fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Eurodeputowani krytykują niemiecki Jugendamt

stock.adobe.com
Parlament Europejski skrytykował niemiecki Jugendamt za przypadki dyskryminacji nieniemieckich rodziców w opiece nad dziećmi z małżeństw mieszanych. Skarżą się nie tylko Polacy.

Rezolucja została przegłosowania w czwartek przy poparciu 307 eurodeputowanych, przeciw było 211, a 112 wstrzymało się od głosu.

Nie pierwszy raz w PE rozmawiano o Jugendamt, ale przez wiele lat był to temat, którym zajmowali się tylko polscy eurodeputowani z PiS, w reakcji na skargi polskich rodziców, którym ograniczano prawa do ich dzieci w Niemczech. Tym razem po raz pierwszy krytyczni byli też eurodeputowani z innych krajów, czego efektem jest wspomniana rezolucja. Nie ma ona wagi prawnej, bo w kwestii prawa rodzinnego państwa członkowskie, w tym Polska, zazdrośnie strzegą swoich kompetencji. Ale po raz pierwszy mamy do czynienia z tak głośną krytyką niemieckiego urzędu.

Eurodeputowani wskazują na liczne skargi (około 300) przysłane w ciągu ostatnich dziesięciu lat do Komisji Petycji PE przez rodziców niebędących Niemcami, w tym od Polaków, Francuzów, Szwedów czy Włochów. Dotyczą działań niemieckiego urzędu ds. młodzieży (Jugendamt). Skarżący mówią o dyskryminacji w transgranicznych sporach rodzinnych, a także niewystarczającym doradztwie i wsparciu prawnym ze strony władz w ich krajach. Parlament wzywa do lepszej ochrony praw dzieci par dwunarodowych w celu zachowania ich tożsamości i utrzymania więzi rodzinnych. Podkreśla też, że na każdym etapie postępowania władze niemieckie muszą dostarczyć pełnych i jasnych informacji w języku w pełni zrozumiałym dla rodzica, który nie jest Niemcem.

Rezolucja została poparta przez polskich eurodeputowanych z PiS oraz SLD, natomiast PO albo wstrzymała się od głosu (większość), albo głosowała przeciwko (Jarosław Wałęsa). O motywach można było się dowiedzieć z debaty trzy tygodnie temu, w której uczestniczyła Julia Pitera. A także ze zgłoszonych przez nią poprawek do rezolucji. Pitera wskazywała, że wszystkie skargi są subiektywnym opisem sytuacji i do analizy będącej podstawą rezolucji nie są dołączone żadne wyroki sądów. Przypominała też wizytę Komisji Petycji w Niemczech, z której miało wynikać, że nie ma podstaw do krytyki niemieckiego urzędu.

Przez lata problem był postrzegany jako dyskryminowanie polskich rodziców, bo wśród par międzynarodowych wiele jest polsko-niemieckich. Ale krzywda dzieje się również obywatelom innych krajów i ich politycy uderzyli na alarm. Troje francuskich eurodeputowanych opublikowało w lipcu w dzienniku „Le Parisien" apel o interwencję UE w tej sprawie. Byli to Emmanuel Maurel i Edouard Martin z Partii Socjalistycznej oraz Virginie Roziere z Lewicowej Partii Radykalnej. Napisali oni o problemie par francusko-niemieckich i obywatelach Francji, którzy w razie rozwodu stykają się gigantyczną niemiecką machiną biurokratyczną i sądowniczą.

Co roku niemiecki urząd ds. dzieci – Jugendamt – interweniuje w przypadkach rozwodów par międzynarodowych. W praktyce zabiera dzieci rodzicom zagranicznym i oddaje pod opiekę niemieckim, tak by mogły być wychowywane w Niemczech, w niemieckiej kulturze i języku niemieckim. Często towarzyszą temu poważne ograniczenia dla drugiego rodzica, łącznie z zakazem używanie języka tegoż rodzica. Komisja Europejska odmawiała ingerencji w tej sprawie, bo nie ma kompetencji. Są unijne przepisy dotyczące pewnych aspektów opieki nad dzieckiem, gdy w grę wchodzi prawo więcej niż jednego państwa UE. Ale wyraźnie mówią one, że kwestie odpowiedzialności rodzicielskiej reguluje ten kraj, gdzie jest miejsce stałego pobytu dziecka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA