fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Kornel Morawiecki. Prawdziwy buntownik z wyboru

Kornel Morawiecki (1941-2019)
Fototrzepa/ Jerzy Dudek
Kornel Morawiecki był czystej krwi bojowcem, gotowym poświęcić wszystko.

Mieszkanie składało się z dwóch pomieszczeń: pokoju i wielofunkcyjnej kuchni. Sito odbijało się w pokoju na ławie pod telewizorem. Irenka cięła niedużą gilotyną odbite już kartki A4 na pół, żeby format był poręczniejszy. Wojtek, który zanim go wyrzucili, pracował w Inco, z dumą chwalił niespełna dwuletniego potomka, który z determinacją opierał się o drzwi. – Jeszcze nie gada, ale wie, że trzeba drzwi pilnować, tak go w Solidarności Walczącej wyszkoliliśmy – śmiał się.

Mieszkanie było we Wrocławiu gdzieś przy Prusa. Drukarnia działała przez kilka lat, bo Solidarność Walcząca miała najmniej wpadek. Dziś ta scenka przypomina czytankę z książki dla młodzieży wydanej ku pokrzepieniu serc, ale wtedy, w latach 80. tak to właśnie smutno, a zarazem romantycznie i patriotycznie wyglądało.

U Kornela Morawieckiego drukowali właściwie wszyscy. Albo dlatego, że nie mieli swoich drukarni, albo dlatego, że zaliczyli wpadkę. Chętnie też oddawało się Walczącej bibułę w kolportaż, bo docierała najszerzej. A SW brała wszystko, co mieściło się w kanonie szeroko pojętej walki z komuną.

W drugiej połowie lat 80. wrocławska opozycja nie tylko była podzielona światopoglądowo i życiorysowo – na tych, którzy związani byli z Regionem NSZZ „S”, i tych, którzy postanowili iść własną drogą organizacyjną – jak Kornel Morawiecki, ale także pokoleniowo – na tych szczelnie zakonspirowanych i na tych, którzy wobec osłabienia władz PRL-u, czy też przyjęcia nieco bardziej liberalnego kursu, postanowili działać otwarcie – na ulicy albo w różnych grupach politycznych, takich jak ruch Wolność i Pokój czy też happeningowo, jak Pomarańczowa Alternatywa. Oczywiście robienie jednego i drugiego było zabronione, bo nie da się być w konspiracji pod własnym nazwiskiem. Tylko jak wytłumaczyć młodemu drukarzowi z podziemia, że nie wolno mu się przyłączyć do happeningu obśmiewającego rocznicę rewolucji październikowej?

– Jak ja wam wtedy zazdrościłem! – powiedział mi kiedyś szczerze Kornel Morawiecki, kiedy go zapytałam, czy podobało mu się to, co robiła młoda opozycja we Wrocławiu.

Kornel był czystej krwi bojowcem, gotowym poświęcić wszystko dla swojej walki. To miało bardzo ciężkie konsekwencje dla niego, oderwanego od pracy i normalnego życia, i dla jego rodziny. Kiedy żyje się cały czas w podziemiu, nie ma od działalności żadnej ucieczki, nie ma wczasów i momentu zapomnienia podczas górskiej wycieczki.

Dlatego tak ważne dla tamtej opozycji było to, że Kornel nie daje się złapać, że jego SW walczy gdzieś tam w podziemiu. Szacunek był powszechny. Nawet jeśli najmłodszy narybek zaraz koło symbolu Polski Walczącej domalowywał sprayem – zgodnie z wrocławskim obyczajem – krasnoludka.

Ważne było też to, że Kornel Morawiecki ze swojej bezkompromisowej postawy nie zrezygnował po 1989 roku. Być może mylił się, nie siadając do Okrągłego Stołu, być może nie powinien go przewracać kiedyś w studio TV podczas przedwyborczej debaty. Może. Ale za to niewielu polityków starszego pokolenia może powiedzieć dziś o sobie, że nie wzięli udziału w grzechach założycielskich, które przydarzyły się III RP. Jego późny polityczny come back – jako posła ruchu Kukiz’15 – nie był przypadkowy. W pewnym sensie, deklarując ogromne przywiązanie do ojczyzny i wartości patriotycznych, był anarchistą i na taką właśnie organizację czekał, by móc głosić prymat narodowego ducha nad państwem, które – jakie by nie było – od młodości uważał za twór opresyjny. Bo był urodzonym buntownikiem.

I to do jego drogi pasują najbardziej słowa Norwida:

Oni sprawują rząd bez-osobiście,
Miastem nieraz władną młodziki (!),
A tłum, groźny, ich słucha uroczyście:
To – buntowniki!…

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA