fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Jerzy Miziołek: Jest nadzieja na sukces

Jerzy Miziołek, historyk sztuki, profesor w Instytucie Archeologii UW, dyrektor Muzeum UW
materiały prasowe
Nowy dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie mówi Małgorzacie Piwowar o planach i marzeniach.

Rz: Jak pan myśli, dlaczego Stowarzyszenie Historyków Sztuki, którego jest pan członkiem, negatywnie zaopiniowało pańską kandydaturę na stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego?

Jerzy Miziołek: Może dlatego, że człowiek, który się pod tym podpisał, został kilka lat temu wybrany na dyrektora w oficjalnym konkursie i nim nie został? Choć osobiście bardzo tego żałowałem. Może dlatego, że nie widział moich wszystkich książek i wielu wystaw w Muzeum UW? Nie wiem.

Oponenci zarzucają panu, że trudno będzie kierować dużą grupą ludzi, gdy w Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego miało się ośmioosobowy zespół...

Do tej pory sprawowałem pieczę co najwyżej nad kilkudziesięcioosobowym zespołem autorów jako redaktor obszernych prac zbiorowych, ale też organizator wystaw angażujących licznych pracowników Uniwersytetu. Muzeum Narodowe to jednak co innego. Wnoszę jednak z mojego stosunku do współpracowników, że jest nadzieja. Pochodzę do tej misji z pokorą. Nie o mnie tu przecież chodzi, ale o sukces Muzeum Narodowego.

Jak często zaglądał pan w ostatnich latach do Muzeum Narodowego?

Chodzę na wszystkie wystawy, pisałem o wielu zabytkach tego muzeum. Dawniej regularnie uczęszczałem też do Muzeum Narodowego w Krakowie, bo na UJ studiowałem historię sztuki i archeologię śródziemnomorską. Od wielu lat jestem częstym gościem największych placówek muzealnych zagranicą, tym bardziej, że w sumie przeszło trzy lata spędziłem na stypendiach naukowych we Włoszech, USA i Wielkiej Brytanii. Brałem czynny udział w organizowaniu wielkich wystaw w Rzymie i we Florencji.

Jak na tym tle wypada warszawskie Muzeum Narodowe?

Gdy dokonujemy porównania z tak ogromnymi muzeami, jak Luwr, Muzea Watykańskie, czy British Museum to nasze jest o wiele skromniejsze. Ale są w nim wybitne dzieła sztuki, m.in. sarkofagi egipskie, freski z Farras, średniowieczne nastawy ołtarzowe, tondo Botticellego i innych artystów Quattrocenta, nie mówiąc o wybitnych dziełach z kręgu Rafaela i Leonarda da Vinci. Muzeum ma też znakomite dzieła sztuki z wieków XVII i XVIII, bardzo dobrą galerię sztuki polskiej i doskonały, ale mało znany zbiór grafiki i rysunku. Posiada bez mała milion obiektów, wiele w ogóle nie pokazywanych, bo nie ma wystarczającej przestrzeni wystawienniczej. Wspaniały gmach będący prawdziwym pomnikiem II Rzeczypospolitej dzieli się miejscem z Muzeum Wojska Polskiego, ale w najbliższych latach ta sytuacja się zmieni, gdy sąsiedzi wyprowadzą się do nowo zbudowanej siedziby, a my zyskamy jeszcze otwarty teren przyległy na galerię rzeźby pod gołym niebem.

To jednak jeszcze potrwa.

Można zacząć od zagospodarowania trzech obszernych dziedzińców należących do muzeum, pomyśleć o zadaszeniu głównego dziedzińca przed wejściem, wpisującego się w istniejącą architekturę, bez deformowania jej struktury. To wręcz niezbędne, by w normalnych warunkach przyjmować gości w czasie wernisaży i organizować okolicznościowe koncerty.

O powiększenie powierzchni wystawienniczej zabiegała też pańska poprzedniczka, Agnieszka Morawińska.

Przeczytałem wszystkie publikacje z lat 60. i 70. na ten temat, a także raporty z ostatnich lat, z których wynika, że plany rozbudowy i powiększania przestrzeni wystawienniczej trwają od lat. Mam nadzieję, że będę w tej kwestii bardziej skuteczny.

Które z wystaw Muzeum Narodowego z ostatniego czasu uznaje pan za szczególnie udane?

Światową klasę miała wystawa „Guercino. Triumf baroku", której kuratorką była Joanna Kilian. Bardzo dobra była „Olga Boznańska", jak również wystawa poświęcona Paderewskiemu, ale zobaczyło ją niewiele ponad 30 tysięcy osób, więc chyba nie do końca się udała. Zabrakło mi w ostatnich latach wystawy poświęconej starożytności, tym bardziej, że stała galeria sztuki starożytnej jest od kilku lat w remoncie.

Sprawi pan, że się szybciej otworzy?

Chciałbym, bo przerażenie mnie ogarnia, że otwarcie przewidywane jest dopiero w 2020 roku.

Jakie są pańskie plany wystaw?

Tak bogate, że nie wiem, czy wszystkie uda się zrealizować. W związku z przyszłoroczną 500. rocznicą śmierci Leonarda da Vinci chciałbym pokazać jego legendę w polskiej kulturze, bo mamy znakomite prace uczniów tego geniusza. Wielu polskich artystów też się do niego odwoływało, od XVI wieku aż do dzisiaj, łącznie z Rafałem Olbińskim. Uczcimy 450. rocznicę śmierci Petera Breughla i 350. rocznicę śmierci Rembrandta. A w 2020 roku będzie 500-lecie śmierci Rafaela Santi – okazja, by przypomnieć, ze mieliśmy wspaniały jego autoportret w zbiorach Czartoryskich. Wiem już, że na pewno jeden z jego obrazów, przedstawiający św. Katarzynę, pożyczymy z Urbino. Liczę też na pomoc mojego kolegi Eike Schmidta, dyrektora Uffizi. Dzieła Leonarda są praktycznie nie do wypożyczenia, ale Rafaela – owszem, jest ich znaczna ilość. No i szybko się zbliża rocznica wielkiego zwycięstwa w 1920 roku, a ten triumf przyniósł i odzyskanie utraconego dziedzictwa narodowego, m.in. 100 tysięcy rycin, 150 arrasów, słynny Szczerbiec. Do tego monograficzna wystawa Henryka Siemiradzkiego do pokazania także w Rzymie, w którym artysta mieszkał 30 lat. Liczne dzieła antyczne są w jego twórczości obficie „cytowane", więc powinny być kontekstem do tej od dawna oczekiwanej ekspozycji. Projekty dwunastu opisanych wystaw przedstawiłem ministrowi Piotrowi Glińskiemu i zostały zaakceptowane. Ale jeśli uda się zrealizować osiem, czyli dwie rocznie, ale o dużym rezonansie, uznam to za sukces.

Są na tej liście wystawy problemowe?

Tak, na przykład o kultach misteryjnych antyku i triumfie chrześcijaństwa – we współpracy z muzeami kapitolińskimi w Rzymie, Muzeum w Karlsruhe i Luwrem. Przekrojowa wystawa o micie arkadyjskim prezentowana w trzech lokalizacjach, w tym jednej tak nieoczywistej jak galeria handlowa. Także wystawy poświęcone Henrykowi Stażewskiemu i o wybitnych polskich artystkach końca XIX i początku XX wieku, takich jak Hanna Rudzka-Cybisowa czy Julia Keilowa. Marzy mi się również wielka ekspozycja „Ideały Rzeczypospolitej" – o recepcji kultury grecko-rzymskiej w sztuce I Rzeczypospolitej.

Skąd pan weźmie środki?

Uzyskałem obietnicę dodatkowego dofinansowania na nowe otwarcie i że muzeum będzie dostawało regularnie więcej środków niż do tej pory. Nie wiem jednak, jaka to będzie podwyżka.

Zdaje pan sobie sprawę, że dotychczasowe wystawy mogły odbywać się jedynie dzięki hojności sponsorów?

Wiem, że moi poprzednicy toczyli heroiczną walkę o zdobywanie środków. Zamierzam robić to samo, szukając też wsparcia w ambasadach innych krajów. Od niektórych otrzymałem już zapewnienie o takiej pomocy – jak choćby o pokryciu kosztów wypożyczenia obrazu Rafaela.

Teoretyczne założenia będą musiały się zderzyć z realiami instytucji tak łatwo się nie zmieniającej...

Proponując większość tych wystaw widzę potencjał kuratorów w muzeum. Chcę także korzystać z kompetencji świetnych, znanych mi zagranicznych specjalistów mogących napisać teksty do katalogów.

Jerzy Miziołek – (ur.1953) absolwent historii sztuki i archeologii śródziemnomorskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, a później pracownik naukowy tej uczelni. Od 1992 r. związany z Uniwersytetem Warszawskim – w Instytucie Historii Sztuki, potem w Instytucie Archeologii, od 2001 r. kierownik Zakładu Tradycji Antyku w Sztukach Wizualnych. W latach 2002–2016 profesor w SWPS, kierował Katedrą Komunikacji Wizualnej. Od 2010 r. dyrektor Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego. Członek College Art Association of America, Renaissance Society of America, ICOM i SHS w Polsce. Od 23 listopada 2018 dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie na kadencję 2018-22.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA