fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Popyt na te auta skoczył mimo pandemii

4Mobility
Michał Beim/Wikimedia/CC BY-SA 4.0
Choć Innogy wycofuje się z aut na minutę, a pandemia spowolniła rynek car-sharingu nad Wisłą, część operatorów niespodziewanie notuje boom na usługi najmu aut.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", przychody 4Mobility w IV kwartale 2020 r. wyniosły 1,7 mln zł, co oznacza, że rok do roku skoczyły o ponad 22 proc. W II półroczu to wzrost aż o 47 proc. Wzrosła też liczba klientów firmy - sięgnęła ona ponad 67,3 tys., a to o ponad 7 tys. więcej niż rok wcześniej.

– Rynek car-sharingu w Polsce pozostaje w dobrej kondycji. Obserwujemy jego wzrost, choć odnotowaliśmy pewne spowolnienie przy okazji ograniczeń dla gospodarki, spowodowanych pierwszą falą pandemii. Ale to już za nami – mówi nam Paweł Błaszczak, prezes 4Mobility.

Jak podkreśla, tzw. auta na minutę, stały się dla wielu osób alternatywą dla transportu publicznego. – Sytuacja pandemiczna sprawiła, że staliśmy się również konkurencyjni dla podmiotów zajmujących się wynajmem długoterminowym. Widmo niepewności finansowej wśród konsumentów i małych przedsiębiorców powoduje, że borykający się z lockdownowymi ograniczeniami gospodarki mieszkańcy miast i przedsiębiorcy tną swoje koszty. W efekcie chcą płacić za użytkowanie auta tylko w sytuacjach, kiedy rzeczywiście go potrzebują. Dzięki temu w ub. r. systematycznie zwiększaliśmy swoje przychody i bazę klientów – tłumaczy Błaszczak.

Flota 4Mobility liczy 400 pojazdów. Wzrost sieci został nieco zahamowany. – Jeszcze przed wybuchem pandemii rozpoczęliśmy proces jej rozbudowy. Globalne problemy producentów motoryzacyjnych i kłopoty z dostawami sprawiły, że osiągnęliśmy niższy poziom od planowanego, ale mamy nadzieję to nadrobić – wyjaśnia nasz rozmówca. – Stale zwiększamy też zasięg naszej aplikacji. W ostatnich miesiącach uruchomiliśmy swoje usługi we Wrocławiu i Krakowie. Docelowo chcemy być obecni w największych polskich aglomeracjach. Testujemy też aplikację w średniej wielkości ośrodkach miejskich – kontynuuje.

W Polsce kuleje natomiast car-sharing elektryczny. Większość operatorów, którzy posiadali takie pojazdy, wycofała się z rynku lub zlikwidowała taką flotę. W połowie marca zniknie największa taka sieć – Innogy GO. Paweł Błaszczak twierdzi, że e-auta mają swoją przyszłość w car-sharingu. – Taki jest ogólny kierunek rozwoju całej motoryzacji i od tego nie uciekniemy. W naszym przypadku jest to jednak nieco odleglejsza perspektywa niż za granicą. Niestety, na tę chwilę koszty zakupu czy leasingu auta elektrycznego są znacząco wyższe od jego spalinowego odpowiednika – przekonuje.

To samo dotyczy późniejszego serwisu i utylizacji. Jak zaznacza, w naszym kraju brakuje finansowych zachęt do inwestowania w posiadanie „elektryka". – Dlatego też z finansowego punktu widzenia bardziej opłacalne dla nas jest wciąż posiadanie aut z klasycznym napędem, nawet z segmentu premium, które są mimo wszystko znacznie tańsze od tych z napędem elektrycznym. Nie oznacza to, że całkowicie odżegnujemy się od pomysłu elektryków w naszej flocie. Mamy ich obecnie ok. 30 i na zasadzie programów pilotażowych sprawdzamy możliwości ich zastosowania w różnych aglomeracjach – tłumaczy prezes 4Mobility.

Firma zapowiada zwiększanie ich udziału. – Będzie to jednak proces stopniowy. Nie planujemy rewolucji w tym obszarze – dodaje Błaszczak.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA