fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynajem

Były na doby, są na kwarantannę

Lokali szukają m.in. powracający z zagranicy Polacy, ale też pracujący u nas cudzoziemcy, którzy muszą się odizolować na dwa tygodnie
shutterstock
Mieszkań na odbycie kwarantanny poszukują osoby powracające z zagranicy. A lokale blisko szpitali wynajmują lekarze.

Pandemia koronawirusa wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w krótkoterminowym wynajmie mieszkań. Turyści i biznesmeni masowo odwołują rezerwacje. Wynajmowane na doby lokale opustoszały z dnia na dzień. W samej tylko Warszawie, jak podaje ogólnopolskie Stowarzyszenie Właścicieli Mieszkań na Wynajem Mieszkanicznik, takich lokali jest 1,6 tys.

Przez tydzień obowiązywał nawet zakaz wynajmu krótkoterminowego wprowadzony rozporządzeniem ministra zdrowia. Szybko został zniesiony, co sytuacji właścicieli nieruchomości wcale nie zmienia. Żaden podróżny do nich przecież nie zajrzy. Wystarczą strach i wprowadzony właśnie zakaz przemieszczania się.

Ozon i detergent

Tymczasem rośnie popyt na mieszkania, w których można odbyć kwarantannę. – Lokali szukają m.in. powracający z zagranicy Polacy, ale też pracujący u nas cudzoziemcy, którzy muszą się odizolować na dwa tygodnie – opowiada Jacek Kusiak, założyciel i prezes Mieszkanicznika. Do stowarzyszenia zgłosiła się na przykład Francuzka, która nie chciała, ale i nie bardzo mogła, zamknąć się w swoim mieszkaniu na 14 dni.

– Sytuacje są bardzo różne, ktoś boi się o starszych członków rodziny, o żonę, dzieci – mówi Jacek Kusiak. – Mieszkań na wynajem blisko szpitali szukają pielęgniarki, lekarze. Nie chcą wracać do domów po całonocnych dyżurach. A członkowie naszego stowarzyszenia są gotowi przystąpić do umów w trybie specustawy i włączyć się w działania sztabu kryzysowego, udostępniając lokale jako miejsca do kwarantanny – podkreśla. Taką deklarację Mieszkanicznik złożył już w ministerstwie.

Ogłoszenia osób poszukujących lokali mnożą się w mediach społecznościowych. – Cudem udało się nam wrócić z nart za granicą. Dwutygodniowej kwarantanny, ze względu na osoby, z którymi mieszkamy, nie uda się nam odbyć w naszym mieszkaniu. Szukamy dużego domu pod Warszawą – pisze ktoś na Facebooku. Ktoś inny szuka „samotnego", niedużego lokalu w stolicy.

Na Okęciu w Warszawie kwarantannę odbywają np. dwaj studenci, którzy uczyli się za granicą w ramach Erasmusa. Rodzice ich stamtąd szybko ewakuowali i wynajęli mieszkanie w stolicy. Właściciel niespecjalnie się bał. Lokal wyczyści, zdezynfekuje. Mieszkania na kwarantannę to towar pilnie poszukiwany także w innych miastach.

Tylko do wtorku 24 marca do Mieszkanicznika zgłosiło się ponad 150 właścicieli nieruchomości z Warszawy, chętnych wynająć lokale w tym celu. Do tej pory oferowali je na doby. – Część właścicieli ma po kilka nieruchomości, więc ta oferta jest większa. I rośnie z dnia na dzień – podkreśla Jacek Kusiak.

W innych miastach są to już dziesiątki mieszkań. Licznik rośnie. Stowarzyszenie pomaga kojarzyć strony – poszukujących i oferujących lokale. Udostępnia specjalny formularz. Trzeba też wypełnić ankietę.

Właściciele mieszkań muszą odpowiedzieć na kilka pytań. Np. „Czy jesteś w stanie przeprowadzić okresowe ozonowanie, włączanie lamp UV i stosowanie środków wirusobójczych do dezynfekcji w toalecie, dezynfekcji powierzchni stałych i dezynfekcji rąk?", „Czy jesteś w stanie na okres kwarantanny uruchomić usługę kateringu/dostarczania jedzenia?", „Czy jesteś w stanie (...) uruchomić usługę częstszego sprzątania (nawet codziennie)?". – Jesteśmy dobrze przygotowani, spełniamy wszelkie wymogi bezpieczeństwa – podkreśla Kusiak.

Szybkie wyprzedaże

Marcin Krasoń, ekspert portalu Obido.pl, ocenia, że "mieszkania na kwarantannę" nie będą zjawiskiem na wielką skalę. - To kosztuje, a w sytuacji niepewności ludzie będą oszczędniej wydawać pieniądze - wyjaśnia. - Pewnie znajdzie się trochę chętnych i skorzystają oni z oferty osób, które dotąd prowadziły działalność w formie najmu krótkoterminowego, a teraz ich biznes stoi. Ale nie sądzę, by było takich osób dużo. Większość odbywa kwarantannę po prostu w miejscu zamieszkania - dodaje.

Pytany, czy te „kwarantanny" to jakiś ratunek dla mieszkań, które opustoszały, Leszek Hardek, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN), ocenia, że część właścicieli na pewno myśli o minimalizowaniu strat. Ale, jak dodaje, pod uwagę trzeba wziąć także ewentualne problemy wspólnot czy spółdzielni.

– Zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy z 2008 roku o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi to właściciel, posiadacz lub zarządzający jest obowiązany utrzymać nieruchomość w należytym stanie higieniczno-sanitarnym – mówi ekspert PFRN. – Nie sądzę, aby takie dodatkowe koszty – a usługi te na pewno zdrożeją – w swoich budżetach przewidziały spółdzielnie czy wspólnoty.

Bo, jak ocenia, dezynfekować być może trzeba będzie nie tylko samo mieszkanie po „kwarantannie". – Pojawiają się też inne pytania – mówi ekspert. – Jaki będzie stosunek mieszkańców budynku do tego rodzaju działalności? Czy taki wynajem służy zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych? Czy lokal jest użytkowany zgodnie z przeznaczeniem?

Podobne pytania, a przynajmniej część, można by jednak zadać w przypadku kwarantanny odbywanej w mieszkaniu wynajmowanym długoterminowo czy nawet we własnym lokalu. A gdzieś trzeba ten czas przetrzymać. No i nie każdy przecież zachoruje.

Jedno jest pewne. Jak podkreśla Marcin Krasoń, triumfy święcić będą za to, i już zresztą święcą, "biznesy dezynfekujące". - Widać to po cenach wszelkich środków, które wręcz eksplodowały - zauważa ekspert Obido.pl. - Jest to jednak sukces krótkoterminowy, pandemia minie i chętnych na zakup będzie znów mniej.

Część inwestorów zarabiających dotąd na wynajmie w panice porzuca biznes. Planuje nieruchomość sprzedać. Już pojawiają się ogłoszenia o wyprzedażach mebli i sprzętu z takich mieszkań. Tanio można kupić pościel, czajniki, stosy ręczników, łóżka, czasem nawet dobry telewizor. Ratuj się, kto może.

Barbara Bugaj, główny analityk rynku nieruchomości w SonarHome, zwraca tymczasem uwagę, że wiele lokali poza centrum miast nie miało obłożenia cały rok. Jesienią i zimą były wynajmowane od czasu do czasu, a ruch turystyczny rósł od maja.

– Dlatego część właścicieli nie zareaguje nagle na obecne zmiany – ocenia ekspertka. – W złej sytuacji znajdą się ci, dla których wynajem był głównym lub znaczącym źródłem zarobku. Wtedy pierwszą możliwością jest najem długoterminowy albo wynajem lokalu na pokoje. Dla pracowników branż, które najmocniej odczuwają pandemię (gastronomia, handel) jest to bardzo trudny okres. W tych sektorach często pracują ludzie młodzi, na umowach śmieciowych – zwraca uwagę.

Dodaje, że można również zaoferować mieszkanie pracownikom, którzy muszą pozostać w danym mieście. Pojedynczy lokal może się niektórym wydawać bezpieczniejszy niż hotel.

– Sprzedaż mieszkania wydaje się być ostatecznością – ocenia Barbara Bugaj. – To rozwiązanie mogą rozpatrywać osoby, które nie mogą poradzić sobie z brakiem dochodu z najmu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA