fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Unia powoli się otwiera na inne państwa

Państwa zgodziły się na otwarcie granic, ale boją się, że epidemia może wrócić tą drogą. Na zdjęciu korek na przejściu granicznym we Frankfurcie nad Odrą w czasie lockdownu
Bloomberg, Rolf Schulten
UE będzie od 1 lipca znosić restrykcje w podróżowaniu z państwami trzecimi. Polska jeszcze nie ogłosiła swojej decyzji.

W poniedziałek państwa UE zgodziły się na stopniowe otwieranie granic zewnętrznych wspólnoty. To kolejny – po otwarciu granic wewnętrznych dwa tygodnie temu – etap przywracania normalności na kontynencie ciągle ogarniętym pandemią. Teoretycznie, każde z 27 państw mogłoby postępować według własnego uznania, tak jak działo się to przy wprowadzaniu obostrzeń na początku pandemii.

Jednak za namową Komisji Europejskiej rządy narodowe zgodziły się, żeby skoordynować działania w celu uniknięcia chaosu i ustalić minimum. W rezultacie podjęto decyzję, której częścią jest aneks z listą 14 państw. Jest na niej: Algieria, Australia, Gruzja, Kanada, Japonia, Czarnogóra, Maroko, Nowa Zelandia, Rwanda, Serbia, Korea Południowa, Tajlandia, Tunezja i Urugwaj.

Warunkowo na liście znalazły się też Chiny, ale tylko jeśli zachowają zasadę wzajemności, czyli otworzą się na obywateli UE. I od środy chętne państwa członkowskie mogą wpuszczać podróżnych z tych krajów.

Czytaj także: Unia Europejska może czasowo nie wpuszczać amerykańskich turystów 

Mogą, ale nie muszą, i zapewne znaczna część państw UE tego nie zrobi. A przynajmniej nie wobec wszystkich. Polska na razie nie deklaruje, co zamierza zrobić.

– Uniknęliśmy chaosu, który by nastąpił, gdyby każde państwo otwierało się, kiedy chce i na kogo chce. Teraz jest przynajmniej lista, poza którą nie można wyjść – mówi nam nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE. Nie było to łatwe.

Wybór krajów podyktowany jest głównie sytuacją epidemiologiczną. Jednym z kluczowych kryteriów jest liczba przypadków nowych zachorowań w wymienionych krajach – musi być ich mniej niż 16 na 100 tysięcy mieszkańców w ciągu ostatnich 14 dni, co jest unijną średnią. Ale różna jest wiarygodność różnych statystyk. Niektóre państwa UE chciały szybszego otwarcia na poszczególne kraje, ze względu na swoje historyczne powiązania (np. Francja z Tunezją i Algierią). Część natomiast obawia się ciągle powrotu epidemii.

– Nikt nie chciał zagłosować wprost przeciwko otwieraniu granic, bo to byłoby źle odebrane. Ale wiele państw nie chciało wprost tego poprzeć, bo boją się rozliczeń w razie powrotu epidemii tą drogą – mówi nam inny z dyplomatów. W rezultacie przez kilka dni trudno było zebrać kwalifikowaną większość.

Ostatecznie się to udało i w poniedziałek wieczorem miała zakończyć się pisemna procedura głosowania. Z zapowiedzi wynikało, że nikt nie będzie przeciw, ale grupa państw – w tym Polska – wstrzyma się od głosu. Niektórzy – jak Dania czy Austria – od razu zadeklarowali, że na razie granic nie otwierają.

Mimo że decyzja ma podstawy epidemiologiczne, to jej wydźwięk jest polityczny. UE nie otwiera się na USA, ale otwiera się na Chiny. Żeby łagodzić trochę wydźwięk takiej rekomendacji, od Chin zażądano wzajemności. Ale np. nie zażądano wzajemności od Tunezji i Algierii, choć postulowała to Hiszpania. Bo sprzeciwiła się Francja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA