fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Czy polskie płace mogą szybciej gonić zachodnie?

Fotorzepa/Michał Walczak
Praca jest nad Wisłą wciąż żenująco tania na tle krajów UE. Państwo może pomóc we wzroście wynagrodzeń, ale nie musi to być galopada płacy minimalnej.

Przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu była o 6,6 proc. wyższa niż rok wcześniej – podał w czwartek GUS. I sięgnęła już dość imponujące kwoty 5084 zł brutto miesięcznie. Jednak nie zmienia to faktu, że poziom zarobków w Polsce wciąż należy do najniższych wśród krajów UE.

W ogonie Europy

Jak wynika z danych Eurostatu, praca jednej zatrudnionej osoby w Polsce kosztowała w 2018 r. średnio 14,9 tys. euro rocznie. To tylko 27 proc. tego, ile kosztuje przeciętny pracownik w Belgii, 34 proc. – w Niemczech i 69 proc. – w Grecji. W relacji zaś do średniej unijnej to tylko 40 proc., co daje nam niezbyt zaszczytne, czwarte miejsce od końca wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. 

Czytaj także: Moody’s: Nowy rząd zaszkodzi konkurencyjności Polski 

Nieco lepiej jest jeśli weźmiemy pod uwagę siłę nabywczą naszych wynagrodzeń. W takim ujęciu praca kosztuje w Polsce 68 proc. średniej unijnej (i 62 proc. poziomu w Niemczech). Ale to i tak piąte miejsce od końca w UE.

Na przestrzeni lat udaje nam się nadrabiać dystans do krajów zachodniej Europy, ale zdaniem polityków PiS, tempo nadganiania jest zbyt wolne. Pytanie: czy można to tempo jeszcze „podkręcić"?

– Poziom płac jest zawsze uzależniony od poziomu produktywności pracy. Jeśli chcemy móc więcej płacić pracownikom, polskie firmy muszą wytwarzać lepsze produkty o wyższej wartości dodanej – mówią zgodnie ekonomiści. Ale oprócz podnoszenia produktywności, można też sięgnąć po inne sposoby.

Miejsce na podwyżki

– Jeśli luka w stosunku do Unii w zakresie produktywności pracy jest mniejsza niż luka w zakresie kosztów pracy, to tworzy się przestrzeń, by płace rosły szybciej niż wydajność bez naruszania konkurencyjności gospodarki – zauważa Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Bank Polski.

W Polsce taka przestrzeń istnieje – wynika z analizy „Rzeczpospolitej". W ujęciu realnym wydajność pracy jest o ok. 9,5 pkt wyższa niż koszty pracy (w relacji do średniej unijnej), a w ujęciu nominalnym – o 4,7 pkt proc.

– Wypełnianie tej przestrzeni już się zresztą odbywa na poziomie rynkowym – zaznacza Bujak. Presja płacowa wywołana brakiem pracowników jest tak silna, że już od kilku lat wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw rosną szybciej niż produktywność.

– W tym kontekście także podwyżka płacy minimalnej, którą zapowiedział rząd, nie powinna zagrozić konkurencyjności gospodarki. Za to może sprzyjać obserwowanym w innych krajach, np. w Niemczech, pozytywnym efektom, takim jak przesunięcie podaży pracy z mniej do bardziej efektywnych branż i firm – wyjaśnia Bujak.

Wystąpienie tych pozytywnych efektów zależy od kondycji rynku pracy, tzn. czy będzie on w stanie wchłonąć osoby, które ewentualnie stracą posadę. – Obecnie rynek pracy wciąż ma się dobrze, moim zdaniem okoliczności są więc sprzyjające dla podwyżki płacowego minimum – uważa Bujak.

Równowaga pryśnie

– Propozycja rządu podwyżki płacy minimalnej o 80 proc. w ciągu czterech lat jest radykalnym pomysłem, uderzy w mniejsze firmy – ripostuje jednak Ignacy Morawski, ekonomista ze SpotData. – Nie widzę potrzeby takich radykalizmów, gdy wynagrodzenia i tak szybko rosną – mówi. I zaznacza, że w ogóle zamiast się zastanawiać, jak przyspieszyć wzrost płac i tempo gonienia UE, rząd powinien się zastanowić, co zrobić, by obecne, rekordowe tempo konwergencji nie spowolniło.

– Warto byłoby przyjrzeć się strukturze opodatkowania – sugeruje z kolei Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Generalnie praca jest opodatkowana znacznie mocniej niż konsumpcja. Moim zdaniem warto obniżyć daniny nakładane na dochody, a zwiększyć te inne.

Ekonomista opowiada się też przeciwko skokowej podwyżce płacy minimalnej. – Obecnie mamy względną równowagę płac i wydajności, co widać po równowadze między importem i eksportem. Jeśli rząd mocno zwiększy koszty pracy, nasze produkty nie zaczną się lepiej sprzedawać za granicą, za to Polacy chętniej będą kupować produkty z importu. Równowaga pryśnie – ostrzega.

Presja płacowa słabnie

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu było o 2,6 proc. wyższe niż rok wcześniej – podał w środę GUS. Podobny wzrost odnotowano w sierpniu, ale to znacznie mniejsza dynamika niż jeszcze rok temu, gdy zatrudnienie rosło o ponad 3 proc. Tym samym można stwierdzić, że firmy wciąż potrzebują nowych pracowników, ale popyt na pracę nie jest już tak duży. Nieco mniejsza wydaje się także presja płacowa – przeciętne wynagrodzenie wzrosło we wrześniu rok do roku o 6,6 proc., podczas gdy w sierpniu – o 6,8 proc., a w lipcu – o 7,4 proc. – Negatywny wpływ na dynamikę wynagrodzeń może mieć m.in. coraz ostrożniejsza polityka płacowa firm, które przygotowują się na zmiany instytucjonalne na rynku pracy – komentuje Jakub Olimpra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – Zmiany te, oddziałujące w kierunku wzrostu kosztów pracy, obejmują wejście w życie PPK, planowane zniesienie limitu składek ZUS, a także zapowiadany silny wzrost płacy minimalnej w kolejnych latach – uważa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA