fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia Europejska stanowcza wobec Turcji

AFP
Dwa lata po przyjęciu ważnego unijno-tureckiego porozumienia w sprawie uchodźców wzajemne relacje są tragicznie złe.

– Spotkanie w Warnie to świetna okazja do podtrzymania dialogu – powiedział Bojko Borisow, premier Bułgarii, który zorganizował poniedziałkowy szczyt UE – Turcja w Warnie. Na dialogu z UE zależy Ankarze, która, formalnie rzecz biorąc, jest w trakcie negocjacji członkowskich. Są od dawna zamrożone, a prezydent Erdogan ma jak najgorszą prasę w Europie.

Jest adresatem krytyki z Brukseli, jak i wielu europejskich stolic, zarówno za naruszające prawa człowieka działania w Turcji, jak i interwencję tureckiej armii w Syrii oraz Iraku.

Unię wiąże z Turcją ważne porozumienie w sprawie uchodźców zawarte dwa lata temu. Skutecznie zastopowało napływ imigrantów do Europy. Kosztuje to UE 6 mld euro. Turcja otrzymała już pierwszą transzę w wysokości 3 mld euro jako udział Europy w utrzymania na tureckim terytorium 3,5 mln uchodźców z Syrii. Kilka dni temu Komisja Europejska uznała, że nie ma przeszkód, aby uruchomić drugą transzę.

– Jest wiele spornych spraw, o których zamierzamy rozmawiać, otwarcie licząc na to, że uda się poprawić relacje – oświadczył Jean-Claude Juncker przed roboczym obiadem z udziałem prezydenta Erdogana oraz Donalda Tuska.

– Trudno być optymistą w obecnej sytuacji. Nie ma żadnych przesłanek poprawy relacji w najbliższym czasie poza wolą dialogu, z czego niewiele na razie wynika – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Sinan Ülgen z brukselskiego biura Fundacji Carnegie. Jego zdaniem nie ma mowy o powrocie do negocjacji akcesyjnych z UE ani nawet o wprowadzeniu ułatwień wizowych dla obywateli Turcji.

Bezwizowy ruch osobowy miał być dodatkową, obok świadczeń finansowych, rekompensatą dla Turcji w zamian za zatrzymanie uchodźców. Ankara nie wypełnia jednak jednego z podstawowych warunków UE, jakim jest zmiana prawa antyterrorystycznego, które służy do zwalczania opozycji.

W takiej sytuacji nie ma mowy o jakimkolwiek wznowieniu negocjacji akcesyjnych, mimo iż od 1963 roku Turcja jest członkiem stowarzyszonym UE, a oficjalną aplikację członkowską złożyła dokładnie trzy dekady temu. Postęp w tej sprawie przekreśliły represje, jakie władze zastosowały wobec domniemanych uczestników puczu w lipcu 2016 roku.

Czystki objęły nie tylko armię. Z pracy zwolniono 140 tys. żołnierzy, policjantów, pracowników administracji czy nauczycieli. Aresztowano 50 tys. osób. Zamknięto 150 redakcji, w więzieniach siedzi ponad setka dziennikarzy. Liczby te UE przypomina przy każdej okazji. Są dowodem, jak daleko od standardów unijnych znalazła się Turcja Erdogana.

Równocześnie narasta konflikt turecko-cypryjski na tle wydobycia ropy i gazu na szelfie podzielonej wyspy. W Ankarze zapowiedziano wysłanie okrętów wojennych w rejon, gdzie ExxonMobil rozpoczął wstępne prace wydobywcze. W ubiegłym miesiącu tureckie okręty uniemożliwiły podobne prace koncernowi ENI.

Ankara uważa, że nieuznawana przez społeczność międzynarodową Turecka Republika Cypru Północnego powinna odnieść korzyści z eksploatacji bogactw naturalnych. Nikt w UE nie ma wątpliwości, że racja jest po stronie Cypru.

Na wsparcie Brukseli liczyć mogą także Ateny domagające się wydania dwóch greckich żołnierzy zatrzymanych w Turcji po omyłkowym przekroczeniu linii granicznej. Ale w Grecji znalazło schronienie kilku tureckich żołnierzy po puczu wojskowym. Konflikt na tym tle przekreśla nieznaczne ocieplenie relacji dwu zaciętych wrogów, Grecji i Turcji, co miało miejsce w grudniu ubiegłego roku w czasie historycznej pierwszej od 1952 roku wizyty prezydenta Turcji w Atenach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA