Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie modyfikacje systemu wyborczego wpływają na szanse partii politycznych?
- W jaki sposób rozdzielono mandaty parlamentarne w zależności od typu głosowania?
- Jakie skutki przyniosło zmienianie granic okręgów wyborczych dla reprezentacji?
- W jaki sposób regulowane jest prawo głosu obywateli mieszkających poza granicami państwa?
- Jakie dodatkowe metody poza ordynacją mogą kształtować wynik wyborów?
Węgrzy wrzucają w tę niedzielę dwie karty do głosowania. Pierwsza dotyczy konkretnego kandydata w danym okręgu. Tu obowiązuje ordynacja większościowa: wygrywa ten, kto dostanie więcej głosów. W ten sposób zostanie desygnowanych 106 spośród 199 deputowanych przyszłego parlamentu.
Czytaj więcej
Po szesnastu latach nieprzerwanych rządów lidera Fidesz centrum Budapesztu stało wielkim ołtarzem ku czci chwały narodu. Jego zbrodnie schowano.
Do tego dochodzi jednak lista krajowa. Tu obowiązuje ordynacja proporcjonalna, ale z uwzględnieniem złożonego systemu „kompensacji niewykorzystanych głosów” we wspomnianym głosowaniu w okręgach. W taki sposób do parlamentu dostanie się 93 deputowanych.
Dobrym przykładem jest przypadek samego Orbana, który nie startuje z konkretnego okręgu, ale ma w zasadzie zagwarantowany mandat z listy krajowej. Inaczej Peter Magyar – nie obawia się startu z konkretnego okręgu.
Orban ciągle zmienia granice okręgów wyborczych
Reżim w Budapeszcie stale zmienia jednak granice obwodów. Ostatni raz zrobił to, wyciągając wnioski z wyborów w 2022 r. Przykład: liberalny Budapeszt, gdzie silna była cztery lata temu opozycja, stracił od tego czasu dwa mandaty. Zostały one dołączone do obwodu Pesztu, który w dużym stopniu jest zamieszkały przez zwolenników Orbana. W skali kraju oznacza to, że w okręgach, które ma dużą szansę zdobyć opozycyjna Tisza, mieszka o wiele więcej osób niż w tych, które najpewniej zachowa Fidesz. Ten układ jest wzmocniony poprzez większościowe wybieranie posłów: wystarczy, aby dana partia miała nawet niewielką przewagę, a przejmuje dany okręg.
Czytaj więcej
– Na Węgrzech mamy bardzo dziwny układ, w którym Viktor Orbán oficjalnie nie ma ani grosza, ale wszyscy członkowie jego rodziny, bliscy współpracow...
Kolejny trick Orbana polega na dopuszczeniu do głosowania etnicznych Węgrów mieszkających w sąsiednich krajach, w tym Rumunii czy Słowacji. Stanowią oni wierny elektorat reżimu w Budapeszcie, choć ogromna większość z nich nigdy na Węgrzech nie mieszkała. Mają możliwość głosowania korespondencyjnego.
Często słychać o kupowaniu głosów
Ale już Węgrzy mieszkający na Zachodzie, z których wielu wyemigrowało, aby nie żyć w autorytarnym reżimie Orbana, muszą pofatygować się do konsulatu lub ambasady, aby skorzystać z prawa wyborczego. Oni głosują na konkretnych kandydatów z okręgów. A wielu z nich pod różnymi pretekstami nie może skorzystać w praktyce ze swojego prawa.
Czytaj więcej
Viktor Orbán nie zabije mnie. Wie, że to by wywołało rewolucję – mówił przed dwoma laty w rozmowie z „Rzeczpospolitą” nowy lider węgierskiej opozyc...
Do tego dochodzą sposoby wpływania na wynik wyborów już poza ordynacją. Na Węgrzech słychać o wielu przypadkach kupowania głosów, w szczególności wśród uboższego elektoratu, np. romskiego. Nierzadko pracodawcy związani z Fideszem, a jest ich w tym bardzo skorumpowanym kraju bardzo wielu, domagają się od swoich pracowników zdjęcia karty do głosowania z krzyżykiem postawionym przy reżimowym ugrupowaniu.
Wszystko to powoduje, że nawet przy daleko idącej mobilizacji opozycji i zdobyciu przez nią większości głosów, reżimowe ugrupowania mogą wciąż wygrać. Zdaniem tygodnika „The Economist” różnica w poparciu dla opozycji wynosi 6 punktów procentowych: drużyna Petera Magyara mogłaby liczyć na 48 proc. głosów, Viktora Orbana na 42 proc. Gdyby tak rzeczywiście było, trudno było rozstrzygnąć, czyja byłaby ostatecznie większość w nowym parlamencie.