fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

„Zemsta” w Teatrze TV. Jak połączyć dłonie zwaśnionych

materiały prasowe
W poniedziałkowym Teatrze TV premiera „Zemsty” Fredry. Ma pokazać, czym jest dla nas dziś spór Cześnika i Rejenta.

Fredro napisał „Zemstę" jako współczesną mu komedię satyryczną. Z czasem obrosła w kolejne znaczenia – stając się komedię historyczną i wpisując do kanonu komedii komizmu sytuacyjnego. - Wiadomo, że Fredro nie był zadowolony ze sposobu wystawiania swoich sztuk i to mi dało do myślenia – zwierza się Redbad Klynstra, reżyser premierowego spektaklu. – Chociaż pisał komedie i trzymał się zasad tego gatunku, to jednak dbał, by jego bohaterowie nie byli marionetkami, a realizatorzy często o tym zapominali. Kreślił postaci z krwi i kości. Jego bohaterowie nie są ani dobrzy ani źli, za to mają konkretną motywacje działania. Chcą dobrze, ale im nie wychodzi. Tak jak nam wszystkim. Dlatego chciałem odejść od stereotypu bajkowej komedii i przeczytać „Zemstę" na nowo. Na poważnie. Zrozumieć, co znaczy dla nas dzisiaj.

Prapremiera „Zemsty" odbyła się 17 lutego 1834 roku we Lwowie w teatrze Jana Nepomucena Kamińskiego – rok po jej napisaniu. Inspiracją była dla Fredry historia zamku Kamieniec w Odrzykoniu pod Krosnem, stanowiącego własność dwóch skłóconych ze sobą rodów. Do jednego z nich należała górna część zamku, do drugiego – dolna. W sztuce spór o mur graniczny toczą Cześnik Raptusiewicz i Rejent Milczek, wkręcając w jego tryby bliższe i dalsze otoczenie.

„Zemsta" jest jedną z najczęściej wystawianych sztuk – ma grubo ponad 200 realizacji. Kilkakrotnie także zajmowali się nią twórcy w Teatrze TV. Po raz pierwszy w 1960 roku Jerzy Kreczmar, a w roli Rejenta wystąpił wtedy 37-letni Gustaw Holoubek. Kolejną, rok później, wyreżyserował Adam Hanuszkiewicz zapraszając do scenograficznej współpracy Krzysztofa Pankiewicza. Potem było jeszcze telewizyjne wystawienie w 1968 roku Jerzego Krassowskiego, w 1972 – Jana Świderskiego. Ostatnia telewizyjna wersja „Zemsty" miała premierę więcej niż ćwierć wieku temu - w 1994 roku, a wyreżyserowała ją Olga Lipińska. Potem był już tylko głośny film Andrzeja Wajdy z mistrzowską obsadą: Papkina zagrał Polański, Cześnika – Gajos, Rejenta - Seweryn, Podstolinę – Figura, a Dyndalskego - Olbrychski.

- Zainteresowała mnie też filmowa realizacja z 1957 roku – mówi Redbad Klynstra. – To było dzieło filmowo – teatralnej spółki: Antoni Bohdziewicz i Bohdan Korzeniewski. Muzykę skomponował Stefan Kisielewski. Ta artystyczna interpretacja pozwoliła mi odważniej myśleć o „Zemście". Wprawdzie bardzo frywolnie postąpiono tam z ośmiozgłoskowym rytmem Fredry, który bardzo lubię, ale wynagrodził mi to Papkin. Na pierwszy rzut oka jakby postać z komedii dell'arte, taki Arlekin. Dziwna postać. Dostrzegłem, że inaczej postrzega świat niż reszta bohaterów. Były ujęcia, na których widział np. afrykańskie maski spoglądające na niego z muru. A Papkin to przecież alter ego samego Fredry, który opisał siebie tuż po traumach, które przeżył na wojnie. Papkin zbyt wrażliwy na twardy świat, wpadł pomiędzy siły interesów, które go niszczą. Generałowie prowadzą wojnę, a na froncie ofiarami są zwykli ludzie. Całkiem jak dzisiaj.

Scenografia i kostiumy zaprojektowane przez Karolinę Fandrejewską nie wskazują na konkretną epokę ani miejsce wydarzeń. W dekoracji zbudowanej w studiu nie ma zamku, a raczej izby sąsiadujące ze sobą przez wąską wybrukowaną ulicę. Papkin (Rafał Zawierucha) ma dredy, Klara (Alicja Karluk) – kucyk, intensywnie pomalowane paznokcie i trudną do osadzenia w konkretnym czasie sukienkę. - To się dzieje w Polsce, naszej Polsce – wyjaśnia reżyser. - Kostiumy i scenografia miały nie przeszkadzać. Najważniejsze, by każda postać była prawdopodobna, czyli taka jaką moglibyśmy spotkać. Żeby najważniejsze były jej problemy i temat, a kostiumy i scenografia – w tle. Chciałem skupić się na tekście, relacjach między bohaterami. Niektóre kwestie aktorzy wygłaszają wprost do widzów, do kamery. Rejent mówi: „nie brak świadków na tym świecie". Są i sceny przypominające teledyski – z przyśpieszonymi lub zwalnianymi kadrami, pełniące rolę przerywników między kolejnymi aktami. W końcowej scenie Klara łączy dłonie zwaśnionych – Cześnika (Michał Czernecki) i Rejenta (Grzegorz Mielczarek). Nie jest to łatwe...

- Wszyscy poza Klarą poruszają się w starotestamentowym świecie zemsty, gdzie rządzi zasada „oko za oko" – zauważa reżyser. - Młodzi nie do końca rozumieją, o co starzy się kłócą i dlaczego tak krzyczą. Ujawnia się spór pokoleniowy. Klara stawia na odruch serca. I być może właśnie tak myślące młode kobiety są dziś ratunkiem dla świata... W spektaklu występują także: Ewa Konstancja Bułhak (Podstolina), Marcin Stępniak (Wacław) , Mariusz Jakus (Dyndalski), Stefano Terrazzino (Perełka).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA