fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Sprzedaż e-hulajnóg nad Wisłą idzie na rekord

shutterstock
Popyt na elektryczne jednoślady wystrzelił. Takie pojazdy nie tylko pożyczamy na minuty, ale też coraz chętniej kupujemy na własność. Pandemia wzmocniła trend.

Sprzedaż e-hulajnóg nad Wisłą idzie na rekord. Zainteresowanie zakupem w ub.r. wzrosło o ponad jedną trzecią – wynika z danych, do których dotarła „Rzeczpospolita".

Nie jest tajemnicą, że dystrybutorów takich pojazdów mocno wsparła epidemia. W obawie przed koronawirusem Polacy rezygnowali z transportu zbiorowego i szukali alternatywy. Ale to, co pomogło sprzedawcom, okazało się problemem dla operatorów systemów najmu hulajnóg. Lockdown i ryzyko związane z korzystaniem z urządzenia, na którym ktoś wcześniej jechał, sprawiły, że liczba wypożyczeń skurczyła się w 2020 r. o kilkadziesiąt procent.

Jednak nowy rok przyniósł nowe rozdanie. Tzw. sharing (współdzielenie) wraca do łask, a i zainteresowanie zakupem wciąż rośnie.

Zapasów brak

Dystrybutorzy tzw. urządzeń transportu osobistego obserwują skok popytu. Jak tłumaczy Mariusz Kurek, prezes 4cv (dystrybutor e-hulajnóg m.in. marki Fiat500), rodacy dużo chętniej niż w latach poprzednich zaopatrują się w urządzenia z tego segmentu.

– W latach 2017–2018 obserwowaliśmy duży boom w segmencie e-deskorolek, teraz prym wiodą hulajnogi elektryczne. W 2020 r. zanotowaliśmy aż 35-proc. wzrost sprzedaży tych urządzeń – mówi.

Popyt jest tak duży, że sprzedaje się wszystko, co zostaje sprowadzone. Nie ma sytuacji, by magazyny importerów czekały na klientów pełne jednośladów. Firma 4cv na br. zaplanowała premierę aż sześciu nowych modeli.

– Tej wiosny planujemy wprowadzić do portfolio nawet model w cenie 6 tys. zł i jesteśmy pewni, że będzie on cieszył się dużym zainteresowaniem klientów – podkreśla nasz rozmówca.

Parę tygodni temu do swojej ofert e-hulajnogi wprowadził nawet Lidl.

Rekordowy sezon?

Na lepsze czasy liczą też operatorzy hulajnóg na minuty. W 2019 r. w niektórych okresach spadek mobilności mieszkańców Polski sięgał 55 proc. W konsekwencji stopniała też podaż rowerów i skuterów na wynajem – odpowiednio o 33 i 19 proc. Firmy wynajmujące hulajnogi natomiast dwukrotnie zwiększyły swoje floty – wynika z analiz stowarzyszenia Mobilne Miasto.

W 2020 r. popyt na takie usługi sharingowe mocno siadł. W tym roku eksperci wierzą w przełamanie trendu. Sezon właśnie wystartował. Takie firmy, jak m.in. Dott, Lime, Bolt, czy Blinkee.City, weszły właśnie z ofertą wypożyczania pojazdów do 35 miast. W sumie dostępnych jest już 16 tys. takich jednośladów. Ale – jak prognozuje Adam Jędrzejewski, prezes stowarzyszenia Mobilne Miasto – na ulice i ścieżki rowerowe w całym kraju docelowo w br. może wyjechać nawet 30 tys. hulajnóg. I, co ciekawe, dotąd operatorzy koncentrowali się głównie na największych ośrodkach, teraz testują potencjał mniejszych miast.

Dodatkowo rynek sharingu hulajnóg może rozkręcić nowa inicjatywa, która ma porządkować takie systemy najmu w miastach. Chodzi o tworzenie tzw. hubów mobilności.

Pierwszy ruszy w tym miesiącu na warszawskim Służewcu (w największej dzielnicy biznesowej w kraju). Za projektem stoi platforma Vooom, twórca aplikacji w formule MaaS, czyli „mobilność jako usługa" (z ang. Mobility-as-a-Service), w którą zainwestował m.in. bank ING. Hub, który powstanie na terenie Adgar Plaza, ma być przestrzenią parkingową dla e-pojazdów współdzielonych (także skuterów i aut na minuty) wraz z dedykowaną infrastrukturą ładowania. Takie inicjatywy pojawią się też w innych miastach.

Przypomnijmy, że Sejm przyjął kilka dni temu nowelizację ustawy o ruchu drogowym – zapewne wejdzie ona w życie w maju. Regulacje nakazują jazdę hulajnogą po ścieżkach rowerowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA