fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Przemówienie von der Leyen nie po myśli PiS

AFP
Ursula von der Leyen walczy w Parlamencie Europejskim o poparcie jej kandydatury na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Świadomie rezygnuje z czarowania skrajnej prawicy.

Korespondencja z Brukseli

Po ubiegłotygodniowych słabych występach przed grupami politycznymi we wtorek Niemka pokazała się z dużo lepszej strony. W przemówieniu na sesji plenarnej w Strasburgu przedstawiła wiele ambitnych konkretów, a jednocześnie odwoływała się do wartości. I, co zawsze ważne w takich wystąpieniach, mówiła o sobie o swoim osobistym doświadczeniu córki eurokraty i polityka związanego przez lata z projektem europejskim. Owacje dostała od prawej do lewej strony sali. Głosowanie odbędzie się wieczorem i nie ma komfortowej większości. Ale po debacie widać, że von der Leyen nie zabiega o głosy skrajnej prawicy, tylko proeuropejskiego głównego nurtu. To by wystarczyło, gdyby nie fakt, że część socjalistów i cała grupa Zielonych, głównie z powodów polityki wewnątrzniemieckiej, chce głosować przeciwko niej. Potrzebuje poparcia 374 z 747 eurodeputowanych. Rozstrzygnięcie poznamy we wtorek wieczorem.

To wystąpienie nie służyło przyciąganiu skrajnej prawicy, jak włoska Liga Północna. Grupa Tożsamość i Demokracja, do której należy to ugrupowanie, zapowiedziała, że będzie przeciw, choć wcześniej deklarowała poparcie dla Niemki. Decyzji nie podjęli jeszcze Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy PiS. Wcześniej premier Mateusz Morawiecki na unijnym szczycie Niemkę entuzjastycznie poparł, a prorządowe media w Polsce mówiły wręcz o sukcesie dyplomatycznym Polski. Jednak większość wątków jej wystąpienia jest zdecydowanie nie po myśli PiS. Począwszy od ominięcia chrześcijaństwa jako źródła cywilizacji europejskiej, przez agendę prokobiecą i społeczną, cele klimatyczne, a na praworządności kończąc. Brak tych głosów jest dla von der Leyen problemem, ale wyraźnie uznała, że większym byłby fakt wyboru jej na to stanowisko przez grupy uznane za populistyczne, czy partie oskarżane o łamanie praworządności.
Von der Leyen jest pierwszą kobietą kandydującą na ten najważniejszy unijny urząd. I czyni z tego użytek. Swoje przemówienie zaczęło właśnie od tego, przypominają eurodeputowanych, że już 40 lat temu na czele Parlamentu Europejskiego stała kobieta, Francuzka Simone Veil, teraz więc przyszedł czas na Komisję Europejską. Zapowiedziała równość płci w Komisji Europejskiej. — Jeśli kraj nie wysunął kobiety, bez wahania zwrócę się o nowe nazwisko — powiedziała.

W sprawach kobiet i równouprawnienia chwaliła się swoimi osiągnięciami jako niemiecka minister ds. zatrudnienia i zapowiedziała inicjatywy na poziomie unijnym. — Jedna na pięć kobiet w Europie doświadczyła fizycznej lub seksualnej przemocy, a 55 proc. doświadczyło molestowania seksualnego. Ten problem powinien być uregulowany w traktacie. UE powinna też dołączyć do konwencji istambulskiej — powiedziała von der Leyen. Jako matka siódemki dzieci przekonywała, że potrzebna jest polityka społeczna przeciwdziałająca ubóstwu dzieci. Na poziomie europejskim chce ubezpieczenia dla bezrobotnych. Lewicy powinien podobać się też jej zamiar zwiększenia ambicji klimatycznych. Obecnie UE planuje ograniczenie emisji CO2 o 40 proc. do 2030 roku, von der Leyen proponuje podwyższenie celu do 55 proc. I osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Żeby trochę złagodzić sprzeciw krajów takich jak Polska, opartych w dużym stopniu na węglu. Niemka obiecuje fundusz sprawiedliwej transformacji i podatek węglowy, który miałby zapobiec delokalizacji przemysłu. — W ciągu pierwszych 100 dni mojego urzędowania przedstawię Zielony Ład dla Europy i pierwszą ustawę klimatyczną z celem na 2050 roku — obiecała kandydatka na przewodniczącą KE. Taka legislacyjna ścieżka pozwoli na ominięcie polskiego weta, bo decyzje podejmowane są w głosowaniu większościowym.
Von der Leyen mówiła też o praworządności. To był ważny wątek, bo dla części eurodeputowanych socjalistycznych, liberalnych i Zielonych jej wcześniejsze uwagi na ten temat były zbyt ogólne. We wtorek wyraźnie powiedziała, że wszystko co do tej pory będzie kontynuowane, a planowany doroczny mechanizm przeglądu praworządności we wszystkich państwach UE ma być tylko ich uzupełnieniem. — Źródła naszej cywilizacji to filozofia grecka i prawo rzymskie. Nie będzie kompromisów jeśli chodzi o poszanowanie praworządności. Nie dopuszczę do tego — mówiła von der Leyen.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA