fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tarcza antyrakietowa

Trump będzie popierał budowę tarczy antyrakietowej

13 maja rozpoczęła się budowa bazy amerykańskiej tarczy rakietowej w Redzikowie koło Słupska. Ma być gotowa do końca 2018 r.
AFP
Putin wysyła do Kaliningradu systemy rakietowe S-400, aby zmusić Amerykę do wycofania się z Polski. Raczej mu się to nie uda.

Strategia Rosji nie jest nowa. – Kreml straszy rozmieszczeniem rakiet Iskander z głowicami atomowymi od 2008 r. Wreszcie musi te groźby spełnić, bo przestanie być wiarygodny – mówi „Rz" Mark Galeotti, znany amerykański znawca Rosji.

Ale strach przed utratą wiarygodności to niejedyny powód, dla którego w tym tygodniu Wiktor Ozierow, przewodniczący komisji obrony rosyjskiego senatu, ogłosił rozmieszczenie w obwodzie już nie tylko Iskanderów, ale znacznie groźniejszych systemów obrony rakietowej S-400. Chodzi również o kalendarz polityczny w Waszyngtonie, moment, w którym Barack Obama jest zajęty wyprowadzaniem się z Białego Domu, Donald Trump nie skompletował całej swojej ekipy, a Kongres jeszcze nie rozpoczął pracy w nowym składzie. W takiej chwili inicjatywa Moskwy nie spotka się z natychmiastową odpowiedzią USA, na co właśnie liczy Putin.

Kłopot dla NATO

Na razie jedyną reakcją Waszyngtonu było dość miękkie oświadczenie rzecznika departamentu stanu Johna Kirby: NATO zawsze było, jest i pozostanie sojuszem obronnym, który nie grozi Rosji.

– Putin szykuje się do negocjacji z Trumpem. Chce mieć w nich jak najwięcej atutów. A co poza wycofaniem rakiet z Kaliningradu może jeszcze Trumpowi zaoferować? Z Ukrainy nie zrezygnuje, z Państwem Islamskim też nie będzie walczył na serio, bo wie, że następnym etapem będzie walka Zachodu z reżimem Baszara Asada – wylicza dla „Rz" Igor Sutiagin, były więzień polityczny Kremla, a dziś ekspert Royal United Services Institute w Londynie.

Nowoczesne systemy S-400 w Kaliningradzie to duże wyzwanie dla NATO i samej Ameryki, bo dzięki nim Rosja może zestrzelić niemal wszystkie, poza najnowszymi myśliwcami typu Stealth, obiekty natowskie nie tylko nad większością Polski i krajami bałtyckimi, ale także nad całym północnym Bałtykiem. W razie konfliktu z Rosją to bardzo utrudniłoby Amerykanom obronę Estonii, Łotwy i Litwy.

Czy w zamian za wycofanie tych pocisków Trump byłby gotowy na ustępstwa wobec Putina?

Kreml już raz postawił w ten sposób na swoim. 17 września 2009 r., w 70. rocznicę napaści ZSRR na Polskę, świeżo wybrany na prezydenta Barack Obama ogłosił wycofanie się z ambitnego programu tarczy antyrakietowej lansowanego od 2002 r. przez George'a W. Busha. Stanęło na znacznie skromniejszym projekcie, którego częścią jest budowana od 13 maja tego roku przez amerykańską marynarkę baza w Redzikowie. Ma być gotowa do końca 2018 r.

Tym razem Rosjanie chcieliby nie tylko wstrzymania prac w Redzikowie, ale także rezygnacji przez administrację Trumpa ze wzmocnienia flanki wschodniej NATO. Zgodnie z postanowieniami podjętymi na szczycie Sojuszu w Warszawie w lipcu, na terenie Polski i krajów bałtyckich ma być po jednym natowskim batalionie.

Dodatkowo w lutym do Polski dotrze amerykańska ciężka brygada. Waszyngton chce też budować skład broni dla dodatkowych sił i wysłać do Polski myśliwce.

– Nie sądzę, aby Trump zdecydował się na „deal" z Putinem, bo negocjacje z Rosją traktuje jak transakcje w biznesie. A Moskwa ma za mało do zaoferowania – uważa Sutiagin.

Podobnego zdania jest Galeotti, ale z innego powodu.

– Trump wycofał się już z bardzo wielu najbardziej kontrowersyjnych propozycji, jak budowa muru z Meksykiem, ściganie Clinton czy deportacja nielegalnych imigrantów. Jego zapowiedzi „dealu" z Putinem też trzeba traktować ostrożnie – mówi amerykański ekspert.

Senat mówi: nie

Przeciwko porozumieniu z Rosją podnosi się opór w Kongresie, w szczególności w Senacie. Sprzeciwiają mu się już nie tylko demokraci, ale czołowi republikanie, w tym senatorowie z Arizony John McCain i Jeff Flake, Nebraski – Ben Sasse, Florydy – Marco Rubio, Maine Susan Collins, Alaski – Lisa Murkowski oraz przewodniczący republikańskiej większości w izbie wyższej Mitch McConnell.

– Trump teoretycznie mógłby wycofać wojska z Polski bez zgody Kongresu. Ale to doprowadziłoby to do konfliktu z parlamentem, którego poparcia prezydent potrzebuje w polityce wewnętrznej. Trump lubi łatwy styl życia, nie będzie się angażował w taki spór. Owszem, może nie wzmocni dodatkowo NATO, ale nie wycofa się z już podjętych decyzji – uważa Galeotti.

Utrzymanie rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w Polsce wymaga zatwierdzenia co roku funduszy przez Waszyngton. Ale o tym decyduje Kongres, nie Biały Dom.

Z powodu braku reform i załamania cen ropy rosyjska gospodarka już czwarty rok z rzędu drepcze w miejscu. To skłania Kreml do poszukiwania kolejnego konfliktu, który odwróci uwagę społeczeństwa od coraz gorszych warunków życia. Ale z drugiej strony Putin nie bardzo może pozwolić sobie na otwarte zwarcia z Zachodem. Potrzebuje jego technologii i kapitału, aby przywrócić Rosjanom nadzieję na lepsze życie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA