fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

„Kongres futurologiczny”. Odebrana przyszłość

Kongres futurologiczny
„Kongres futurologiczny”, kadr z prób w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu
FOT. FILIP WIERZEBICKI
„Kongres futurologiczny” Agnieszki Jakimiak oryginalnie wpisuje się w Rok Lema.

Chyba tylko pozaziemskie miasta i to, że powracającym na Ziemię podróżnikom przypomina ona spieczonego kartofla, wciąż pozostają science-fiction w czytanym dziś opowiadaniu Stanisława Lema z 1971 r. Niewyobrażalny wtedy zamach na papieża już się wydarzył, tak jak porwania amerykańskich dyplomatów i zjazdy perwersyjnych wydawców. Smog to też codzienność.

Brutalna polityka

Bohaterem groteskowej dystopii jest Ijon Tichy, łączący kilka jeszcze innych tytułów Lema w cykl „Dzienników gwiazdowych". Jego przygody od początku prowokowały wyobraźnię reżyserów. Ekranizację w Niemczech miał zrealizować Andrzej Wajda, ostatecznie dopiero w 2007 r. stworzono tam serial „Ijon Tichy – gwiezdny podróżnik", w którym rolę główną zagrał Oliver Jahn.

Tak mówił o bohaterze Lem:

– Stylizacja głównego bohatera „Dzienników", Ijona Tichego, na barona Münchhausena, czy Guliwera, nie była świadomym zabiegiem pisarskim, mojej pracy nie poprzedzały żadne teoretyczne założenia, nie szukałem żadnych prefiguracji, wzorców, paradygmatów, tak jak rzeka nie antycypuje swojego koryta. Moje utwory pisały się same, byłem czymś w rodzaju racjonalnie pracującego medium, ale nie przetwarzałem jakichkolwiek przedustawnie powziętych planów.

Szczecińska premiera „Kongresu futorologicznego" we Współczesnym jest koprodukcją z Teatrem Współczesnym we Wrocławiu. Reżyseruje Agnieszka Jakimiak, laureatka Nagrody im. Krzysztofa Mętraka.

– Na pomysł zajęcia się „Kongresem futorologicznym" wpadłam w 2019 r, na długo przed Rokiem Lema, w momencie, w którym snucie fantazji o przyszłości było o wiele łatwiejsze – mówi „Rz" Agnieszka Jakimiak. – Wtedy ciekawiła mnie szalona forma tekstu i jego relacja z kontrkulturą. W „Kongresie" jest zapisana niechęć do anarchistek i hippisów, chciałam przyjrzeć się temu wątkowi i skupić na motywie zamiany tożsamości. Jednak dwa lata później, w obliczu pandemii, ale także wobec brutalnej polityki polskiego rządu, „Kongres" staje się dla nas pretekstem do snucia fantazji o przyszłości, którą nam odebrano. Skoro, jak twierdził Stanisław Lem, o przyszłości nie da się nic powiedzieć na pewno, to ze sceny możemy powiedzieć o niej wszystko. Możemy na chwilę zamieszkać w kraju, w którym przerywanie ciąży nie jest obarczone traumą i nikt nie staje się obiektem drwin z powodu swojego wyglądu.

Reżyserka z dramaturgiem Mateuszem Atmanem podzieliła „Kongres" na dwie części.

– Pierwsza czerpie dużo z futurologicznych przewidywań Lema: znajdujemy się na kongresie, a wokół nas pączkują groteskowe, prześmiewcze i szalone wizje przyszłości. W drugiej części odchodzimy od horyzontu zakreślonego przez Lema i ruszamy w stronę wariacji na temat przyszłości, które wypracowaliśmy w ramach prób. Jest wśród nich marzenie o powszechnej edukacji seksualnej, o emancypacyjnym potencjale języka i sen o traktowaniu tożsamości płciowej jako pola gry i przewrotnej ekspresji.

Nowe scenariusze

Reżyserka podkreśla, że futurologia mówi więcej o teraźniejszości niż o przyszłości. Jest narzędziem do zdiagnozowania obecnej perspektywy i bieżących obaw i potrzeb.

– W spektaklu staramy się nie tyle zrekonstruować wizję Lema, ile stworzyć na jej podstawie własną – podkreśla. – Nie analizujemy końcówki lat 60., w których Lem pisał „Kongres", ale przyglądamy się narracjom, które same chcemy stworzyć na temat przyszłości. To przejawia się w poszczególnych warstwach spektaklu. Scenografia Mateusza Atmana problematyzuje kwestię powoływania iluzji w teatrze i bada kreacyjną moc fikcji. Kostiumy Tomka Armady stanowią wariację na temat futurologicznych wizji z XX wieku: konstruktywistycznych projektów rewolucjonistki Varvary Stepanowej i gradientowych ubrań Kazimierza Malewicza. Muzyka Łukasza Jędrzejczaka eksploruje spektrum dźwięków, których działanie można uznać za terapeutyczne, wspomagające kreatywność i zapewniające spokój. Choreograf Oskar Malinowski szukał odpowiedzi na pytanie: co sprawia, że odczuwamy nasze ciało jako własne?

Pojawia się też wizja Ziemi, która kiedyś zacznie przypominać spalony kartofel.

– To najbardziej niepokojąca przepowiednia Lema, a fakt, że ma już ponad pół wieku, jest dodatkowo frustrujący. Razem z Mateuszem Atmanem przyglądaliśmy się emocjonalnemu stanowi w epoce katastrofy klimatycznej w naszym poprzednim spektaklu, „Martwej naturze" w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Teraz zastanawiamy się, jak wyglądałby świat, który mielibyśmy zbudować od nowa. Jeśli na przekór wszystkiemu nie wyprodukujemy iluzji i alternatywnych scenariuszy, także tych klimatycznych, to nigdy nie staną się one prawdziwe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA