lekko wystraszone, ale wpuściły mnie do środka. Okazało się, że wynajęły to mieszkanie na dobę od jakiegoś starszego pana. Zaczęło mi się to nie podobać. Wziąłem kontakt do tego starszego pana.

Następnego dnia zadzwoniłem pod podany numer i okazało się, że to człowiek z agencji nieruchomości, która zarządza wynajem kilku lokali w okolicy oraz że zajmuje się wynajmowaniem mieszkań na doby. Wyjaśnił, że w ciągu ostatnich dwóch dni jestem kolejną osobą , która dzwoni do niego z prośbą o wyjaśnienia.

Jak się okazało, mężczyzna, z którym podpisałem umowę i któremu dałem pieniądze, sam wynajął to mieszkanie na trzy doby. W tym samym czasie zrobił zdjęcia lokum i podszył się pod właściciela. Dał ogłoszenie w Internecie. Umawiał się z ludźmi na oglądanie mieszkania, a że cena była atrakcyjna ludzie byli zainteresowani wynajem i wpłacali mu pieniądze. Tak oszukał kilka par. Po trzech dniach zniknął.

Trafiałem na oszusta. Sprawę zgłosiłem na policję. Okazało się, że mężczyzna o takim nazwisku i imieniu jest poszukiwany za podobne wyłudzenia i oszustwa w całej Polsce.

Naciąganie na dodatkowy czynsz

Kinga 22 lata, studentka prawa:

- Pierwszą osobą, od której wynajmowałam mieszkanie, był starszy mężczyzna. Zawsze, przynajmniej z dwudniowym wyprzedzeniem informował, którego dnia i o której godzinie zjawi się po czynsz.

Inwestował w lokal, upewniał się, że wszystko sprawnie działa. Naprawiał, co trzeba było. Sam rozliczał rachunki i czynsz. Z wyprowadzką również nie miałyśmy problemu. Bez problemu zostałyśmy zwrot kaucji.

Niestety, w przypadku kolejnego mieszkania, nie miałyśmy tyle szczęścia. Właścicielka nie inwestowała w lokal. Nie chciała wymienić starych, popsutych sprzętów.

Nie dostawałyśmy rachunków na czas. Miałyśmy wiele przypadków, gdzie właścicielka żądała rozliczenia z przed ponad 6 miesięcy - wszystkich rachunków naraz.

Czynsz był pobierany przez właścicielkę osobiście raz w miesiącu. Przychodziła jednak bez wcześniejszego uprzedzenia lub dzwoniła na 10 minut przed pojawieniem się w mieszkaniu. Powodowało to częste problemy, gdyż nieuprzedzone nie byłyśmy przygotowane do zapłaty albo po prostu nie było nas w mieszkaniu.

Przed wyprowadzką pojawiły się problemy z wypowiedzeniem umowy. Wypowiedzenie miało nastąpić z zachowaniem miesięcznego okresu, czego dotrzymałyśmy. Ale wypowiedziałyśmy umowę ustnie, więc właścicielka lokum zażądała od nas dodatkowo pieniędzy za kolejny jeszcze miesiąc.

Poza tym w trakcie okresu wypowiedzenia kobieta przyprowadzała ludzi oglądających mieszkanie, informując nas o tym zaledwie z 10-minutowym wyprzedzeniem lub nawet wtedy, gdy nie było nas w domu. Dobrze, że udało nam się w końcu rozstać.

Najemca i sprzątacz w jednym

Lorina 20 lat , studentka dziennikarstwa:

- Znalezienie odpowiedniego współlokatora nie jest rzeczą prostą. We wrześniu postanowiłam rozpocząć studia w Warszawie, a ponieważ pochodzę z innego miasta, byłam zmuszona wynająć pokój. Niestety, nie wspominam tego okresu dobrze.

Na pewno nigdy więcej nie zdecyduję się na współdzielenie mieszkania razem z jego właścicielem. Narzucanie przez tą osobę własnych zasad, nie było przyjemne. Czułam się z tym bardzo źle, lecz nie to było najgorsze.

Najgorzej wspominam sytuację, w której właścicielka mieszkania oskarżyła mnie o dokonanie zniszczeń, których się nie dopuściłam. Chodziło o ślady, które widniały w części wspólnej lokalu, z której obie korzystałyśmy. Natomiast mój pokój pozostał w stanie nienaruszonym - w takim samym, w jakim go wynajęłam.

Po serii pretensji,postanowiłam się stamtąd jak najszybciej wyprowadzić. Rozpoczęłam poszukiwania, ale w listopadzie znalezienie odpowiedniego lokum nie było już łatwe. Mimo negatywnych doświadczeń, znowu zdecydowałam się wynająć pokój, dzieląc mieszkanie z jego właścicielką.

Początkowo wszystko było jak należy, dogadywałam się ze swoją współlokatorką bez żadnych zastrzeżeń. Szybko jednak okazało się, że zamieszkałam z największą bałaganiarą, jaką miałam dotychczas okazję poznać. Sama nie utrzymywała czystości, ale wymagała tego ode mnie. Dla mnie nie było z tym żadnego problemu, ponieważ należę do osób, które lubią porządek. Natomiast zaczęło mi przeszkadzać to, że tylko ja dbałam o czystość w mieszkaniu, przez co czułam się wykorzystywana. Postanowiłam porozmawiać o tym ze swoją współlokatorką.

Nasza rozmowa nie przyniosła zamierzonych skutków. Sytuacja pozostawała bez zmian. Kiedy zaproponowałam wprowadzenie grafiku, w którym rozpisane zostałyby dyżuru sprzątania zostałam wyśmiana i usłyszałam od właścicielki lokum, że na pewno nie będę jej ustawiać w jej własnym mieszkaniu.

W efekcie byłam zmuszona sprzątać za nas obydwie, jeśli chciałam tam mieszkać. Ponieważ miałam dosyć szukania kolejnego pokoju, zostałam. Bałam się też, że mogę trafić dużo gorzej. Postanowiłam przemęczyć się do końca czerwca.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA