fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory do PE

Polscy marynarze głosu w wyborach nie mają

Fotorzepa, Beata Kitowska
Kilka komisji na statkach i brak możliwości głosowania korespondencyjnego – marynarze to największa grupa wykluczona z wyborów.

„Baltic Beta", „Petrobaltic", „Oceania" i „Baltica" – na tych statkach powstaną obwody do głosowania w nadchodzących wyborach europejskich. Tak wynika z projektu rozporządzenia ministra gospodarki morskiej, nad którym kończą się prace w rządzie. Jednak w praktyce statki będą dwa, bo „Baltic Beta" i „Petrobaltic" to platformy wydobywcze i wiertnicze. Oznacza to, że znaczna część marynarzy będzie pozbawiona prawa głosu.

W Polsce marynarzy jest około 40 tys. Ilu będzie na morzu w dniu wyborów?

– Można szacować, że mniej niż połowa – mówi kpt. Tadeusz Hatalski, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie. – Marynarze aktywni obywatelsko są bardzo rozżaleni brakiem możliwości udziału w wyborach. To największa grupa wyborców pozbawiona prawa głosu – podkreśla.

Podobnie było w poprzednich wyborach. Podczas elekcji do Sejmu w 2015 r. powstało tylko pięć obwodów na statkach, podobnie jak w eurowyborach w 2014 r. Głównym powodem jest to, że głosować można na jednostkach polskich, czyli pływających pod polską banderą, a takich praktycznie nie ma. Z 96 naszych statków handlowych pod rodzimą banderą pływa w żegludze międzynarodowej tylko sześć. Na rufie pozostałych powiewają flagi m.in. Liberii i Bahamów.

Jednak w tych wyborach marynarze mają trudniej niż w przeszłości. Dzięki zmianom wprowadzonym za rządów PO mogli, tak jak wszyscy wyborcy, głosować korespondencyjnie. W 2017 r. PiS zmieniło jednak kodeks wyborczy, ograniczając taką możliwość tylko do niepełnosprawnych.

Głosowanie korespondencyjnie nie było zbyt dogodne dla marynarzy przebywających długo na morzu, bo pakiet do głosowania nadchodził na wskazany adres kilka dni przez wyborami. Obecnie wielu z nich nie może głosować wcale.

Czy likwidacja głosowania korespondencyjnego była błędem? Nie uważa tak poseł PiS Marcin Horała. – Głosowanie musi być tajne, bezpośrednie, a przestępstwem jest wyniesienie karty z lokalu wyborczego. A jednocześnie wysyłamy kartę drogą korespondencyjną i w żaden sposób nie możemy sprawdzić, czy zostały zachowane elementarne zasady dotyczące głosowania. Te argumenty przeważyły – wyjaśnia.

Jego zdaniem problemem nie są przepisy kodeksu wyborczego, lecz fakt, że polscy armatorzy rzadko wybierają rodzimą banderę. Dlaczego tak się dzieje? Głównym powodem jest to, że pod tanimi banderami armatorzy nie płacą składek na ubezpieczenie społeczne marynarzy.

Pomysły na powrót statków pod polską banderę pojawiają się od lat, a obecnie pracują nad nimi Narodowa Rada Rozwoju i Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Szef biura prasowego ministerstwa Michał Kania informuje, że resort przygotowuje dwie nowelizacje ustaw w tej sprawie: o podatku dochodowym od osób fizycznych i systemie ubezpieczeń społecznych.

Czy powrót marynarzy pod polską banderę i umożliwienie korzystania z prawa głosu kilkudziesięciu tysiącom osób wpłynęłoby na wynik wyborów? W 2015 r. nie było widać, by ta grupa była spolaryzowana politycznie. W wyborach do Sejmu na dwóch statkach zwyciężyła PO, na jednym Kukiz'15, a na obu platformach – PiS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA