fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Węgiel

Możliwy rozwód górników z rządem

Fotorzepa/Tomasz
Rozlewa się fala niezadowolenia w kopalniach. Związkowcy, słysząc o ich likwidacji, czują się oszukani. W JSW domagają się już powrotu czternastek.

W czwartek odbędą się akcje informacyjne, tzw. masówki w pierwszym zakładzie – jedynym fedrującym węgiel w ramach Spółki Restrukturyzacji. Z kolei na piątek zapowiadane jest referendum strajkowe.

Powód? Makoszowy znalazły się na liście zakładów do zamknięcia – uzgodnionej przez rząd z Brukselą.

Są na niej też Pokój I, Sośnica, Rydłutowy, Śląsk i Krupiński. W zamian KE zgodziła się na wydanie z naszego budżetu 8 mld zł, głównie na osłony dla odchodzących górników.

Fala niezadowolenia rozlewa się z Makoszowów także ze względu na niedotrzymane – zdaniem działaczy – słowo premier Beaty Szydło. Podczas kampanii wyborczej przed zabrzańską kopalnią obiecała, że żaden zakład posiadający złoża nie zostanie zlikwidowany. – Jeśli tego typu zobowiązania padają, to powinno się je realizować, a nie znacząco zmieniać zdanie – stwierdza Mariusz Wakuła z ZZ Kadra.

Z zapowiedzi przedwyborczych udało się zrealizować to, że faktycznie nikt nie straci pracy. Bo ci niezainteresowani pieniędzmi zostaną przeniesieni do czynnych zakładów, zwłaszcza że w niektórych już zaczyna brakować kadry.

Ale górnicy mówią o wymieraniu całych miast żyjących z górnictwa. Mają też zastrzeżenia do szczerości intencji prowadzonego dialogu, choć przyznają, że był lepszy niż za poprzedniej ekipy.

To rozgoryczenie i brak wiary w szczerość intencji przy rozmowach o scenariuszach alternatywnych dla kopalń – jak sygnalizują nasi rozmówcy – sprawiły, że sygnalizowane na posiedzeniu komisji przez związki Krupińskiego żądania renegocjacji układów zbiorowych przywracających 14. pensje i deputaty stały się faktem.

Tłumaczą to m.in. „istotną poprawą sytuacji finansowej JSW". Tyle że po trzech kwartałach br. strata netto spółki przekraczała 286,4 mln zł, a ostatnie zwyżki wyceny akcji na GPW (w środę spadły jednak o blisko 9,5 proc.) były właśnie efektem prowadzonej restrukturyzacji – w tym ograniczenia płac (i wzrostu cen węgla na rynkach światowych).

– Jest oddolny ferment – przyznają działacze z central związkowych. – Na posiedzeniu regionu dostałem słowo od górniczej „S", że poprą nasze działania, jeśli taka będzie wola pracowników – mówi Andrzej Chwiluk, przewodniczący ZZG w Makoszowach.

Czy będzie rozwód z rządem? – Nie ma mowy o rozwodzie tam, gdzie nie było konsumpcji małżeństwa. Na razie rozmawiamy. Ale jeśli rząd zacznie mówić o kolejnych kopalniach do likwidacji, to powiemy „sprawdzam" – twierdzi Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący ZZG. – Oprócz zmiany retoryki rządu niepokoi mnie też inna kwestia. W kontekście decyzji unijnej równoległe z negocjacjami w Brukseli spotkania rady dialogu w sprawie alternatyw dla Krupińskiego i Makoszowów okazują się nic niewarte – zauważa Dominik Kolorz, szef Zarząd Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność".

Opinia

Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, za którego czasów zamknięto ponad 20 kopalń

Likwidacja poszczególnych kopalń powinna wynikać z przesłanek ekonomicznych i geologicznych. Trudno sobie wyobrazić utrzymywanie nierentownych zakładów wydobywczych tylko po to, by nie dopuścić do wzrostu bezrobocia. Problemy społeczne należy zażegnać przez uruchomienie środków na przekwalifikowanie ludzi. Dlatego propozycje rządu, by chętni do odejścia z zawodu wzięli pieniądze z zatwierdzonej przez Brukselę pomocy, która pójdzie z budżetu, jest uczciwa i służy restrukturyzacji branży. Podzielam jednak oburzenie górników. Mieliśmy do czynienia z deklaracjami bez pokrycia za rządów poprzedniej ekipy, która zamiatała problemy pod dywan, ale też podczas kampanii wyborczej obecnej partii rządzącej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA