fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Sam złóż reklamację, zanim oddasz sprawę prawnikowi

Fotolia
Firmy skupują od kierowców roszczenia wobec towarzystw. Na takich ofertach można stracić.
Coraz więcej firm skupuje „szkody" od kierowców, którzy mieli stłuczki i są niezadowoleni z odszkodowania wypłaconego przez towarzystwo ubezpieczeń. Jednak zanim skorzystamy z usług takiej firmy, wykorzystajmy najpierw wszystkie możliwości samodzielnego odwoływania się od decyzji ubezpieczyciela, gdyż sprzedaż roszczenia często nie jest korzystna. To co uzyskamy z takiej sprzedaży może okazać się dużo niższą kwotą niż samodzielnie „wywalczona" dopłata do odszkodowania.
Każdy, kto likwiduje szkodę z polisy OC sprawcy, ma prawo do pełnego zwrotu kosztów naprawy i to niezależnie od tego, czy decyduje się na przywrócenie autu sprawności, czy nie. Jak tłumaczy Arkadiusz Bruliński, rzecznik prasowy Ergo Hestii, ubezpieczyciel w ramach polisy OC zawsze oferuje bezgotówkową naprawę samochodu, na ogół w sprawdzonym warsztacie, z gwarancją na wykonane prace. Ale poszkodowany nie musi korzystać z takiej propozycji. Może zlecić naprawę w wybranym przez siebie warsztacie. Jeśli odszkodowanie wypłacone na podstawie kosztorysu nie wystarczyło na pokrycie kosztów, można przesłać do towarzystwa kosztorys i faktury z warsztatu z wnioskiem o dopłatę.
Można też samodzielnie naprawić auto lub wymienić uszkodzone elementy. Punktem wyjścia jest wtedy kosztorys przysłany przez ubezpieczyciela. Jeśli jednak nie możemy zmieścić się w podanych w nim sumach (bo nie jesteśmy w stanie znaleźć części w cenie, jaka jest uwzględniona w kosztorysie), możemy skontaktować się z ubezpieczycielem i poprosić o wskazanie, gdzie można kupić części kosztujące tyle, na ile wyceniło je towarzystwo. Kierowca może złożyć reklamację także wtedy, gdy nie decyduje się na naprawę samochodu.
Naprawa uszkodzonego pojazdu nie jest warunkiem wypłaty odszkodowania. Co za tym idzie, nie ma podstaw do tego, żeby według różnych kryteriów ustalać ceny części zamiennych i stawki za roboczogodzinę (przy pracach lakierniczych i blacharskich) w zależności od tego, jaką metodą likwidowana jest szkoda (kosztorysową czy w oparciu o rachunki, faktury).
Jasno pokazują to wytyczne Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie likwidacji szkód komunikacyjnych. Wytyczne te uwzględniają wskazówki płynące z orzecznictwa Sądu Najwyższego.
Wytyczna 15.1 stanowi, że „niezależnie od tego, czy wysokość świadczenia jest ustalana metodą serwisową, czy też kosztorysową, zakład ubezpieczeń nie powinien stosować praktyk skutkujących naruszeniem zasady pełnego odszkodowania. W szczególności zakład ubezpieczeń nie może przyjmować w przypadku rozliczenia szkody metodą kosztorysową innych – niż w przypadku rozliczenia szkody metodą serwisową – kryteriów uwzględniania cen części zamiennych i stawek za usługi warsztatów naprawczych".
– Różnicowanie wysokości odszkodowania w zależności od metody likwidacji szkody jest praktyką niewłaściwą i niezgodną z prawem – podkreśla Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze rzecznika finansowego.
Tymczasem takie praktyki są przez towarzystwa stosowane. I kiedy poszkodowany, który postanowił nie naprawiać auta, odwołuje się od decyzji ubezpieczyciela, niejednokrotnie słyszy odmowę. Zaniżanie odszkodowań wyliczanych metodą kosztorysową niestety zdarza się często.
Jak mówi Bogumił Kaźmierczak z firmy Pro-Temida, przy niewysokich szkodach skala „zaniżenia" wynosi nawet 60–80 proc. wartości należnego odszkodowania, a przy szkodach o wartości powyżej 10 tys. zł – od 30 do 50 proc. I to właśnie wykorzystują firmy skupujące roszczenia.
– Firma odszkodowawcza, która kupiła prawa do wierzytelności, zwraca się do ubezpieczyciela o dopłatę do odszkodowania. Jeśli wniosek ten nie przynosi skutku, firma oddaje sprawę do sądu, powołując biegłego do oszacowania wysokości szkody. Roszczenie powiększane jest o koszty sporządzenia prywatnej kalkulacji i koszty zastępstwa procesowego – wyjaśnia Maciej Dittmajer, radca prawny, partner zarządzający w kancelarii prawnej Dittmajer i Wspólnicy sp.k.
Wierzytelność jest kupowana za pewien procent wartości oszacowanej przez rzeczoznawcę. Czasem jest to 50 – 70 proc., ale często dużo mniej. Dlatego klient może dostać za sprzedane roszczenie sporo niższą kwotę, niż gdyby samodzielnie zwrócił się do ubezpieczyciela z reklamacją.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA