Reklama

Popyt na te auta skoczył mimo pandemii

Choć Innogy wycofuje się z aut na minutę, a pandemia spowolniła rynek car-sharingu nad Wisłą, część operatorów niespodziewanie notuje boom na usługi najmu aut.

Publikacja: 12.02.2021 11:45

Popyt na te auta skoczył mimo pandemii

Foto: Michał Beim/Wikimedia/CC BY-SA 4.0

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", przychody 4Mobility w IV kwartale 2020 r. wyniosły 1,7 mln zł, co oznacza, że rok do roku skoczyły o ponad 22 proc. W II półroczu to wzrost aż o 47 proc. Wzrosła też liczba klientów firmy - sięgnęła ona ponad 67,3 tys., a to o ponad 7 tys. więcej niż rok wcześniej.

– Rynek car-sharingu w Polsce pozostaje w dobrej kondycji. Obserwujemy jego wzrost, choć odnotowaliśmy pewne spowolnienie przy okazji ograniczeń dla gospodarki, spowodowanych pierwszą falą pandemii. Ale to już za nami – mówi nam Paweł Błaszczak, prezes 4Mobility.

Jak podkreśla, tzw. auta na minutę, stały się dla wielu osób alternatywą dla transportu publicznego. – Sytuacja pandemiczna sprawiła, że staliśmy się również konkurencyjni dla podmiotów zajmujących się wynajmem długoterminowym. Widmo niepewności finansowej wśród konsumentów i małych przedsiębiorców powoduje, że borykający się z lockdownowymi ograniczeniami gospodarki mieszkańcy miast i przedsiębiorcy tną swoje koszty. W efekcie chcą płacić za użytkowanie auta tylko w sytuacjach, kiedy rzeczywiście go potrzebują. Dzięki temu w ub. r. systematycznie zwiększaliśmy swoje przychody i bazę klientów – tłumaczy Błaszczak.

Flota 4Mobility liczy 400 pojazdów. Wzrost sieci został nieco zahamowany. – Jeszcze przed wybuchem pandemii rozpoczęliśmy proces jej rozbudowy. Globalne problemy producentów motoryzacyjnych i kłopoty z dostawami sprawiły, że osiągnęliśmy niższy poziom od planowanego, ale mamy nadzieję to nadrobić – wyjaśnia nasz rozmówca. – Stale zwiększamy też zasięg naszej aplikacji. W ostatnich miesiącach uruchomiliśmy swoje usługi we Wrocławiu i Krakowie. Docelowo chcemy być obecni w największych polskich aglomeracjach. Testujemy też aplikację w średniej wielkości ośrodkach miejskich – kontynuuje.

W Polsce kuleje natomiast car-sharing elektryczny. Większość operatorów, którzy posiadali takie pojazdy, wycofała się z rynku lub zlikwidowała taką flotę. W połowie marca zniknie największa taka sieć – Innogy GO. Paweł Błaszczak twierdzi, że e-auta mają swoją przyszłość w car-sharingu. – Taki jest ogólny kierunek rozwoju całej motoryzacji i od tego nie uciekniemy. W naszym przypadku jest to jednak nieco odleglejsza perspektywa niż za granicą. Niestety, na tę chwilę koszty zakupu czy leasingu auta elektrycznego są znacząco wyższe od jego spalinowego odpowiednika – przekonuje.

Reklama
Reklama

To samo dotyczy późniejszego serwisu i utylizacji. Jak zaznacza, w naszym kraju brakuje finansowych zachęt do inwestowania w posiadanie „elektryka". – Dlatego też z finansowego punktu widzenia bardziej opłacalne dla nas jest wciąż posiadanie aut z klasycznym napędem, nawet z segmentu premium, które są mimo wszystko znacznie tańsze od tych z napędem elektrycznym. Nie oznacza to, że całkowicie odżegnujemy się od pomysłu elektryków w naszej flocie. Mamy ich obecnie ok. 30 i na zasadzie programów pilotażowych sprawdzamy możliwości ich zastosowania w różnych aglomeracjach – tłumaczy prezes 4Mobility.

Firma zapowiada zwiększanie ich udziału. – Będzie to jednak proces stopniowy. Nie planujemy rewolucji w tym obszarze – dodaje Błaszczak.

Transport
UE chce zmienić zasady dotyczące bagażu w tanich liniach. Co planuje?
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Transport
Wojna Putina wykończyła rosyjską kolej. Państwowa firma stoi na krawędzi upadłości
Transport
Arktyka na celowniku. Rosjanie chcą zdominować wszystkie drogi z Azji do Europy
Transport
Reanimacja martwego projektu. Wiemy, co dalej z kolejową gigainwestycją
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama