fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Nie żyje o. Maciej Zięba. Był wrażliwy na świat. Polski Kościół wiele stracił

Ojciec Maciej Zięba
Ojciec Maciej Zięba
Fotorzepa, Piotr Nowak
Ojciec Maciej Zięba należał do grona osób, które na trwale zapisały się do historii, do tych tytanów, bez których polska transformacja byłaby inna.

Był jedną z ważniejszych postaci polskiego kościoła wywodzących się z klasycznej formacji konserwatywno-liberalnej. Był więc fizykiem, teologiem, zakonnikiem – był przez szereg lat Prowincjałem Dominikanów, działaczem antykomunistycznej opozycji, publicystą, działaczem społecznym, twórcą Instytutu Tertio Millenio, współzałożycielem wielu instytucji takich jak krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej, gdańskiego Europejskiego Centrum Solidarności i wielu wielu innych. Występował w radio, telewizji, przez internet – szczególnie w ostatnimi roku – głosił rekolekcje, występował na webinariach, pisał poważną publicystykę dla poważnych tytułów: publikował m.in. w „Plusie Minusie” czy „Rzeczpospolitej”.

Czytaj więcej: Nie żyje dominikanin o. Maciej Zięba

Poza wolną i demokratyczną Polską (działał we wrocławskiej opozycji od wczesnych lat siedemdziesiątych!), miał drugą wielką miłość: społeczne nauczanie Jana Pawła II. I temu poświęcił większą część swojego życia. Jako popularyzator Jana Pawła II i duchowy ojciec wielkiego środowiska, jakim był Instytut Tertio Millenio, przez którego szkoły zimowe, jesienne, czerwcowe zjazdy, przewinęły się setki czy nawet tysiące młodych ludzi, którzy dzięki Ziębie poznawały społeczne nauczanie polskiego papieża, które na początku lat dziewięćdziesiątych chciało wytyczyć drogę polskiej polityki po komunizmie. Jan Paweł II nie szukał żadnej trzeciej drogi między komunizmem a kapitalizmem, miedzy demokracją a autorytaryzmem. Nie, polski papież jednoznacznie stanął po stronie wolnorynkowej kapitalistycznej gospodarki i demokratycznym ustrojem, które jednak musiały być silnie ograniczane pewnymi wartościami, pewną kulturą i tradycją. Zięba szybko zrozumiał, że chrześcijaństwo nie może się stać polityczną ideologią, że istnieje spore ryzyko instrumentalizacji religii w polityce, że to ryzyko istniej zarówno ze strony agresywnie antyklerykalnej lewicy jak i fundamentalistycznej prawicy.

Czytaj także: Ojciec Maciej Zięba: Kościół ortodoksyjny, a zarazem otwarty

Choć polityka go bardzo interesowała i pociągała, zawsze przypominał wszystkim w swoim otoczeniu, że każda działalność publiczna musi mieć fundamenty w silnej wierze i duchowości. Że rzeczywistości nie zmienia się siłą polityczną, ale zmianą w sferze metapolitycznej – kulturze, debacie publicznej i intelektualnej. Dlatego przyjął wezwanie, które w latach 90tych powierzył mu Jan Paweł II prosząc o to, by stworzył miejsce, które będzie się zajmowało studiami nad społecznym nauczaniem Kościoła i jego popularyzacją i przez dwadzieścia pięć lat z mniejszą lub większą intensywnością się temu wyzwaniu poświęcił. Ale by aspekt duchowości nie ucierpiał, kilka lat temu postanowił dla swojego środowiska dwa razy do roku organizować w podwarszawskich Laskach organizować rekolekcje. Uważał, że dyskusje, lektury, pisanie, wszystko ma sens, gdy wynika z wiary.

Z ojcem Ziębą znałem się właściwie całe swe dorosłe życie. Spotkałem go pierwszy raz jako student filozofii, gdy pojechałem na przełomie wieków na szkołę zimową Tertio Millenio. Rok później brałem udział w jednej ze Szkół Letnich, na których wykładały takie postaci jak George Weigel, o. Richard Neuhaus, Michael Novak czy Rocco Butiglione. Potem nasze szlaki przecinały się na różnych drogach mego życia – i prywatnego, i zawodowego. Przez ostatnie lata nie tylko współpracowaliśmy przy okazji Instytutu Tertio Millenio, ale długo rozmawialiśmy przez telefon, szczególnie w miesiącach jego choroby. Mimo cierpienia i osłabienia wciąż pozostawał aktywny, wciąż pisał, spierał się. Gdy ukazał się raport dotyczący pedofili Theodore’a McCarricka chciał wyjaśnić wszelkie jego niuanse, pokazać, że to Jan Paweł II stał się ofiarą kłamstw amerykańskiego kardynała, a nie kimś, kto tuszował jego przestępstwa.

Cechowała go głęboka mądrość, nieustannie czytał, chętnie dyskutował. Lubił przysiadać się do stolików, przy których dyskutowali młodsi od niego o dwa pokolenia studenci i spierał się z nimi, jak z równymi. Był też wrażliwy na świat i jego piękno. Często gdy do niego dzwoniłem, najpierw słyszałem w słuchawce Bacha, którego pasjami słuchał, a dopiero potem jego głos.
Należał też do tego pokolenia, dla którego wiara nie kolidowała z nauką. Sam był fizykiem i uważał, jak Jan Paweł II pisząc „Fides et ratio”, że rozum i wiara to dwa skrzydła, za pomocą których ludzki duch poznaje prawdę. Ale równocześnie wiedział, że poszukiwanie prawdy jest celem, którego nigdy w pełni nie osiągniemy. Że tylko głupcy są w stanie uznać, że posiedli prawdę, a równocześnie wiedział, że tych głupców wcale nie jest mało. Często przypominał modlitwę o to, byśmy zawsze „szukali prawdy, a znalazłszy, nigdy nie przestali jej szukać”.

I dlatego też nie był bezkrytyczny wobec Kościoła, ani wobec Jana Pawła II, za ucznia którego się uważał. Krytykował źle pojmowany klerykalizm, krytykował traktowanie kapłaństwa jako zwykłego zawodu, niski poziom wykształcenia księży. Ale był zawsze gotów bronić i Kościoła i polskiego Papieża, gdy byli nieuczciwie atakowani.

Na koniec roku nie mogło być chyba smutniejszej wiadomości. Bo śmierć ojca Macieja Zięby to wielka strata dla polskiego Kościoła i dla polskiej inteligencji. I dla wszystkich, dla których był autorytetem i przewodnikiem. Przynajmniej tyle, że umarł w swoim Wrocławiu, który tak kochał.

Żegnaj, Ojcze Macieju!

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA